004 AG-PROJEKT 2025-04a

Patryk pyta: Czy produkcja wieprzowiny w krajach UE jest stabilna?

Patryk pyta: Czy produkcja wieprzowiny w krajach UE jest stabilna?

 

Wg danych Eurostatu w okresie pierwszych pięciu miesięcy 2019 r. ubito w UE ogółem 107,8 mln szt. świń, zaledwie o 1% mniej aniżeli w tym samym okresie w 2018 r., przy czym liczba ubijanych świń w kolejnych miesiącach była bardziej stabilna w porównaniu do liczby świń ubijanych w latach 2017 i 2018 (wykres 1). Produkcja wieprzowiny w UE w okresie pierwszych pięciu miesięcy 2019 r. była niższa o 1% i wyniosła 10,1 mln ton.

W maju 2019 r. zaobserwowano dalszy spadek liczby świń ubijanych w UE (wykres 1). W miesiącu tym ubito w krajach UE 21 mln świń; o 4% mniej niż w maju 2018 r. Również produkcja wieprzowiny w krajach UE była w maju 2019 r. niższa o 4% w porównaniu do produkcji w maju 2018 r. i wyniosła 1,9 mln ton.

Produkcja wieprzowiny w Niemczech spadła w pierwszych pięciu miesiącach 2019 r. o 3% do 2,2 mln ton (w porównaniu do tego samego okresu w 2018 r.). W maju 2019 r. produkcja wieprzowiny w Niemczech wyniosła 429 tys. ton i była niższa o 1% w porównaniu do maja 2018 r. Pogłowie trzody chlewnej w Niemczech w maju br. wyniosło 25,9 mln szt. i było niższe o 3,7% w porównaniu do tego samego okresu w poprzednim roku, przy czym największy spadek pogłowia zanotowano wśród tuczników (o 567 tys. szt., spadek o 6%), co będzie oznaczało wyraźny spadek produkcji wieprzowiny w Niemczech w trzecim kwartale br.

Warto zauważyć, że pogłowie trzody chlewnej w Niemczech spadło w ostatnich pięciu latach o 2,2 mln (spadek o 7,8%). Zmniejszyła się też o 21,6 tys. (dane na koniec maja 2019 r.) liczba niemieckich gospodarstw prowadzących produkcję trzody chlewnej, to jest o 3,5% mniej gospodarstw aniżeli w listopadzie 2018 r. i o 5,8% mniej aniżeli w maju 2018 r. 

Do spadku produkcji wieprzowiny w UE przyczyniła się również niższa produkcja tuczników w Danii w porównaniu do ub.r., szczególnie w kwietniu br. Pogłowie trzody chlewnej w Danii na początku trzeciego kwartału 2019 r. wyniosło 12,6 mln świń i było niższe o 2,5% w porównaniu do pogłowia w tym samym okresie w 2018 r. Wprawdzie tempo spadku pogłowia w Danii jest obecnie mniejsze w porównaniu do rekordowego spadku w kwietniu br., a pogłowie świń na początku lipca br. jest nawet o 1% większe niż w kwietniu br., ale warto podkreślić, że największy 6% spadek pogłowia zanotowano w tucznikach (trzoda chlewna 50 kg i więcej z przeznaczeniem na ubój).

Nadal wzrasta w Danii produkcja warchlaków, które są przedmiotem eksportu, przede wszystkim do niemieckich i polskich ferm tuczu. Dania wyeksportowała o 2% więcej żywych świń w okresie pierwszych czterech miesięcy br. aniżeli w tym samym okresie 2018 r. Warto podkreślić, że wyraźnie wzrosła produktywność loch w duńskich fermach, ponieważ w pierwszych miesiącach 2019 r. uzyskano podobną produkcję prosiąt, pomimo 4% spadku pogłowia loch. Prawdopodobnie liczba loch w produkcji będzie w Danii nadal nieznacznie spadać, ale ze względu na rosnącą ich produktywność liczba wyprodukowanych prosiąt (warchlaków) będzie nadal wysoka.

Produkcja wieprzowiny w maju br. w pozostałych krajach UE była bardziej zróżnicowana. W Polsce spadek produkcji wyniósł 10% w porównaniu do poprzedniego roku. Natomiast w Hiszpanii w okresie pierwszych pięciu miesięcy 2019 r. produkcja wieprzowiny wzrosła o 3%, z powodzeniem zastępując na europejskim rynku polską, niemiecką i duńską wieprzowinę.

Natomiast produkcja wieprzowiny we Francji była w tym okresie nieznacznie większa, przy czym większy eksport francuskiej wieprzowiny i mniejszy import spowodował mniejszą podaż tego mięsa na wewnętrzny francuski rynek.

Interesującym pozostaje pytanie, czy w drugiej połowie 2019 r. pogłowie trzody chlewnej w krajach UE wzrośnie i będzie ubijanych więcej świń, podobnie jak to się działo w 2017 i 2018 r. (wykres 1)? Warto przypomnieć, że duża liczba ubijanych świń w październiku/listopadzie 2018 r. była w znacznej mierze wynikiem działania tzw. świńskiej górki, co przyczyniło się do znacznego spadku cen skupu tuczników i braku opłacalności produkcji trzody chlewnej w wielu krajach UE.    

 

Opr.: ACONAR

 

 

Wykres 1. Ubój trzody chlewnej w krajach UE w poszczególnych miesiącach w latach 2017-2019 (w mln szt.)

 

Lechu pyta: Czy ograniczenie stosowania antybiotyków i zakaz stosowania ZnO może stanowić poważny problem dla producentów trzody chlewnej?

 Czy ograniczenie stosowania antybiotyków i zakaz stosowania ZnO może stanowić poważny problem dla producentów trzody chlewnej?

 Politycy i urzędnicy zdecydowali przed kilkunastoma laty o ograniczeniu stosowania antybiotyków w chowie trzody chlewnej, najpierw w dawkach profilaktycznych, jako stymulatorów wzrostu, a obecnie chcą wprowadzić zakaz stosowania antybiotyków jako lekarstwa pozwalającego zwalczać patogeny groźne dla zdrowia świń, najpierw w metafilaktyce (zapobieganie rozwojowi choroby po zakażeniu się zwierząt, a przed wystąpieniem klinicznych objawów zachorowania), a potem – być może – także w procesie zwalczania chorób.

Argumentem silnie przemawiającym za powstrzymaniem się od stosowania antybiotyków jako stymulatorów wzrostu w produkcji zwierzęcej była i nadal jest gwałtownie rozwijająca się antybiotykooporność patogenów, zwłaszcza tych zagrażających zdrowiu ludzi. Europejskie Towarzystwo Mikrobiologii Klinicznej i Chorób Zakaźnych ESCMID twierdzi, że jeśli nie zostaną podjęte odpowiednie działania, to za ok. 50 lat z powodu braku skutecznych antybiotyków choroby bakteryjne ludzi będą jedną z najważniejszych przyczyn zgonów. Sally Anne Davies, szefowa departamentu ds. medycznych brytyjskiego resoru zdrowia stwierdziła, że antybiotykooporność stanowi dla ludzkości większe zagrożenie niż światowy terroryzm i globalne ocieplenie.

Kolejnym poważnym ciosem w ochronę zdrowia zwierząt przed chorobami jest wprowadzenie w czerwcu 2018 r. zakazu stosowania ZnO w paszach jako środka zapobiegającego biegunkom, przede wszystkim u prosiąt, zwłaszcza w okresie okołoodsadzeniowym, a także u loch i tuczników. Przypomnijmy, że obowiązujące przed czerwcem 2018 r. regulacje prawne pozwalały na dodawanie ZnO do paszy dla prosiąt i loch w profilaktycznej ilości 150 mg/kg paszy oraz 120 mg/kg paszy dla pozostałych grup wiekowych świń. Aby uzyskać lecznicze działanie ZnO, jego udział w paszy musi wynosić ok. 3000 mg/kg paszy.

Argumentem przemawiającym za ograniczeniem stosowania ZnO w paszach dla świń jest fakt, że stosunkowo słabo wchłaniany Zn jest praktycznie w całości wydalany wraz z odchodami i powoduje zatrucie gleb. Nadmiar cynku w glebie hamuje rozwój roślin, obniżając wielkość plonu, głównie z powodu występowania chlorozy (żółcenie liści, dysfunkcja rośliny w tworzeniu chlorofilu).

O ile stosunkowo łatwiej zgodzić się z postulatem ograniczenia stosowania antybiotyków w produkcji zwierzęcej (na świecie w 2016 r. rolnictwo zużyło ich prawie 14 mln ton, natomiast medycyna ludzka 3,4 mln ton), o tyle poważne wątpliwości musi budzić pośpiech we wprowadzeniu zakazu stosowania ZnO ze względu na ochronę gleb przed zatruciem cynkiem, skoro wiadomo, że gleby są zatruwane w różny sposób od 80-120 lat!

Ograniczenie możliwości stosowania antybiotyków i ZnO wprowadziło spore zamieszanie wśród producentów trzody chlewnej i lekarzy weterynarii, pozbawiając ich efektywnych narzędzi w zwalczaniu chorób świń. Problem jest dodatkowo skomplikowany przez brak alternatywnych preparatów skutecznie zastępujących antybiotyki i ZnO. Wprowadzający nowe przepisy politycy i urzędnicy proponują wprawdzie kilkuletni okres przejściowy na opracowanie alternatywnych preparatów, ale nie jest to jednak łatwy proces. Wielu producentów trzody chlewnej, a także lekarzy weterynarii, postuluje, aby nie wprowadzać zakazu, jeśli nie ma możliwości zastąpienia ZnO innymi równie skutecznymi preparatami.

Tymczasem lekarze weterynarii apelują do producentów trzody chlewnej o rewizję dotychczasowego traktowania procesu produkcji trzody chlewnej, w trakcie którego prawie wszystkie błędy i niedociągnięcia można było naprawić antybiotykami czy ZnO. Brak profesjonalnej, nowoczesnej wiedzy wśród wielu producentów w prowadzeniu produkcji świń może stanowić poważną przeszkodę w skutecznym ograniczeniu ilości stosowanych antybiotyków czy ZnO.

Do priorytetowych zadań należy wprowadzenie w każdym miejscu, gdzie ma miejsce chów świń (niezależnie od skali tego chowu!) szeroko pojętej i traktowanej poważnie (wreszcie!) bioasekuracji. Zmiana obuwia i wierzchniej odzieży, mycie rąk, ograniczenie do niezbędnego minimum wchodzenia i przebywania osób niezwiązanych z produkcją świń, kontrola pojazdów, ochrona przed gryzoniami i innymi zwierzętami, szczelne ogrodzenie budynków ze świniami to tylko niektóre z elementów skutecznej bioasekuracji.

Do powszechnie stosowanych metod zarządzania stadem powinna powrócić zasada CPP-CPP, wg której należy nie tylko przemieszczać zwierzęta, ale także projektować, sytuować i budować pomieszczenia dla świń.

Zasadzie tej musi towarzyszyć rygorystycznie wykonywane czyszczenie, mycie i dezynfekcja pomieszczeń oraz odpowiednio długo trwająca przerwa między jednym a drugim zasiedleniem.

Wyeliminowanie antybiotyków i ZnO stanowi też poważne wyzwanie dla specjalistów zajmujących się przygotowywaniem programów żywienia świń, zwłaszcza prosiąt i warchlaków, oraz składu mieszanek paszowych, na których powinien opierać się taki nowy program żywienia. Osobnym problemem pozostaje potrzeba zmniejszenia negatywnego oddziaływania stresu na zdrowie odsadzanych prosiąt i zastosowanie metod zapobiegania biegunkom powstającym na tym tle.

Podsumowując, można zapytać polityków i urzędników stanowiących prawo, czy ochrona gleb przed zatruciem cynkiem jest wystarczającym powodem do przyzwolenia na pogorszenie dobrostanu prosiąt narażonych na biegunki, a nawet na zwiększenie śmiertelności prosiąt z tego powodu?     

 

 Opr.: ACONAR

 

 

Bogdan pyta: Czy możliwe jest skuteczne powstrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa ASF na świecie?

Bogdan pyta: Czy możliwe jest skuteczne powstrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa ASF na świecie?

 

Zarówno producenci trzody chlewnej, jak i lekarze weterynarii oraz naukowcy na całym świecie zgodnie twierdzą, że wirus ASF na dobre opuścił Afrykę i zagościł w wielu krajach na kilku kontynentach, stanowiąc poważne zagrożenie dla zdrowia świń. Globalizacja gospodarki i codzienne przemieszczanie się milionów ludzi po całym świecie z całą pewnością utrudni skuteczne opanowanie rozprzestrzenia się wirusa ASF wśród świń.

Przypomnijmy (za: GIW), że afrykański pomór świń (African Swine Fever – ASF) to szybko szerząca się zakaźna choroba wirusowa, na którą podatne są świnie domowe, świniodziki oraz dziki. W przypadku wystąpienia ASF w stadzie trzody chlewnej dochodzi do dużych spadków w produkcji: zakażenie przebiega powoli i obejmuje znaczny odsetek zwierząt w stadzie, przy czym śmiertelność zakażonych zwierząt sięga nawet 100%. Zgodnie z OIE przyjmuje się, że okres inkubacji wynosi w środowisku naturalnym 4-19 dni, natomiast w przypadku choroby o ostrym przebiegu 3-4 dni.

Wirus jest wyjątkowo odporny na działanie niskich temperatur i zachowuje właściwości zakaźne we krwi, kale, tkankach (zwłaszcza surowych, niedogotowanych produktów z mięsa wieprzowego lub dzików) przez okres nawet 3-6 miesięcy. Ludzie nie są wrażliwi na zakażenie wirusem ASF, w związku z czym choroba ta nie stwarza zagrożenia dla ich zdrowia lub życia.

Najczęstszym sposobem zakażenia zwierząt jest bezpośredni (lub pośredni) kontakt ze zwierzętami zakażonymi. Rozprzestrzenianie się wirusa jest stosunkowo łatwe za pośrednictwem osób i pojazdów odwiedzających gospodarstwo, skażonego sprzętu i narzędzi, zwierząt mających swobodny dostęp do gospodarstwa (gryzonie, koty, psy), jak również przez skażoną paszę, wodę oraz skarmianie zwierząt odpadami kuchennymi (zlewkami) zawierającymi nieprzetworzone mięso zakażonych świń lub dzików.

Ponieważ podejmowane próby wyprodukowania skutecznej szczepionki przeciwko wirusowi ASF nie przynoszą oczekiwanych rezultatów i najprawdopodobniej w najbliższym czasie nie zostanie opracowana taka szczepionka, jedynym sposobem ograniczenia rozprzestrzeniania się wirusa w środowisku oraz uchronienia utrzymywanych świń przed zakażeniem wirusem ASF jest ścisłe przestrzeganie zasad restrykcyjnej bioasekuracji w chowie świń, zarówno w niewielkim przydomowym chowie, jak i w wielkoprzemysłowej fermowej produkcji.

Pojawiające się kolejne ogniska ASF wśród świń i kolejne przypadki chorych zwierząt wśród dzików w różnych krajach na całym świecie są najlepszym dowodem na to, że tylko niewielu ludzi produkujących świnie jest w pełni świadomych ciągle istniejącego zagrożenia.

Coraz częściej słychać też głosy, że chociaż to dziki (owady?) mogą stanowić niekontrolowany do końca rezerwuar wirusa ASF, to głównymi wektorami rozprzestrzeniania się wirusa w środowisku są ludzie, na co dzień przebywający ze świniami i ich niefrasobliwy sposób kontaktowania się ze zwierzętami. Dotyczy to nie tylko rolnika czy pracowników fermy, ale także osób przybywających do gospodarstwa czy na fermę w związku z wykonywanym zawodem (np. lekarze weterynarii, dostawcy pasz, serwisanci urządzeń i wyposażenia). Ktoś chyba trafnie powiedział, że jeśliby na całym świecie zostały wybite wszystkie dziki, to i tak wirus ASF nadal będzie przebywał w stadach świń domowych i bez stosowania bioasekuracji nie uda się opanować problemu jego rozprzestrzeniania się.

Interesująca dla skutecznego ograniczenia rozprzestrzeniania się wirusa ASF w Polsce może być stanowcza deklaracja MRiRW o radykalnej zmianie w podejściu urzędników do wymogów dotyczących stosowania zasad bioasekuracji w chowie świń. Jeśli w przypadku stwierdzenia przypadku zachorowania świń na ASF (ognisko) zostanie ustalone, że w chowie tych świń nie przestrzegano zasad restrykcyjnej bioasekuracji, to właściciel nie otrzyma odszkodowania za zutylizowane zwierzęta. Tylko czy nałożenie surowszych wymagań i finansowych kar zwiększy świadomość bardzo wielu rolników o potrzebie stosowania bioasekuracji, a którzy często prowadzą chów świń w warunkach urągających wszelkim zasadom zdrowego rozsądku?

Profesor Daniel Rock, specjalista patobiologii na Uniwersytecie Illinois w Chicago, który w latach 90. ub. wieku zajmował się badaniem wirusa ASF, mając nadzieję na opracowanie skutecznej szczepionki przeciwko tej groźnej chorobie twierdzi, że przy obecnie powszechnej skali podróżowania milionów ludzi oraz codziennego przemieszczania na świecie milionów ton różnych towarów, w tym także żywności, nikogo nie powinna dziwić skala i rosnąca z każdym dniem liczba przypadków zachorowania świń na ASF.

Prawdopodobieństwo zawleczenia wirusa do krajów, gdzie jeszcze on nie dotarł (np. USA, Brazylia), jest ogromne i praktycznie pozostaje tylko kwestią czasu, kiedy pojawi się w tych krajach, na razie wolnych od ASF. W ten sposób choroba ASF stanie się chorobą globalną, zagrażającą zdrowiu świń być może przez dziesięciolecia.

Wyjątkowo groźnym faktem dla przeprowadzenia skutecznego ograniczenia rozprzestrzeniania się ASF na świecie jest zakażenie świń w Chinach. Skala produkcji trzody chlewnej w tym kraju oraz prymitywne sposoby jej utrzymywania w milionach przydomowych gospodarstw, przy praktycznie powszechnym braku przestrzegania podstawowych zasad bioasekuracji, pozwala przypuszczać, że wirus może przez długie lata przebywać w chińskich stadach świń i ciągle zagrażać światowej produkcji trzody chlewnej. Zwłaszcza, że Chiny są ogromnym producentem milionów towarów rozprowadzanych po całym świecie.

 

Opr.: ACONAR

Czy na podstawie ostatnich wypowiedzi ministra rolnictwa można mówić o zmianie priorytetów w perspektywie dalszego rozwoju produkcji trzody chlewnej w Polsce?

Krystyna pyta: Czy na podstawie ostatnich wypowiedzi ministra rolnictwa można mówić o zmianie priorytetów w perspektywie dalszego rozwoju produkcji trzody chlewnej w Polsce?

 

Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa, stwierdził podczas ceremonii otwarcia budynków inwentarskich w Pszczółczynie (woj. kujawsko-pomorskie), powstałych w ramach programu integracji tuczu Gobarto 500, że w Polsce, chcąc wejść na rynki globalne ze sprzedażą wieprzowiny, należy dążyć do modernizacji produkcji trzody chlewnej, w ramach której powinno powstać więcej wyspecjalizowanych dużych ferm trzody chlewnej. Ponad 70% tuczników jest ciągle produkowanych w Polsce w małych stadach. Taki model produkcji ma swoje zalety, niemniej jednak jego skala jest zbyt wielka. Zakłady mięsne oczekują większych partii tuczników, bardziej jednorodnych pod względem jakości, a nie tylko „pozbierane” przez pośredników tuczniki z kilku gospodarstw. Dlatego polska produkcja tuczników oczekuje modernizacji.

Modernizując polską produkcję trzody chlewnej – stwierdził minister – nie można zapominać o zróżnicowanej strukturze gospodarstw rolnych w Polsce; małe, średnie i duże gospodarstwa muszą realizować tę modernizację w oparciu o różne modele. A o tym, jaki model produkcji trzody chlewnej zostanie wykorzystany w danym gospodarstwie, powinien decydować sam rolnik, w zależności od posiadanego potencjału produkcyjnego (środki finansowe, zdolność kredytowa, możliwość wyprodukowania surowców paszowych), wielkości budynków inwentarskich i ich wyposażenia, wiedzy, doświadczenia i zdolności do obsługi prowadzonej produkcji, a także usytuowania tej produkcji w stosunku do lokalnej zabudowy (uciążliwość odorowa). Może to być produkcja w cyklu zamkniętym lub otwartym, samodzielna lub w grupie producenckiej, albo w kooperacji z integratorem produkcji rolnej.

Prawdopodobnie po raz pierwszy tak mocno i zdecydowanie wybrzmiała potrzeba modernizacji prowadzonej w Polsce produkcji trzody chlewnej wypowiedziana przez ministra rolnictwa w odróżnieniu od poprzednich deklaracji, składanych nie tylko przez ministrów rolnictwa, ale także przez różne organizacje zrzeszające producentów świń, a które przede wszystkim zapowiadały jak najszybsze odbudowanie dawnego pogłowia świń, rozumianego jako wzrost pogłowia loch i wynikającego z tego wzrostu produkcji prosiąt i tuczników. Niestety, podejmowane od kilkunastu lat próby takiego zwiększenia pogłowia trzody chlewnej w Polsce, przy okazji wspierane środkami finansowymi z różnych źródeł, nie wpłynęły na zwiększenie pogłowia. Wzrastający import warchlaków i kusząca oferta tuczu usługowego zachęciły rolników do odchodzenia od utrzymywania stada podstawowego; zmieniła się struktura pogłowia trzody chlewnej w Polsce.

Co więcej, po raz kolejny okazało się, że najważniejszym czynnikiem wpływającym w Polsce na wielkość pogłowia trzody chlewnej i jego strukturę jest cena skupu. Cena skupu arbitralnie ustalana przez zakłady mięsne! Ale nie w oderwaniu od podstawowych reguł rynkowych, lecz zgodnie z prawami popytu i podaży. Jeśli rolnicy oferują zbyt dużo tuczników, to cena skupu spada, a jeśli brakuje tuczników, to cena gwałtownie rośnie. Najczęściej zgodnie z odwiecznym cyklem świńskim…

Przypomnijmy! Niska cena skupu w 2011 r. spowodowała spadek opłacalności produkcji świń i wielu rolników wycofało się z produkcji trzody chlewnej. Wg GUS na koniec listopada 2010 r. pogłowie tuczników wynosiło 5,12 mln szt., natomiast na koniec listopada 2012 r. zaledwie 3,98 mln szt. (spadek o ponad 22%). Stosunkowo dobra cena skupu w latach 2012-2013 spowodowała wzrost pogłowia tuczników (4,32 mln szt. na koniec grudnia 2014 r., 4,21 mln szt. na koniec grudnia 2015 r.). Niestety, silny spadek cen skupu w 2015 r. spowodował kolejny spadek pogłowia tuczników do 3,76 mln szt. na koniec czerwca 2016 r. Niejako „przy okazji” tych perturbacji pogłowie loch w latach 2010-2016 spadło z 1,36 mln szt. na koniec listopada 2010 r. do 0,88 mln szt. na koniec grudnia 2016 r. (spadek o ponad 35%!).

Brak tuczników wpłynął na znaczny wzrost cen skupu w 2017 r., zachęcając po raz kolejny rolników do zwiększenia produkcji; pogłowie tuczników na koniec grudnia 2018 r. wzrosło do rekordowego poziomu 4,76 mln szt. Gwałtowny spadek cen skupu na koniec 2018 r. wprawdzie rozwścieczył rolników, którzy chcieli wyciągnąć kosy na władzę, ale powiązani umowami i kredytami szybko zrezygnowali z walki i wrócili do produkcji tuczników.

Coraz powszechniej obowiązujący w Polsce model tuczu usługowego prawdopodobnie uchroni nas przed znaczącymi wahaniami pogłowia tuczników. Tzw. wolny rynek skorygował plany zwiększenia pogłowia trzody chlewnej w Polsce. Wyrażony przez ministra rolnictwa kierunek modernizacji produkcji świń w Polsce ma więc polegać na rozwoju takiego modelu produkcji, w którym więcej świń będzie produkowanych w większych fermach.

Jeśli tak się stanie, to przynajmniej część ryzyka wahającej się koniunktury i opłacalności tuczu świń będą musiały przejąć na siebie zakłady mięsne. Świadczą o tym wypowiedzi przedstawicieli niektórych zakładów mięsnych, że wysoka cena skupu przy olbrzymiej konkurencji w dostępie do sieci handlowych może spowodować utratę płynności finansowej przez te zakłady i opóźnienie wypłaty należności dostawcom świń do uboju. Zapowiadane są też wnioski o akceptację programów naprawczych, polegające głównie na tym, żeby dostawcy świń zgodzili się nie tylko na odroczenie wypłat, ale także na ich zmniejszenie. Takie postępowanie tylko zachęci kolejnych rolników do przejścia na tucz usługowy, a modernizacja będzie musiała objąć nie tylko tucz, ale także ubój świń i przetwórstwo wieprzowiny.  

 

Opr.: ACONAR

Czy wprowadzenie w życie proponowanych w projekcie ustawy odorowej z 29 marca br. przepisów o minimalnej odległości chlewni od budynków mieszkalnych w zależności od liczby stanowisk (wyrażonych w DJP) w tej chlewni dla różnych grup produkcyjnych świń (loc

Marcin pyta: Czy wprowadzenie w życie proponowanych w projekcie ustawy odorowej z 29 marca br. przepisów o minimalnej odległości chlewni od budynków mieszkalnych w zależności od liczby stanowisk (wyrażonych w DJP) w tej chlewni dla różnych grup produkcyjnych świń (lochy, prosięta, warchlaki, tuczniki), „całkowicie zablokuje możliwość rozwoju hodowli w Polsce” oraz „zlikwiduje całkowicie możliwość rozwoju rodzinnych gospodarstw rolnych” (TCh (2019) nr 4, str. 59)?

 

Zanim postaram się chociaż w części odpowiedzieć Marcinowi na Jego pytanie, przytoczę pewne zdarzenie.

Mój syn Piotr, wracając z pracy w Skórzewie, w drodze na przystanek autobusowy musi przejść obok gospodarstwa rolnego położonego w samym centrum tej podpoznańskiej wsi[1], od kilkunastu lat przypominającej raczej nowoczesne miasteczko aniżeli typową wieś. Któregoś dnia z pewnego rodzaju niesmakiem powiedział mi o nieprzyjemnych zapachach, jakie odczuł przechodząc obok tego gospodarstwa. Śmierdziały mu zwierzęta, chowane w tym gospodarstwie. Odpowiedziałem mu, że Skórzewo to przecież wieś i nie powinien się dziwić zwierzęcym zapachom na wsi, ale czułem, że go to wcale nie przekonało.

Myślę, że nie przekonałoby to bardzo wielu innych ludzi, nie tylko w Polsce, którzy uważają, że powietrze na wsi powinno też być świeże i czyste. Mieszkańcy wsi (miasta zresztą też!) nie powinni być narażeni na przebywanie w strefie uciążliwości niepożądanych zapachów, zwanych odorami. Ochrona zapachowej jakości powietrza jest bowiem elementem opieki zdrowotnej, zgodnie z definicją zdrowia, sformułowaną przez WHO w 1948 r.[2], odrzucającą postrzeganie zdrowia i choroby wyłącznie w kategoriach biologiczno-medycznych, a przywiązującą wagę również do dobrostanu psychicznego i społecznego.

Coraz częściej właściciele działek budowlanych nabytych w pobliżu już istniejących, często od bardzo wielu lat, ferm przeznaczonych do produkcji zwierzęcej, otrzymują pozwolenie na budowę budynku mieszkalnego, a następnie domagają się zaprzestania produkcji zwierzęcej ze względu na uciążliwość zapachową. W większości sporne działki nie są położone na terenach mieszkalnych, wyznaczonych przez administrację w mpzp (zdecydowana większość gmin w ogóle nie posiada mpzp!), ale na ziemi rolnej i mają status siedliska rolniczego. Chciałoby się powiedzieć, że jeśli ktoś świadomie chce mieszkać w gospodarstwie rolnym, to nie powinien mieć pretensji, że są tam chowane jakieś zwierzęta!

W tej sytuacji pojawia się niezwykle ważne pytanie: gdzie zatem powinna być prowadzona produkcja zwierzęca? Na wsi? Przecież nie w mieście!

A co to jest wieś? Dla jednych wieś będzie kojarzyła się z polami uprawnymi i gospodarstwami rolnymi prowadzącymi chów zwierząt, dla drugich z sobotnio-niedzielnymi wypadami i miejscem spędzania wakacji, dla jeszcze innych ze stylem życia bliskim naturze, przy czymniektóre tereny wiejskie krajobrazowo i funkcjonalnie przypominają miasta, a niewielkie miasta – przeciwnie – mogą być kojarzone z obszarami wiejskimi. W oparciu o tak odmienne postrzeganie wsi lekkomyślnie wydawane są decyzje administracyjne pozwalające na budowę budynków mieszkalnych w pobliżu ferm.

Nie podlega dyskusji, że utrzymywanie starannej kontroli emisji z chlewni nieprzyjemnych zapachów, powszechnie nazywanych odorami, jest jednym z pierwszorzędnych obowiązków każdego właściciela fermy trzody chlewnej. Przestrzeganie tego obowiązku powinno być kontrolowane przez lokalne władze samorządowe, do których należy dbałość o ochronę naturalnego środowiska na terenach podległych tej władzy, a w tym konkretnym przypadku – dbałość o wysoką jakość powietrza, tzn. o jego czystość, niski poziom zapylenia i ochronę przed uciążliwymi odorami.

Aby uniknąć sporów, MŚ w porozumieniu z innymi organami administracyjnymi postanowiło wprowadzić ustawowe przepisy o wyznaczeniu minimalnej odległości od budynków mieszkalnych dla planowanego przedsięwzięcia sektora rolnictwa (instalacji służącej produkcji zwierzęcej), którego funkcjonowanie może wiązać się z ryzykiem powstawania uciążliwości zapachowej:

dla chowu lub hodowli zwierząt w liczbie nie mniejszej niż 210 DJP i nie większej niż
500 DJP minimalna odległość = DJP [m],

dla chowu lub hodowli zwierząt w liczbie większej niż 500 DJP minimalna odległość =
500 [m].

Natomiast przy pogłowiu mniejszym niż 210 DJP instalacja do produkcji zwierzęcej może powstać w pobliżu budynków mieszkalnych zgodnie z ogólnie obowiązującymi przepisami budowlanymi pod warunkiem, że w odległości do 210 m od tego przedsięwzięcia nie jest zlokalizowane lub nie jest planowane powstanie innego przedsięwzięcia służącego do produkcji zwierzęcej, a łączna liczba DJP dla tych wszystkich przedsięwzięć będzie mniejsza niż 210 DJP.

Co to oznacza w praktyce? Jeśli jeden tucznik to 0,14 DJP, to chlewnia posiadająca 1500 stanowisk tuczowych ma obsadę równą 1500 szt. × 0,14 DJP = 210 DJP. Jednym słowem, jeśli w promieniu 210 m nie jest prowadzona żadna inna produkcja zwierzęca, to rolnik zgodnie z ustawą odorową powinien mieć prawo postawić w pobliżu swojego domu i innych budynków mieszkalnych chlewnię takiej wielkości. Mieć prawo a uzyskać zgodę władz na budowę to dwie, czasami bardzo odległe od siebie, sprawy! Nie będzie też uciążliwy odorowo chów kilkudziesięciu loch w cyklu zamkniętym lub otwartym (zachęcam do przeliczenia sobie takiej produkcji na DJP).

Jednym słowem, osobiście nie widzę zagrożenia dla rozwoju produkcji trzody chlewnej w Polsce z powodu wyznaczenia minimalnej odległości chlewni od budynków mieszkalnych, a jedynie próbę uporządkowania palącego problemu uciążliwości odorowej związanej z produkcją zwierzęcą. Przy okazji projekt tej ustawy wywołał szeroką i emocjonalną dyskusję na temat bardzo wielu wątpliwych przepisów i praktyk administracyjnych utrudniających życie rolnikom-producentom świń.

 

Opr.: ACONAR

 



[1] Skórzewo – wieś sołecka, położona w gm. Dopiewo (pow. poznański, woj. wielkopolskie), graniczy z Poznaniem

[2] The determinants of health. www.who.int. Health Impact Assessment (HIA).

arbocel


1200x250_baner_topigs
Trzoda Chlewna - Ogólnopolskie czasopismo dla producentów trzody, zootechników i lekarzy weterynarii
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.