Odwrócona piramida
Anna Hammermeister
Polski Związek Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej „POLSUS”
Odwrócona piramida
Na początku stycznia br. media obiegła wiadomość o nowym modelu żywieniowym w USA. Wybór grafiki w postaci odwróconej piramidy miał na celu pokazanie Amerykanom, że jest to rewolucja w dotychczasowym spojrzeniu na sposób odżywiania. Niektórzy eksperci szybko skrytykowali nowe zalecenia żywieniowe, m.in. za formę przedstawienia zmian, niejasny przekaz, wybiórcze i przedawnione wyniki badań czy polityczne podłoże decyzji.
Dla amerykańskiego sektora produkcji zwierzęcej przekaz jest jednak ważny z kilku powodów. Po pierwsze pokazuje, że dla zdrowia człowieka istotne są naturalne, nieprzetworzone, pełnowartościowe produkty pochodzenia zwierzęcego, w tym mięso, więc będzie na nie zapotrzebowanie. Po drugie przekaz został podany przez najwyższe władze państwowe USA – Sekretarza Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej USA Roberta F. Kennedy’ego Jr. oraz sekretarz Departamentu Rolnictwa USA Brooke Rollins. Takie podejście pozwala sądzić, że produkcja zwierzęca staje się ważnym działem gospodarki narodowej, ponieważ ma pomóc spełnić rządowe zalecenia żywieniowe. Tym samym można spodziewać się, że amerykańscy farmerzy będą mieli rządowe wsparcie i ochronę dla swojej działalności.
Szerokie i odgórne spojrzenie na produkcję zwierzęcą i jej strategiczne znaczenie w dostarczaniu nieprzetworzonych i pełnowartościowych produktów pochodzenia zwierzęcego przydałoby się też w Polsce. Wszak nasza Piramida Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej rekomendowana przez Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej pokazuje, podobnie jak w USA, że w żywieniu człowieka jest miejsce dla różnych produktów pochodzenia zwierzęcego, w tym mięsa. Zatem produkcja zwierzęca powinna dobrze funkcjonować, aby te potrzeby zaspokoić. Jednak wpływ różnych czynników, często pozaekonomicznych, nie sprzyja jej bezpiecznemu funkcjonowaniu i coraz częściej powoduje rezygnację z produkcji, a co za tym idzie, podnosi ryzyko ograniczenia dostępność krajowego białka zwierzęcego.
W różnych krajach UE, w tym również w Polsce, rośnie niechęć niektórych grup społecznych wobec produkcji zwierzęcej. Diety z udziałem mięsa są deprecjonowane, a produkcja zwierzęca oskarżana o zmiany klimatyczne. Jednocześnie różnymi metodami promuje się diety roślinne. Dane Parlamentu Europejskiego wskazują, że całe rolnictwo odpowiada jedynie za 10,55% emisji gazów cieplarnianych, a wg FAO chów zwierząt gospodarskich generuje tylko 14,5% antropogenicznych gazów cieplarnianych, a mimo to w szczególności produkcja zwierzęca jest systematycznie oskarżana o nadmierne obciążenie środowiska naturalnego. Indoktrynacja pod hasłem „dla dobra klimatu” sprawia, że najczęściej młodzi ludzie dają się uwieść klimatycznym hasłom i niebezpiecznej narracji, która wskazuje, że najbardziej środowisku naturalnemu (klimatowi) szkodzi rolnictwo, a w szczególności produkcja zwierzęca, i „dla dobra klimatu” rezygnują z jedzenia mięsa. Niektóre placówki wręcz zachęcają do takich eksperymentów w ramach programów edukacyjnych. Dla przykładu szkoły w Łodzi w ramach projektu edukacyjnego Łódzkie szkoły dla klimatu obok szlachetnych działań, np. NIE MARNUJĘ JEDZENIA, NIE LEJ WODY! bĄdŹ OFFLINE, proponują działania zachęcające do ograniczenia spożycia mięsa – oczywiście przy użyciu feminatywów. A zatem „można sprawdzić się w roli wegetarianina/ki i zostać klimatycznym superbohaterem/ką”, bowiem (…) Produkcja mięsa wywiera negatywny wpływ na klimat – wiąże się z produkcją gazów cieplarnianych, nadmiernym zużyciem wody pitnej, wylesianiem oraz zanieczyszczeniem środowiska (…)
Inną inicjatywą, która ma na celu ochronę klimatu, i która w rzeczywistości ograniczy dostęp do mięsa jest działalność stowarzyszenia miast pod nazwą C40 Cities, do którego przystąpiła Warszawa. Jednym z działań C40 Cities, które zmniejszają wpływ na środowisko, jest realizacja odpowiednich polityk i programów żywnościowych. Na przykład w zakresie diety zaleca się, aby na osobę przypadało rocznie nie więcej niż 16 kg mięsa. Nie będą to kartki żywnościowe, ale promocja diet bez mięsa spowoduje, że zmniejszy się zapotrzebowanie na pełnowartościowe białko zwierzęce, a jego ograniczony dostęp sprawi, że będzie droższe i w zasięgu tylko zasobniejszych portfeli.
Rozwijające się trendy żywieniowe polegające na unikaniu żywności pochodzenia zwierzęcego, w tym mięsa, i zastępowaniu go produktami roślinnymi lub ich substytutami znajdują swoje odzwierciedlenie w powstających aktach prawnych. Przykładem jest projekt ROZPORZĄDZENIA MINISTRA ZDROWIA w sprawie grup środków spożywczych przeznaczonych do sprzedaży dzieciom i młodzieży w jednostkach systemu oświaty oraz wymagań, jakie muszą spełniać środki spożywcze stosowane w ramach żywienia zbiorowego dzieci i młodzieży w tych jednostkach. Nowe regulacje narzucają, aby co najmniej raz w tygodniu w ramach obiadu była podawana potrawa przygotowana na bazie nasion roślin, a w sklepikach szkolnych dopuszczona jest sprzedaż produktów roślinnych naśladujących produkty mleczne, które są najczęściej produktami wysoko przetworzonym. Nowe regulacje miałyby obowiązywać od 1 września.
Czasem promocja diet roślinnych przybiera formę PR-owej zagrywki. Jedna z zielonych organizacji z triumfem ogłosiła, że z dniem 1.01.2026 r. szpitale muszą oficjalnie wprowadzić dietę wegańską do swojego jadłospisu. Ma to wynikać z ROZPORZĄDZENIA MINISTRA ZDROWIA z dnia 12 grudnia 2025 r. w sprawie standardu organizacyjnego żywienia zbiorowego w podmiocie leczniczym wykonującym działalność leczniczą w rodzaju świadczenia szpitalne. Jednak takiego zapisu wprost w tym dokumencie nie ma, choć sztuczna inteligencja próbowała wykazać, że jest i uparcie podawała paragrafy i punkty z ww. dokumentu, które jakoby zawierały informację o takiej diecie. Ba, nawet przytaczała tabele i wykazy, których tam nie ma. Natomiast Rozporządzenie mówi, że „lekarz decyduje o rodzaju stosowanej diety, czasie jej trwania oraz zalecanych indywidualnych modyfikacjach, uwzględniając: ewentualne preferencje pacjenta dotyczące eliminacji poszczególnych produktów w diecie, wynikające z wymogów kulturowych, przekonań religijnych, wyznania lub światopoglądu pacjenta, w przypadku poinformowania o nich lekarza przez pacjenta – jeżeli nie sprzeciwia się temu stan zdrowia pacjenta”.A zatem to lekarz w trosce o zdrowie pacjenta zdecyduje, co ten może jeść, a nie samodzielny wybór przez pacjenta dania vege z menu szpitalnego.
Obarczanie produkcji zwierzęcej odpowiedzialnością za jej negatywny wpływ na klimat nie przeszkadza jednak oskarżycielom w spożywaniu wysoko przetworzonej masy białkowej pod nazwami zarezerwowanymi dla produktów z mięsa (burgery roślinne, kurczaki roślinne, szynki roślinne, kabanosy roślinne itd.).
Branża produkcji zwierzęcej na wielu płaszczyznach radzi sobie sama (np. promuje polską żywność, prowadzi akcje informacyjne, aktualizuje wyniki badań, oferuje możliwość produkcji w systemach jakości), ale potrzebuje też działań odgórnych, z hierarchią odwróconej piramidy, które będą wspierały inwestycje i rozwój produkcji rolniczej, w tym zwierzęcej, np. poprzez wdrożenie uproszczeń w pozyskiwaniu pozwoleń na budowę chlewni, skuteczną walkę z ASF czy podjęcie działań ochronnych przed bezkarnym działaniem aktywistów ekologicznych godzących w produkcję rolniczą.





