bannery_lawsonia_Trzoda Chlewna

Systemy chłodzenia ewaporacyjnego w walce ze stresem cieplnym u trzody chlewnej

Przemysław Marek
Instytut Technologiczno-Przyrodniczy
Państwowy Instytut Badawczy

Systemy chłodzenia ewaporacyjnego w walce ze stresem cieplnym u trzody chlewnej

Coraz częstsze i dłuższe fale letnich upałów powodują pogorszenie warunków mikroklimatycznych w chlewniach, a tym samym zwiększają ryzyko wystąpienia stresu cieplnego u świń. Problem ten ma znaczenie nie tylko z punktu widzenia dobrostanu zwierząt, ale również ekonomiki produkcji.

Przez wiele lat podstawowym narzędziem ograniczania skutków upałów była wentylacja grawitacyjna i/lub mechaniczna. W praktyce jednak sama wymiana powietrza często okazuje się niewystarczająca podczas intensywnych okresów gorąca, szczególnie gdy temperatura zewnętrzna zbliża się do temperatury ciała zwierząt. Z tego względu coraz większe znaczenie zyskują systemy chłodzenia ewaporacyjnego, wykorzystujące zjawisko odparowania wody do obniżania temperatury powietrza lub bezpośredniego schładzania zwierząt.

Stres cieplny a produkcyjność stada

Wpływ wysokiej temperatury na świnie wykracza daleko poza pogorszenie komfortu cieplnego. Stres cieplny uruchamia zmiany fizjologiczne i metaboliczne, które bezpośrednio przekładają się na wyniki produkcyjne, w tym spadek efektywności tuczu, pogorszenie rozrodu oraz większą niestabilność produkcji w okresach upałów. Skala tych efektów zależy od wieku zwierząt, grupy technologicznej oraz warunków utrzymania.

Jedną z pierwszych reakcji organizmu jest ograniczenie pobrania paszy, co ma charakter adaptacyjny i służy zmniejszeniu produkcji ciepła metabolicznego. Z punktu widzenia produkcji prowadzi to jednak do wolniejszych przyrostów i gorszego wykorzystania paszy, a w tuczu może wydłużać cykl produkcyjny i zwiększać koszty jednostkowe. Szczególnie wrażliwe są lochy karmiące, u których wysoka temperatura szybko obniża apetyt i utrudnia pokrycie dużego zapotrzebowania energetycznego w laktacji. W efekcie zwierzęta intensywniej korzystają z rezerw organizmu, tracą kondycję i gorzej przygotowują się do kolejnych cykli rozrodczych. Może to również wiązać się ze spadkiem mleczności i niższą masą odsadzeniową prosiąt, choć zakres tych zmian jest zróżnicowany między stadami. Stres cieplny wpływa także na rozród. U loch może prowadzić do zaburzeń skuteczności krycia, większej liczby strat zarodkowych oraz problemów z utrzymaniem ciąży. U knurów obserwuje się natomiast pogorszenie jakości nasienia, głównie poprzez spadek ruchliwości i żywotności plemników. Co istotne, część tych efektów ujawnia się z opóźnieniem, już po okresie ekspozycji na wysoką temperaturę.

Reakcja zwierząt nie jest jednak jednorodna i zależy od wielu czynników środowiskowych, takich jak wilgotność powietrza, intensywność wentylacji, zagęszczenie zwierząt, dostęp do wody czy konstrukcja budynku. W konsekwencji zarówno skala strat produkcyjnych, jak i skuteczność działań ograniczających stres cieplny mogą się istotnie różnić w zależności od warunków utrzymania.

Rys. 1. Stres cieplny u świń: objawy i skutki

Dlaczego wentylacja nie zawsze wystarcza, czyli rola chłodzenia ewaporacyjnego

Wentylacja mechaniczna jest podstawowym sposobem ograniczania skutków wysokiej temperatury w chlewniach. Jej rolą jest usuwanie nadmiaru ciepła i wilgoci oraz zapewnienie wymiany powietrza. Skuteczność procesu jest jednak ograniczona podczas upałów, gdy temperatura powietrza zewnętrznego zbliża się do temperatury ciała świń. W takich warunkach wentylacja poprawia głównie ruch powietrza i oddawanie ciepła przez konwekcję, ale nie obniża jego temperatury. Dodatkowo wysoka wilgotność ogranicza możliwość chłodzenia przez układ oddechowy, co przy jednoczesnym przyspieszonym oddechu świń szybko zwiększa ryzyko stresu cieplnego. Z tego powodu coraz częściej stosuje się chłodzenie ewaporacyjne, które realnie obniża temperaturę powietrza lub wspomaga jego chłodzenie. Działa ono dzięki odparowaniu wody, które pochłania ciepło z otoczenia. Skuteczność tego procesu zależy głównie od wilgotności powietrza, im jest ona niższa, tym lepszy efekt chłodzenia. Przy wysokiej wilgotności wydajność systemu wyraźnie spada, dlatego najlepsze rezultaty uzyskuje się w połączeniu z dobrze zaprojektowaną wentylacją i kontrolowaną wymianą powietrza.

W starszych obiektach nadal spotyka się wentylację grawitacyjną, opartą na naturalnym ruchu powietrza. Może ona działać w okresach umiarkowanych temperatur, jednak podczas upałów jej skuteczność jest niewystarczająca, ponieważ przy małej różnicy temperatur wymiana powietrza znacząco słabnie. W nowoczesnych chlewniach systemy chłodzenia ewaporacyjnego są więc zawsze łączone z wentylacją mechaniczną, co pozwala jednocześnie obniżyć temperaturę, poprawić przepływ powietrza i ograniczyć skutki przegrzewania zwierząt.

Rys. 2. Systemy wentylacyjne w chlewni – schemat działania

Dostępne rozwiązania

W praktyce w chlewniach stosuje się kilka rozwiązań chłodzenia ewaporacyjnego, które różnią się sposobem podawania wody oraz miejscem, w którym zachodzi jej odparowanie. Najogólniej można je podzielić na systemy niskociśnieniowe, wysokociśnieniowe oraz tzw. panele ewaporacyjne. Każde z tych rozwiązań wykorzystuje to samo zjawisko fizyczne, czyli odbieranie ciepła podczas parowania wody, jednak różni się skutecznością, wymaganiami technicznymi i sposobem integracji z wentylacją budynku.

Systemy zraszania

W warunkach fermowych systemy zraszania świń są rozwiązaniem dość prostym konstrukcyjnie, a ich skuteczność w dużej mierze zależy od sposobu użytkowania. Zraszanie to nie polega na ciągłym podawaniu wody, lecz na pracy cyklicznej, sterowanej czasem lub temperaturą. Instalacja składa się zazwyczaj z przewodów wodnych poprowadzonych nad kojcami oraz dysz o stosunkowo dużym przepływie, które kierują wodę bezpośrednio na zwierzęta. Ważne jest to, że krople mają rzeczywiście zwilżyć skórę, a nie tylko zwiększyć wilgotność powietrza. W dobrze ustawionym systemie zraszanie działa właśnie w powtarzalnych cyklach. Krótki impuls podania wody powoduje zwilżenie powierzchni ciała, po czym następuje przerwa, w której zachodzi odparowanie. Dopiero ten cykl, a nie sama obecność wody odpowiada za efekt chłodzenia. W niektórych gospodarstwach sterowanie odbywa się wyłącznie czasowo, co oznacza, że system działa według stałych interwałów niezależnie od rzeczywistych warunków w budynku. W bardziej zaawansowanych instalacjach cykle są powiązane z temperaturą, co pozwala lepiej dopasować intensywność pracy do aktualnego obciążenia cieplnego. Istotne jest również rozmieszczenie dysz i sposób aplikacji wody. Najczęściej kieruje się ją na grzbiety i boki zwierząt, ponieważ tam wymiana ciepła jest najbardziej efektywna. Błędem spotykanym w niektórych obiektach jest nadmierne zraszanie całej powierzchni kojca, co szybko prowadzi do powstawania mokrych i śliskich stref, pogorszenia higieny oraz zwiększenia emisji gazów z podłoża. W takich warunkach zamiast poprawy komfortu pojawia się problem wtórnego pogorszenia mikroklimatu. Skuteczność zraszania jest oczywiście silnie powiązana z działaniem wentylacji. Samo zwilżenie zwierząt nie wystarcza, jeśli w budynku nie ma odpowiedniego ruchu powietrza. Bez odparowania wody efekt chłodzenia jest ograniczony, a zwierzęta pozostają mokre przez dłuższy czas, co może prowadzić do dyskomfortu i problemów higienicznych. Dopiero współpraca z wydajną wentylacją mechaniczną umożliwia szybkie odparowanie wody i rzeczywiste obniżenie temperatury odczuwalnej.

Systemy wysokociśnieniowe

Zamgławianie w chlewni działa na zupełnie innej zasadzie niż zraszanie, ponieważ jego celem nie jest zwilżenie zwierząt, lecz obniżenie temperatury powietrza jeszcze przed kontaktem z ich ciałem. Instalacja opiera się na dyszach wysokociśnieniowych, które wytwarzają bardzo drobną mgłę wodną. Kluczowe jest tutaj uzyskanie kropli na tyle małych, aby mogły odparować w powietrzu, a nie opadać na posadzkę. W dobrze zaprojektowanym systemie dysze rozmieszcza się w taki sposób, aby mgła była równomiernie rozprowadzana w strefie przebywania zwierząt. Jednocześnie uwzględnia się kierunek przepływu powietrza generowany przez wentylację mechaniczną, ponieważ to właśnie ruch powietrza decyduje o tym, czy woda odparuje w odpowiednim momencie. W praktyce zamgławianie bardzo rzadko działa jako system autonomiczny i niemal zawsze jest powiązane z wentylacją nad- lub podciśnieniową, która zapewnia kontrolowany przepływ powietrza przez halę. System uruchamia się zwykle automatycznie po przekroczeniu określonej temperatury w budynku. Praca ma charakter impulsowy, co oznacza krótkie cykle rozpylania przeplatane przerwami umożliwiającymi odparowanie wody. Zbyt intensywna lub zbyt długa praca prowadzi do nasycenia powietrza wilgocią, co ogranicza dalszą efektywność chłodzenia i może skutkować kondensacją na elementach konstrukcyjnych lub rusztach. Ciśnienie robocze musi być na tyle wysokie, aby wytworzyć rzeczywistą mgłę, a nie drobne krople opadające na posadzkę. Równie istotna jest jakość dysz, które z czasem ulegają zużyciu lub zakamienieniu, co zmienia charakter rozpylania i obniża skuteczność systemu. Z tego powodu regularna konserwacja i filtracja wody są elementami niezbędnymi, jeśli system ma działać stabilnie przez długi czas.

Rys. 3. Zraszanie i zamgławianie w chlewni

Rys. 4. Dysze systemu chłodzenia mogą być wykorzystywane także do dezynfekcji obiektu (fot. www.meier-brakenberg.de)

Panele ewaporacyjne

Panele ewaporacyjne, nazywane również cooling padami, to rozwiązanie chłodzenia powietrza stosowane na wlotach wentylacyjnych w chlewniach wyposażonych w wentylację mechaniczną. Są to specjalne wkłady o strukturze porowatej (najczęściej celulozowej lub z tworzyw sztucznych), które są stale zwilżane wodą. Powietrze z zewnątrz przechodzi przez mokry panel, gdzie dochodzi do częściowego odparowania wody, a tym samym do obniżenia jego temperatury jeszcze przed wejściem do budynku. W działających obiektach system jest zintegrowany z automatyką wentylacji i pompą obiegową. Woda jest rozprowadzana po górnej części panelu i spływa grawitacyjnie przez jego strukturę, utrzymując równomierne zwilżenie całej powierzchni. Wentylatory wyciągowe wytwarzają natomiast podciśnienie w budynku, co wymusza przepływ powietrza przez panele. Im większa wydajność wentylacji, tym większa ilość powietrza może zostać efektywnie schłodzona.

Rys. 5. Panele ewaporacyjne montowane na ścianie budynku inwentarskiego (fot. www.airmakecooling.com)

Skuteczność cooling padów jest silnie uzależniona od warunków zewnętrznych, przede wszystkim od temperatury i wilgotności powietrza. W suchym i gorącym klimacie spadek temperatury powietrza może być wyraźny – 7-10 stopni, a nawet więcej, natomiast w warunkach wysokiej wilgotności efekt chłodzenia znacząco się ogranicza. Wynika to z malejącej zdolności powietrza do przyjmowania pary wodnej, co bezpośrednio zmniejsza intensywność odparowania. Ważnym elementem eksploatacji jest również jakość wody i stan techniczny paneli. Z czasem mogą one ulegać zabrudzeniu, porastaniu biofilmem lub odkładaniu się osadów mineralnych, co pogarsza przepływ powietrza i równomierność zwilżenia. W takich warunkach spada zarówno efektywność chłodzenia, jak i wydajność wentylacji, ponieważ panele stawiają większy opór dla przepływającego powietrza.

Podsumowanie

Systemy chłodzenia ewaporacyjnego skutecznie wspierają wentylację w ograniczaniu stresu cieplnego u świń, ponieważ pozwalają realnie obniżyć temperaturę lub poprawić warunki oddawania ciepła. Ich działanie jest jednak silnie zależne od wilgotności powietrza i jakości wentylacji, dlatego wymagają prawidłowego zaprojektowania i integracji z systemem wymiany powietrza. Najlepiej sprawdzają się jako element złożonego systemu kontroli mikroklimatu, a nie samodzielne rozwiązanie problemu upałów.

Więcej

Dlaczego warto przystąpić do systemu PQS?

Anna Hammermeister, Jakub Borkowski
Polski Związek Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej „POLSUS”

Dlaczego warto przystąpić do systemu PQS?

W połowie marca br. weszło w życie nowe rozporządzenie dotyczące pomocy finansowej w ramach tzw. ekoschematów na rzecz dobrostanu zwierząt, w którym rozszerzono listę systemów jakości pozwalających na uzyskanie dodatkowych punktów za utrzymanie zwierząt zgodnie z wymogami tych systemów. Na liście znalazł się system PQS (Pork Quality System), co oznacza, że produkcja świń zgodnie z wymogami tego systemu, potwierdzona certyfikatem, pozwala zwiększyć wysokość wsparcia za realizację ekoschematu Dobrostan Loch i Dobrostan Tuczników.

JAKIE PRAKTYKI DOBROSTANOWE MUSI ZAPEWNIĆ HODOWCA W RAMACH EKOSCHEMATU DOBROSTAN?

W ekoschemacie Dobrostan są wymogi „startowe”, tzn. obowiązkowe jest zapewnienie większej powierzchni bytowej u loch oraz u tuczników (o 20 lub o 50%). Ponadto w grupie loch obowiązuje wymóg ograniczenia utrzymania w jarzmach maks. do 14 dni po porodzie.

Po spełnieniu tych dwóch warunków, w grupie loch oraz w grupie tuczników do wyboru są inne praktyki dobrostanowe, które można stosować, uzyskując dodatkowe punkty, co przekłada się na wysokość wsparcia.

Praktyki podwyższające dobrostan loch

  • Obowiązkowo większa powierzchnia (o 20% lub o 50%) – punktowana: odpowiednio 3,9 pkt i 9,3 pkt,
  • Obowiązkowo ograniczone stosowanie utrzymania jarzmowego w okresie okołoporodowym – nie dłużej niż 14 dni – nie ma za to dodatkowych punktów,
  • Późniejsze odsadzanie prosiąt (laktacja min. 35 dni): 2,7 pkt – opcjonalnie – można stosować, ale nie trzeba,
  • Utrzymywanie na ściółce: 1,6 pkt (opcjonalnie),
  • Utrzymywanie zgodnie z wymaganiami systemów jakości: 1,9 pkt (opcjonalnie).

Praktyki podwyższające dobrostan tuczników

  • Obowiązkowa jest zwiększona co najmniej o 20% lub o 50% powierzchnia bytowa w pomieszczeniach lub w budynkach; punktacja odpowiednio: 0,4 pkt i 0,6 pkt,
  • Utrzymywanie na ściółce: 0,6 pkt – opcjonalnie,
  • Utrzymywanie w cyklu zamkniętym: 0,3 pkt – opcjonalnie.
  • Utrzymywanie zgodnie z wymaganiami systemów jakości: 0,5 pkt – opcjonalnie, utrzymywanie musi być potwierdzone certyfikatem.

W obiegowej opinii funkcjonuje przekonanie, że wystarczy „zapisać się” do systemu. Otóż nie, wymagany jest certyfikat potwierdzający, że zwierzęta są utrzymane zgodnie ze standardem systemu PQS, co poprzedzone jest wizytą i kontrolą warunków produkcji przez inspektora z jednostki certyfikującej.

JAKIE WARUNKI TRZEBA SPEŁNIĆ, ŻEBY OTRZYMAĆ CERTYFIKAT PQS?

Wymagania systemu PQS dla początkowego etapu, tj. hodowli i chowu opracował „POLSUS”.A zatem zostały one przygotowane przez hodowców dla hodowców i są proste w realizacji. Główne wymogi to:

  1. Odpowiednie rasy świń,
  2. Stosowanie podziału na komponenty mateczne i ojcowskie,
  3. Zwierzęta stada podstawowego bez mutacji RYR1T,
  4. Ubój tuczników przy masie ciała około 120 kg (+/- 15 kg),
  5. Stosowanie żywienia zbilansowanego i dwufazowego – żywienie zgodnie z dawkami pokarmowymi, zależnie od okresu tuczu,
  6. Wyeliminowanie w drugim okresie tuczu mączki rybnej i zastosowanie ograniczonego udziału kukurydzy,
  7. Prawidłowy obrót przedubojowy,
  8. Wdrożenie Planu ograniczenia stosowania przeciwdrobnoustrojowych weterynaryjnych produktów leczniczych.

Materiały informacyjne są dostępne na www.polsus.pl/index.php/pork-quality-system.

DO KOGO ZWRÓCIĆ SIĘ O CERTYFIKACJĘ?

Kontrola w gospodarstwie przeprowadzana jest przez inspektorów z wybranej jednostki certyfikującej i ma na celu sprawdzenie, czy są przestrzegane wymogi systemu PQS. W systemie PQS są trzy jednostki certyfikujące:

  1. Kiwa Polska Sp. z o.o. COBICO,
  2. Centrum Jakości AgroEko Sp. z o.o.,
  3. eCO2 Sp. z o.o.
  4. Należy do „POLSUS” wysłać e-mailem na adres pqs@polsus.pl FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY DO SYSTEMU JAKOŚCI WIEPRZOWINY PORK QUALITY SYSTEM (SYSTEM PQS) PRODUCENT.
  5. Należy wysłać wniosek o certyfikację do wybranej jednostki i umówić się na certyfikację (formularze są dostępne na stronie „POLSUS” https://www.polsus.pl/index.php/dokumenty-do-pobrania).
  6. Certyfikat rolnik powinien uzyskać najpóźniej do 30 września roku, w którym złożył wniosek o przyznanie płatności dobrostanowej.
  7. Certyfikat potwierdzający uczestnictwo w systemie jakości składa się do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) albo kierownikowi biura powiatowego ARiMR w terminie do dnia 21 marca roku następującego po roku.
  8. Certyfikat musi dotyczyć wszystkich zwierząt utrzymywanych w gospodarstwie.

DODATKOWE WARUNKI

  • Rolnik ubiegający się o przyznanie płatności dobrostanowej za realizację praktyk podwyższających poziom dobrostanu zwierząt w ramach ekoschematu Dobrostan zwierząt zobowiązany jest do odbycia jednorazowego szkolenia z zakresu metod ograniczających stosowanie antybiotyków w produkcji zwierzęcej. Szkolenie takie organizują np. Centrum Doradztwa Rolniczego (CDR) oraz wojewódzkie Ośrodki Doradztwa Rolniczego (ODR). Przykładowe szkolenie dostępne online 7/24 w KPODR Minikowo https://www.kpodr.pl/metody-ograniczajace-stosowanie-antybiotykow-w-produkcji-zwierzecej/.
  • Wymagany jest również Plan poprawy dobrostanu, który musi być przygotowany przy udziale doradcy rolniczego posiadającego uprawnienia do sporządzenia tego dokumentu.

JAKIE KOSZTY PONOSI HODOWCA?

  1. Koszt przygotowania Planu poprawy dobrostanu (możliwy zwrot kosztów transakcyjnych).
  2. Koszt uzyskania certyfikatu.

W systemie PQS nie  ma żadnych dodatkowych kosztów i ukrytych opłat.

KORZYŚCI DLA HODOWCY

  1. Płatność dobrostanowa za realizację poszczególnych praktyk podwyższających poziom dobrostanu zwierząt

Wysokość dopłat zależy od liczby punktów (przeliczanych na zł). Liczba punktów możliwych do uzyskania dla systemu PQS jest taka sama jak dla innych systemów – 1,9 pkt dla lochy i 0,5 pkt dla tucznika. Przykładowo wartość 1 pkt w 2025 r. to około 100 zł. A zatem za samą praktykę utrzymywania zgodnie z wymogami systemów jakości można odstać ok. 190 zł do lochy i 50 zł do tucznika. Spełnienie innych praktyk w ramach ekoschematu Dobrostan zwiększa korzyści finansowe i pozwala dodatkowo uzyskać nawet 1550 zł do lochy i 200 zł do tucznika.  

DOBROSTAN LOCH 3,9 – 15,5 pkt (OD 390 DO 1550 zł)

3,9 × 100 zł = 390 zł

15,5 × 100 zł = 1550 zł

DOBROSTAN TUCZNIKÓW 0,7 – 2,0 pkt (OD 70 DO 200 zł)

0,7 pkt × 100 zł = 70 zł

2 pkt × 100 zł = 200 zł

  • Zwrot tzw. kosztów transakcyjnych – po wejściu w ekoschemat Dobrostan można uzyskać jednorazowo zwrot kosztów za Plan poprawy dobrostanu.

Wsparcie finansowe z ekoschematu Dobrostan, nawet na minimalnym poziomie – chociażby tylko za zwiększoną powierzchnię, stanowi „poduszkę finansową” w sytuacji spadku cen, a dodatkowe praktyki dobrostanowe, w tym produkcja zgodna ze standardami systemu PQS zwiększają korzyści finansowe, niezależnie od cen tuczników czy prosiąt i pokrywają część kosztów produkcji. Obok bezpośrednich korzyści finansowych produkcja w ramach ekoschematu daje surowiec nie tylko o zwiększonej jakości fizykochemicznej, ale również o jakość etycznej, co powinno mieć znaczenie dla nabywców materiału rzeźnego i konsumentów, a w efekcie przełożyć się na kolejne korzyści finansowe dla producentów.

Więcej

Czasem krok wstecz to krok do przodu

Czasem krok wstecz to krok do przodu

Wszyscy wiemy, że w pewnych wypadkach trzeba wycofać się na z góry upatrzone pozycje, aby zebrać siły i skonsolidować środki, by po chwili znów ruszyć naprzód. W armii nazywają to przegrupowaniem.

Zasada stara jak świat

Manewr wstecz jest zawsze korzystny, gdy jest przemyślany i czemuś służy, a nie jest objawem desperacji. Ta maksyma była obca mojej sąsiadce, która postanowiła ruszyć swoim nowiutkim samochodem do przodu, ale nie zauważyła, że dźwignia skrzyni biegów ustawiona jest w pozycji „reverse”, czyli w tył. Kobieta dała ostro po garach i gdy zwolniła sprzęgło, maszyna z impetem ruszyła w przeciwnym kierunku, niż się spodziewała, i tyłem z furią natarła na blaszany garaż stojący za samochodem. Gdy kobieta uprze się jechać, przepisy ruchu drogowego i zdrowy rozsądek są bezsilne (ale często dotyczy to również mężczyzn). Przytoczona operacja przyniosła zdecydowanie same straty, bo nie była przemyślana.

Backfill – ulubiona zabawa Amerykanów

Poprzedni artykuł kończyłem stwierdzeniem, że jako przyszły manager fermy musiałem umieć robić parking lot, czyli „parking” dla loch. Trudno jest go zaobserwować w Polsce, bo w naszym kraju lochy nie są utrzymywane tak długo w kojcach pojedynczych. Zanim „zaparkujemy” trochę loch, zacznę od cofania, o co w tym chodzi?

Back – oznacza wstecz, a fill – wypełnianie, zatem składając to w jedno otrzymamy „wsteczne wypełnianie”,i z grubsza polega ono na cofaniu loch na tylne pozycje, co korzystnie wpływa na porządkowanie fermy. Gdyby zaproponować Amerykanom, żeby zrezygnowali z zasady backfillu,to niechybnie złapaliby się za głowę w niedowierzaniu, że ferma mogłaby bez tego sprawnie działać. Zatem sprawa jest poważna, ale również pracochłonna i jeżeli kiedyś znajdziesz się na fermie loch w Stanach Zjednoczonych, zapomnij o tym, że backfill cię ominie. Trzeba będzie wziąć się do roboty i przy tym pomyśleć, co jest trudne w temperaturze powietrza +38-40℃ i dużej wilgotności wokół, a takie warunki panowały w Karolinie Północnej, w której mieszkałem i pracowałem przez dwa lata.

Cofanie loch w dziale rozrodu

Naszą zasadę wprowadzaliśmy w życie w dwóch obszarach działu rozrodu: w sektorze krycia loch odsadzonych z porodówek i loch luźnych z problemami: spóźnionych, nieprośnych oraz w dziale samic ciężarnych. W obu wypadkach chodziło o zapełnianie miejsc po zwierzętach, które wypadły ze swojego szeregu. Lochy w USA utrzymywane były w kojcach pojedynczych (od momentu odsadzenia, poprzez inseminację aż do porodu) w szeregu według dni krycia, stały jedna obok drugiej i w ten sposób tworzyły specyficzny flow – strumień świń nazywany inaczej „wężem”. Stosowaliśmy 1000-dniowy kalendarz, więc zwierzęta po odsadzeniu były ustawiane wg numerów – dni odsadzenia. Ponieważ objawy rui pojawiają się u loch odsadzonych 3-6 dni po przegonieniu ich do sektora krycia, więc po kilku dniach powyższy szereg okaże się lekko zdekompletowany na skutek tego, że wypadają z niego zwierzęta w rui i zostają przegonione do sektora rozrodu w celu inseminacji. Wtedy nasz łańcuszek ma wolne ogniwa – miejsca i trzeba je odzyskać (zapełnić z sensem), a pojawia się ich szczególnie dużo tam, gdzie dochodzi do dużej rotacji zwierząt. Żadna ferma nie jest z gumy i trzeba tymi miejscami zarządzać. Dlatego codziennie cofaliśmy lochy odsadzone ostatnio w kierunku tych starszych, żeby odzyskać puste miejsca obok siebie i żeby móc umieścić w nich kolejne odsadzone klientki (najnowszą grupę). Zawsze chodziło o to, żeby wszystkie ustawione były po kolei wg dni odsadzenia. W USA mieliśmy 4 odsadzenia w tygodniu, zatem powstawały aż 4 równe grupy loch luźnych (po laktacji) i nie mogły się mieszać. Jeśli w danej grupie pojawiło się 10 pustych kojców w szeregu, to trzeba było wypełnić je zwierzętami z tej samej grupy, a braliśmy je od końca szeregu. Gdy weźmiesz 10 loch i przegonisz w puste kojce wewnątrz grupy, to na samym końcu otrzymasz 10 pustych miejsc obok siebie. I tak robiliśmy, grupa po grupie, każdego dnia, aż na samym końcu były już tylko puste kojce pojedyncze, które przyjmowały kolejne lochy z porodówki. Porządek musiał być. Myślę, że zrozumieliście teraz zasadę wypełniania i taka operacja na polskich fermach też często się odbywa (choć z reguły nie ma tyle odsadzeń w tygodniu), bo dział wykrywania rui często znajduje się w stałym miejscu i też używa się w nim kojców pojedynczych. Robienie miejsca i przegrupowanie nie jest więc Wam obce.

Takie działanie zapewnia również lochom niezbędny ruch (przynajmniej części z nich), zmianę środowiska, trochę hałasu, co korzystnie wpływa na wystąpienie objawów rui (czynnik stresogenny i zaciekawienia). Pomaga też w wyszukiwaniu rui i spacerowaniu pomiędzy lochami z knurem na smyczy. Łatwo możemy sobie obliczyć, ile dni minęło po odsadzeniu dla danej grupy loch i skupić się szczególnie na tych przegonionych z porodówek 3-7 dni wcześniej. Jeżeli nie wchodzą one w ruję przez 7 dni po odsadzeniu, resztki tej grupy musimy usunąć z szeregu i przepędzić do działu loch spóźnionych, gdzie również ustawiamy je według tego samego schematu – od najstarszej do najmłodszej (ale nie chodzi w tym przypadku o ich wiek). I znów to samo: najmłodsze przesuwamy potem do najstarszych, a kolejne zwierzęta, które stają się najmłodszymi, trafiają zawsze na koniec łańcucha.

W Polsce lochy spóźnione lub nieprośne często przebywają już w kojcach zbiorowych, więc sytuacja jest trochę inna.

Pan Mądraliński w akcji

Pewnego dnia przyszło mi zarządzać operacją przemieszczania loch na rozrodzie. Do dyspozycji miałem dwóch moich ulubionych Afroamerykanów: Jerry’ego i Derika, ktoś przecież musi otwierać odpowiednie klatki, poganiać lochy, a ja je łapałem, czyli otwierałem drzwiczki pojedynek i czekałem aż delikwentka łaskawie wejdzie do środka. Po godzinie przestawiania okazało się, że lochy ustawiłem odwrotnie. Gdy oni chcieli przegonić je z prawej na lewo, ja zrobiłem w przeciwną stronę – z lewej na prawą.

– Peter, umiesz to w ogóle robić? Znasz się na tym? – pytali potem moi współpracownicy, gdy spojrzeli na efekt naszej pracy. I mieli skonfundowane miny.

– Ależ oczywiście moi bracia! – zapewniłem ich szybko i jąłem tłumaczyć w czym rzecz.

W praktyce w jednej grupie odsadzonych zwierząt mieliśmy od 40 do 60 loch. Wyobraźmy sobie, że najstarsza grupa liczyła 50 loch i 32 wypadły na skutek wystąpienia rui. Tyle pustych kojców i tyle przesuwania (z prawej – to był punkt końcowy – na lewo)! Lepiej zatem najstarsze przegonić w kierunku najmłodszych (one nie wchodzą jeszcze w ruję i szereg w zasadzie jest pełny) i strefa pustych kojców utworzy się po lewej stronie (na początku, a nie na końcu). Lepiej więc tam wprowadzić kolejne zwierzęta. Wtedy okaże się, że z prawej strony będą wypadać kolejne świnie, a te z lewej będą je wypierać. Nastąpi cykliczna rotacja i będzie znacznie mniej przesuwania. Podczas gdy Amerykanie chcieli, żeby te najstarsze zawsze były w jednym, stałym miejscu (tak samo świeże odsadzenie), ja zaproponowałem im przemieszczające się grupy.  

– Peter, ale jesteś mądry – skonstatowali moi towarzysze pracy i wniosek płynie z tego taki, że najpierw usiądź i pomyśl, co chcesz zrobić i w jaki sposób? Każdy z Was musi wypracować własne metody, ważne, żeby był porządek. Nie jestem fanatykiem, żeby upierać się tylko przy określonym rozwiązaniu.

Parking lot ratuje sytuację

Parking lot” oznacza „parking” i w ten sposób przechowywaliśmy 10% celu krycia loch. Jeśli tygodniowo mieliśmy kryć 100 loch, to 90% z nich ustawialiśmy po kolei, w rzędzie – do inseminacji – a 10 szt. trafiało do specjalnego rzędu, zwanego parking lotem (tam również były inseminowane). Gdy nadszedł 4 tydzień po ich domniemanym zapłodnieniu, zwierzęta w podstawowej grupie i na „parkingu” były badane testerem na okoliczność ciąży. Nieprośne wypadały z szeregu, a w puste kojce w podstawowym szeregu wpędzaliśmy prośne sztuki z „parkingu”, ale tak, aby dni krycia były po kolei. Na parking lot przeganialiśmy lochy zawsze w niedzielę (ostatni dzień krycia w danej grupie technologicznej), więc jeśli świnie wypadały po trochu w każdym dniu tygodnia, trzeba było „zagęszczać” – przestawiać w tył skrajne lochy z kolejnego dnia krycia, aby zapełnić puste kojce pojedyncze. I tak do końca, aż puste miejsca zostały na końcu. W to miejsce przychodziły lochy z parking lotu. Były z ostatniego dnia tygodnia, więc trafiały na koniec. W ten sposób wpychaliśmy je do głównego rzędu, żeby były razem ze swoją grupą i nie było problemów przy przegonce na porodówkę. Czasem współczynnik zapłodnienia był tak dobry, że wypadało mało loch i właściwie nie było dość miejsca dla wszystkich tych z parking lotu. Wtedy kilka z nich zostawało na nim aż do porodu, dlatego dobrą praktyką było sprawdzanie parking lotu na okoliczność zasiedlania porodówki, żeby nie było oproszeń poza kojcem porodowym.

Na tym specjalnym „parkingu” znajdowały się przedstawicielki wszystkich grup z tzw. niskiej ciąży, czyli przed badaniem na prośność. Je również trzeba było zagęszczać, aby wstawiać kolejne przedstawicielki nowych grup (jedne wyszły, a kolejne przychodzą). No niestety tego wszystkiego nie uczyli mnie na studiach i musiałem wgryzać się w ten logistyczny problem na nowo. W Polsce, gdzie ciężarne lochy utrzymuje się w kojcach grupowych, takie postępowanie jest trudne, gdyż nie można dokładać do nich kolejnych loch, aby zapełnić puste miejsca po tych, które wypadły, bo będą gryźć się i walczyć, co grozi utratą zarodków. Trzeba wtedy na nowo zestawiać grupy i przeganiać niepełne kojce z „niskiej ciąży” na tzw. wysoką ciążę i w taki sposób odzyskiwać miejsca w systemie. Na szczęście wiele ferm przechodzi na system kojców pojedynczych w sektorze niskiej ciąży, co sprzyja produktywności fermy i jest zgodne z dobrostanem zwierząt w tej fazie produkcji. A zwierząt z sektora wysokiej ciąży lepiej nie ruszać w ogóle, żeby nie doszło do poronień i strat produkcyjnych.

Porodówki nie pozostają dłużne

– F…ck, gdzie moja locha? Gdzie mój zegarek? – darła się Sheryll, brygadzistka działu porodówek.

Jeszcze 3 godziny temu monitorowała poród u loch (wkładała rękę do macicy, aby pomóc rodzącym się prosiętom) i nie zauważyła, że miała zegarek. Oczywiście nie używała rękawic ochronnych, bo po co? I zegarek utkwił w szyjce macicy. Kobieta zdenerwowała się i pognała po oksytocynę do biura, aby wstrzyknąć ją w lochę i przyspieszyć wydalanie łożyska, no i żeby locha urodziła jej wspaniały amerykański zegarek. W międzyczasie jej koleżanka, Myra, przegoniła lochę wraz ze świeżym przychówkiem do komory porodówki, w której przebywały lochy ze starszymi prosiętami i Sheryll nie mogła połapać się, które to było zwierzę i gdzie się teraz znajduje? Backfill na porodówkach polega na tym, że gdy zwierzęta w danej komorze porodówki w większości się oproszą, wygania się z niej, z kojców, lochy jeszcze nieoproszone i przenosi się je do kolejnej komory, w której lada chwila będą oproszenia. W zamian z tej samej komory („młodszej”) cofa się lochy już po oproszeniu wraz z prosiętami. Dzięki temu można zarządzać wiekiem prosiąt w komorze porodowej i sprawić, że wiek odsadzenia – wean age, będzie podobny (różnica między najmłodszym i najstarszym miotem wyniesie do 2-3 dni). Korzystnie wpływa to na późniejszą grupę prosiąt, która jest prawie jednorodna, co z kolei rzutuje na ich odchów i późniejszy tucz. Poza tym wszystkie rodzące lochy mamy w jednym miejscu, dzięki czemu łatwiej jest ogarnąć temat. Warunkiem jest odpowiednia zdrowotność stada, bo czasem mieszanie między komorami sprzyja szerzeniu się infekcji i biegunek zabójczych dla osesków.  

Przy backfillu na porodówkach zdarzały się też zabawne sytuacje. Sheryll często przeganiała swoje podopieczne o świcie i była przy tym tak zamulona, że często myliła kojce i przewoziła prosięta w wózku do innych loch, które nie były ich matkami. Klęła przy tym jak szewc i dobrze, że słabo znałem wtedy angielski, bo uszy zwiędłyby mi natychmiast.

Pewnego dnia Sheryll wydała gardłowy okrzyk, który poruszył naszą załogę i wstrząsnął całą fermą. Okazało się, że przewiozła w wózku 13 prosiąt i zaspana wyłożyła je do kojca w odpowiedniej komorze porodówki i… okazało się, że zamiast lochy leżał w nim Alfonso! Spał i chrapał sobie w nim w najlepsze, a leżał na macie grzewczej, żeby mu było ciepło (była akurat zima). Po przebudzeniu go, co nie było trudne, bo prosięta zaczęły bezpardonowo ssać jego ciało i uderzać go ryjkami, aby zechciał zaoferować im trochę mleka, wyznał, że sam schował się po południu na fermie, pozwolił, aby go na niej zamknięto i potem wybrał sobie przytulny pusty kojec, żeby zasnąć snem niewiniątka. Alfonso pił zbyt dużo i stracił prawo jazdy. Stwierdził, że lepiej będzie spać na fermie, niż przyznać się, że nie ma prawka. Dobrze, że wybrał sobie kojec porodowy, a nie inseminacyjny, bo przebudzenie o świcie mogłoby okazać się dla niego dość trudne!

Moi Drodzy, powyższe tematy pojawiały się już w moich tekstach, ale wiadomo, że dobre rzeczy trzeba sobie przypominać, poza tym nie każdy czytał je wszystkie w ciągu kilku ostatnich lat.

Piotr Włódarczak

Więcej

Bioasekuracja chlewni jako podstawowy element zrównoważonej produkcji trzody

Przemysław Marek
Instytut Technologiczno-Przyrodniczy
Państwowy Instytut Badawczy

Bioasekuracja chlewni jako podstawowy element zrównoważonej produkcji trzody

Bioasekuracja w chlewniach przestała być zagadnieniem teoretycznym lub elementem spełniania formalnych wymogów. W realiach stałego zagrożenia chorobami zakaźnymi, na czele z ASF, jest jednym z najważniejszych czynników decydujących o bezpieczeństwie produkcji i jej opłacalności.

Nawet najlepiej prowadzony program żywieniowy czy genetyczny nie zrekompensuje strat wynikających z wprowadzenia patogenu do stada. Skuteczna bioasekuracja nie polega jednak na pojedynczych działaniach, lecz na spójnym systemie procedur dopasowanych do konkretnego gospodarstwa. To właśnie brak konsekwencji, uproszczenia oraz rutyna są najczęstszymi przyczynami jej nieskuteczności, a nie brak wiedzy czy infrastruktury. W praktyce wiele zagrożeń wynika z codziennych decyzji organizacyjnych, które pozornie nie mają bezpośredniego wpływu na zdrowie zwierząt.

Rys. 1. Co zagraża bioasekuracji na fermach trzody chlewnej?

Czym jest bioasekuracja?

Bioasekuracja w produkcji trzody chlewnej obejmuje zespół działań organizacyjnych, technicznych i sanitarnych, których celem jest ograniczenie ryzyka wprowadzenia oraz rozprzestrzeniania się czynników chorobotwórczych w stadzie. W praktyce nie jest to zbiór oderwanych zasad, lecz system, którego skuteczność zależy od spójności i konsekwencji stosowania wszystkich elementów.

Dla potrzeb praktycznych bioasekurację dzieli się na zewnętrzną i wewnętrzną. Bioasekuracja zewnętrzna koncentruje się na ochronie stada przed patogenami pochodzącymi z zewnątrz gospodarstwa, natomiast bioasekuracja wewnętrzna ma na celu ograniczenie ich rozprzestrzeniania się w obrębie chlewni. Zaniedbania w którejkolwiek z tych sfer prowadzą do osłabienia całego systemu, nawet jeśli pozostałe elementy są wdrożone prawidłowo. Istotnym, a często niedocenianym aspektem jest jasno określona odpowiedzialność. Skuteczność procedur zależy nie tylko od infrastruktury, ale przede wszystkim od ludzi. Właściciel gospodarstwa odpowiada za organizację i egzekwowanie zasad, natomiast pracownicy za ich codzienne przestrzeganie. Brak jednoznacznych reguł, tolerowanie odstępstw oraz nieprecyzyjny podział obowiązków sprzyjają powstawaniu luk, które w praktyce stają się drogą wnikania chorób do stada. Bioasekuracja powinna być traktowana jako element zarządzania produkcją, a nie jako zestaw dodatkowych obciążeń. Tylko wtedy możliwe jest jej realne funkcjonowanie, a nie jedynie formalne istnienie w dokumentacji gospodarstwa.

Bioasekuracja zewnętrzna to ograniczenie ryzyka wprowadzenia patogenów:

  • Granice gospodarstwa i organizacja przestrzeni: Wyraźne oddzielenie terenu chlewni od otoczenia jest podstawowym warunkiem ograniczenia ryzyka epizootycznego. Brak ogrodzenia lub jego nieszczelność powodują, że wszelkie dalsze procedury tracą znaczenie. Równie istotne jest logiczne wyznaczenie stref funkcjonalnych, tak aby ruch osób i pojazdów odbywał się według ustalonego schematu, a nie doraźnych potrzeb. Chaotyczna organizacja przestrzeni sprzyja przypadkowym kontaktom i utrudnia egzekwowanie zasad.
  • Ruch osób: Człowiek pozostaje jednym z najczęstszych wektorów przenoszenia patogenów. Dotyczy to zarówno osób z zewnątrz, jak i stałych pracowników. Problemem nie jest sama obecność ludzi w chlewni, lecz brak kontroli nad ich wcześniejszym kontaktem z innymi stadami oraz nad sposobem wejścia do obiektów. Procedury dotyczące zmiany odzieży, obuwia i korzystania ze śluz sanitarnych są skuteczne tylko wtedy, gdy są bezwzględnie przestrzegane. Każde odstępstwo, nawet jednorazowe, tworzy realne ryzyko epizootyczne.
  • Pojazdy i transport: Środki transportu, zwłaszcza samochody do przewozu zwierząt oraz pasz, stanowią istotne źródło zagrożenia biologicznego. Decydujące znaczenie ma ograniczenie ich wjazdu bezpośrednio pod budynki inwentarskie oraz stosowanie skutecznej dezynfekcji. Niesprawne maty dezynfekcyjne, brak kontroli nad ich stanem lub stosowanie ich wyłącznie „na pokaz” nie spełniają swojej funkcji i dają fałszywe poczucie bezpieczeństwa.
  • Wprowadzanie zwierząt do stada: Zakup zwierząt pozostaje jednym z najbardziej ryzykownych momentów w cyklu produkcyjnym. Nawet przy zachowaniu formalnych wymogów zdrowotnych nie można wykluczyć wprowadzenia patogenów do stada. Kwarantanna powinna być traktowana jako realne narzędzie ochrony, a nie element administracyjny. Jej pomijanie lub skracanie w celu „oszczędności czasu” jest jednym z częstszych błędów o długofalowych konsekwencjach zdrowotnych.

Bioasekuracja wewnętrzna ma na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się patogenów w obrębie chlewni:

  • Organizacja pracy i przemieszczanie się personelu: Sposób organizacji codziennej pracy ma bezpośredni wpływ na zdrowotność stada. Brak ustalonej kolejności wykonywania czynności oraz swobodne przemieszczanie się pracowników między sektorami sprzyjają mechanicznemu przenoszeniu patogenów. Praca powinna być prowadzona według stałego schematu, z wyraźnym rozdzieleniem stref technologicznych i przypisaniem personelu do konkretnych obszarów. Odstępstwa od tych zasad, nawet sporadyczne, znacząco zwiększają ryzyko epizootyczne.
  • Odzież, obuwie i sprzęt wewnętrzny: Elementy te są częstym, lecz niedocenianym nośnikiem czynników chorobotwórczych. Wspólne użytkowanie odzieży, obuwia lub narzędzi w różnych sektorach chlewni prowadzi do niekontrolowanego przenoszenia patogenów. Skuteczna bioasekuracja wewnętrzna wymaga stosowania sprzętu dedykowanego do poszczególnych pomieszczeń lub jego każdorazowej dezynfekcji. Zaniedbania w tym zakresie często wynikają z pośpiechu lub rutyny, a ich konsekwencje ujawniają się dopiero po czasie.
  • Przemieszczanie zwierząt i organizacja cyklu produkcyjnego: Częste przegrupowywanie zwierząt zwiększa ryzyko szerzenia się chorób w stadzie. Mieszanie grup wiekowych lub technologicznych sprzyja transmisji patogenów i utrudnia kontrolę zdrowotną. System „all-in/all-out”, w połączeniu z ograniczeniem nieuzasadnionych przemieszczeń, pozostaje jednym z najskuteczniejszych narzędzi bioasekuracji wewnętrznej, pod warunkiem jego konsekwentnego stosowania.
  • Higiena pomieszczeń i przerwy sanitarne: Mycie i dezynfekcja pomieszczeń między kolejnymi cyklami produkcyjnymi są skuteczne tylko wtedy, gdy stanowią kompletny proces, obejmujący również odpowiedni czas kontaktu środka dezynfekcyjnego oraz okres osuszania. Skracanie przerw sanitarnych, niedokładne czyszczenie lub pomijanie poszczególnych etapów powodują, że patogeny pozostają w środowisku chlewni i stanowią stałe źródło zakażeń.
  • Zarządzanie stadem w sytuacjach problemowych: Wystąpienie objawów chorobowych wymaga szybkiej reakcji organizacyjnej. Brak izolacji zwierząt podejrzanych o zakażenie oraz opóźnione decyzje zwiększają ryzyko rozprzestrzeniania się patogenów w całym obiekcie. Bioasekuracja wewnętrzna obejmuje również umiejętność ograniczania strat w sytuacjach kryzysowych, a nie wyłącznie działania profilaktyczne.

Rys. 2. Wejście do chlewni tylko dla osób upoważnionych, w ochronnym stroju (fot. www.agriculture.com)

Zalecenia praktyczne

Optymalna lokalizacja chlewni stanowi pierwszy i jeden z najważniejszych elementów bioasekuracji. Budynki powinny znajdować się w możliwie największej odległości od lasów, zadrzewień i zbiorników wodnych, co ogranicza kontakt ze zwierzętami dzikimi i ptactwem, a tym samym zmniejsza ryzyko wprowadzenia patogenów. Ważne jest także wyższe ukształtowanie terenu oraz dobre odwodnienie, które eliminują wilgotne miejsca sprzyjające rozwojowi chorób. Kolejnym krokiem jest wyznaczenie stref czystych i brudnych oraz dróg czystych i brudnych. Teren gospodarstwa powinien być logicznie podzielony: strefy czyste obejmują obszar hodowli i pomieszczenia dla zwierząt, natomiast strefy brudne: magazyny, miejsca załadunku i drogi dojazdowe. Wyznaczenie osobnych tras dla ludzi, pojazdów i transportu zwierząt minimalizuje przypadkowy kontakt między obszarami potencjalnie skażonymi i chronionymi. Każdy ruch powinien odbywać się według ustalonego schematu: pracownicy i sprzęt przemieszczają się najpierw w strefach czystych, a następnie w strefach brudnych, nigdy odwrotnie. Ogrodzenie terenu z kontrolowanym dostępem jest również podstawowym elementem ochrony. Bramy powinny być zamykane, a teren oznakowany tablicami informacyjnymi.

Strefa buforowa przed wejściem do budynków inwentarskich pozwala ograniczyć kontakt osób z otoczeniem. Brak ogrodzenia lub jego nieszczelność znacząco obniża skuteczność wszystkich pozostałych środków bioasekuracji. Nie mniej istotne jest skuteczne zwalczanie szkodników i gryzoni. Stały program deratyzacji i dezynsekcji, zabezpieczenie paszy i magazynów przed ptakami i gryzoniami oraz kontrola otoczenia pod kątem gniazdowania szkodników zmniejszają ryzyko przenoszenia patogenów wewnątrz gospodarstwa. Wreszcie, należy zapewnić stały program szkoleń pracowników w zakresie zachowania bezpieczeństwa na fermie, prowadzić ewidencję osób wchodzących na fermę oraz jak najbardziej ograniczać liczbę osób odwiedzających obiekty.

Rys. 3. Mycie i dezynfekcja stanowisk to bardzo ważny element dla zachowania bezpieczeństwa zoohigienicznego w chlewni (fot. www.msschippers.com)

Dostępne rozwiązania techniczne

Podstawowym elementem ochrony biologicznej w chlewni jest odpowiedni ubiór ochronny pracowników. Odzież i obuwie powinny być dedykowane wyłącznie do stref hodowlanych i nieużywane poza nimi. Dotyczy to zarówno stałego personelu, jak i osób przyjezdnych, takich jak serwisanci czy weterynarze. Każde wejście do budynku powinno odbywać się przez śluzę sanitarną, w której następuje zmiana odzieży i obuwia oraz dezynfekcja rąk.

Maty dezynfekcyjne, stosowane przy wejściach do budynków oraz w strategicznych punktach dróg dojścia, są skutecznym narzędziem ograniczającym przenoszenie patogenów mechanicznie, przede wszystkim na obuwiu. Ich efektywność zależy od prawidłowego ułożenia: każda osoba musi mieć obowiązek przejścia po macie przed wejściem do strefy hodowlanej. Niezbędne jest regularne uzupełnianie środka dezynfekcyjnego oraz kontrola stanu mat, aby nie były zużyte lub zabrudzone, co znacząco zmniejsza skuteczność dezynfekcji. Maty powinny być również dobrane pod względem środka chemicznego, powinien on działać przeciwko patogenom charakterystycznym dla trzody chlewnej.

Rys. 4/4a. Brama dezynfekcyjna i maty nasączone środkiem dezynfekcyjnym ograniczają ryzyko związane z transportem (fot. www.tecpro.com.au, www.intershape.com)

Bramy dezynfekcyjne dla pojazdów transportujących zwierzęta, paszę czy sprzęt stanowią równie istotny element bioasekuracji zewnętrznej. Powinny znajdować się przy wszystkich wjazdach na teren gospodarstwa i zapewniać pełne pokrycie powierzchni pojazdu środkiem dezynfekcyjnym. Skuteczność bram zależy od zachowania odpowiedniego ciśnienia, dawki środka oraz czasu kontaktu z powierzchnią. Regularna kontrola i konserwacja urządzeń gwarantuje, że wszystkie pojazdy opuszczające i wjeżdżające na fermę są odpowiednio odkażone. Bramy dezynfekcyjne powinny być używane w połączeniu z matami i procedurami w strefach wejściowych, aby stworzyć spójny system ochrony biologicznej. Stosowane są również niecki wypełnione środkiem dezynfekcyjnym. Ważne jest, aby ich wielkość i głębokość zapewniały odkażenie całego obwodu kół pojazdów. Dodatkowo przy pomocy myjek z lancą można umyć podwozie i nadwozie, jeżeli na fermie nie zainstalowano bram przejazdowych. Sama dezynfekcja pojazdów wymaga oczywiście systematyczności i właściwej organizacji. Wszystkie pojazdy powinny przechodzić pełny proces: mycie wstępne, nanoszenie środka dezynfekcyjnego i pozostawienie go na powierzchni przez zalecany czas kontaktu. Zaniedbania, takie jak spryskiwanie wyłącznie części pojazdu lub pomijanie pojazdów przy wyjeździe z gospodarstwa, znacząco obniżają skuteczność całego systemu i stwarzają realne zagrożenie dla stada.

Podsumowanie

W dobie rosnących zagrożeń epizootycznych bioasekuracja przestała być wyborem, a stała się koniecznością. Kontrola ruchu osób i pojazdów, higiena oraz właściwa organizacja pracy znacząco zmniejszają ryzyko chorób i zapewniają ciągłość produkcji. Bioasekuracja jest także obowiązkiem wynikającym z obowiązujących przepisów prawa oraz wymogów weterynaryjnych. Choć wdrożenie pewnych zasad wiąże się z nakładami finansowymi, jest to inwestycja, która zwraca się poprzez mniejsze straty, lepsze wyniki produkcyjne i stabilność funkcjonowania fermy.

Więcej

Rolnicze zastosowania sztucznej inteligencji

Sztuczna inteligencja jest jednym z wiodących trendów technologicznych. Widać to szczególne w serwisach informacyjnych, zwłaszcza tych specjalizujących się w nowych technologiach, które co rusz przekazują kolejne doniesienia na ten temat. Obszar ten w ujęciu rolniczym nie jest obcy magazynowi „Trzoda Chlewna”, który również go poruszał na swych łamach. Mając do czynienia z technologią o tak gwałtownym rozwoju jest jednak koniecznym, aby często do niej wracać, aktualizując przy tym stan wiedzy na jej temat.

Wśród wspomnianych opracowań znalazły się „Lochy pod kontrolą: jak nowoczesna nauka i sztuczna inteligencja zmieniają oblicze hodowli trzody chlewnej” autorstwa Seweryna Michalskiego, który to tekst ukazał się w wydaniu 7-8/2025, a także artykuł „Sztuczna inteligencja w rolnictwie” opublikowany rok wcześniej. Ten ostatni tekst przybliżał historię rozwoju sztucznej inteligencji, wraz z jej rodzajami i podstawami działania. Odnośnie do zastosowań praktycznych, to te były wówczas zaprezentowane w dużej mierze w zarysie. W międzyczasie pojawiło się jednak szereg rozwiązań i inicjatyw, co pozwala już mówić w większym stopniu o konkretach.

W chowie i w hodowli

Sztuczna inteligencja, określana zazwyczaj skrótem AI (od ang. artificial intelligence) lub nieco rzadziej jako SI, przyszła w końcu w sukurs hodowcom trzody chlewnej. Przykładem jest system WeightCheck, oferowany przez firmę Big Dutchman również na polskim rynku. Określany mianem cyfrowego asystenta, WeightCheck składa się z kamer i AI obdarzonej samouczącym się algorytmem. Pozwala to określać przez cały okres tuczu średnią masę ciała tuczników w grupie 15-25 zwierząt z dokładnością do 98,5%. Według zaleceń producenta kamerę wchodzącą w skład systemu najlepiej jest umieścić nad automatami paszowymi lub poidłami. W miejscach tych zwierzęta zazwyczaj przebywają nieruchomo przez pewien czas, co pozwala na optyczną rejestrację masy ciała poszczególnych osobników. Wśród funkcji WeightCheck, które wymienia jego producent, są porównania z krzywymi referencyjnymi. Umożliwia to identyfikować odchylenia w przyroście masy ciała, dając czas na reakcję i poprawę wyników tuczu. System ten pozwala osiągnąć optymalną wagę ubojową, a także właściwie wykorzystać przedziały czasowe i wagowe wyznaczone przez ubojnie. Dzięki podawanym na bieżąco danym produkt ten może pomóc oszczędzić czas pracy, ułatwiając jednocześnie monitoring większych hodowli.

W stronę gospodarstwa bezobsługowego

Wspomniana redukcja nakładów pracy, do której dawniej przyczyniła się mechanizacja rolnictwa, a następnie jego automatyzacja i robotyzacja, niewątpliwie pogłębi się dzięki AI. Kolejnym z środków, które przyśpieszą ten proces są autonomiczne maszyny i pojazdy rolnicze. Przejawem tego są działania, które podjęła znana w tym segmencie rynku firma New Holland, wchodząca w skład CNH Industrial. W połowie 2024 r. koncern ten ogłosił podjęcie współpracy z Bluewhite, firmą doświadczoną w autonomii maszyn i rolniczych rozwiązaniach AI. Od 2017 r. Bluewhite, wykorzystując podzespoły i oprogramowanie firmy Intel, a także czujniki, kamery i GPS, pracuje nad projektem Pathfinder. Jego celem jest opracowanie autonomicznej platformy, dzięki której ciągniki i inne maszyny rolnicze będą mogły poruszać się tak, jakby były kierowane przez człowieka. Partnerstwo Bluewhite z CNH ma przy tym zwiększyć możliwości pojazdów New Holland w tym zakresie. Zgodnie z zapowiedzią, początkowo takie udoskonalenia miały obejmować ciągniki do prac w sadach, winnicach i pozostałych uprawach specjalistycznych. Sprzedawane miały być też zestawy Bluewhite dla maszyn New Holland. Choć wstępna oferta miała dotyczyć tylko Ameryki Północnej, gdzie całość jest testowana, to jednak konsorcjum planuje integrację swoich technologii i dalszą ekspansję. Stąd też docelowo pojazdy rolnicze wspomnianej marki mają mieć wbudowane technologie napędzane AI, a sprzęt ma być sprzedawany globalnie.

Rolnicze technologie AI rozwijane są też i po naszej stronie oceanu, a jednym z przykładów jest czeska Agdata służąca do zarządzania gospodarstwem. Ta cyfrowa platforma pozwala nadzorować pola, magazyny i pracowników, integrując przy tym też maszyny i czujniki. Kluczową rolę pełni w nim łącząca informatykę i telekomunikację telematyka, która zbiera, analizuje i przesyła dane. Obszar ten, za który w tym systemie odpowiada AI, ma kluczowe znaczenie przy integracji sprzętu, zwłaszcza dostarczanego przez różnych producentów. Agdata potrafi przy tym korzystać ze zdjęć satelitarnych, a także analizować parametry gleb i pozostałe dane maszynowe. Te ostatnie oznaczają dane generowane automatycznie, bez udziału człowieka, których źródłem mogą być przykładowo rozmieszczone w gospodarstwie sensory. Informacje służą do tworzenia inteligentnych map aplikacyjnych, które pozwalają optymalizować wykorzystanie posiadanych zasobów.

Teraz Polska

Projekty związane z AI rozwijane są również w Polsce, w tym także z myślą o sektorze rolnym. Przykładem tego są działające u nas start-upy, czyli młode firmy rozwijające innowacyjne produkty i usługi. Jednym z nich jest Cropler, który opracowuje kamery AI do monitorowania upraw. Celem firmy jest stworzenie systemu kontroli w czasie rzeczywistym, który pełniłby rolę cyfrowego asystenta agronoma, a mianowicie rozpoznawał etapy rozwoju roślin, identyfikował choroby oraz dostarczał dane potrzebne do skutecznych i terminowych zabiegów agrotechnicznych. W przeciwieństwie do drogich i skomplikowanych rozwiązań, takich jak drony czy sprzęt oparty na łączności satelitarnej, urządzenia Cropler określane są jako kompaktowe, przystępne i nadają się zarówno dla małych gospodarstw, jak i dużych farm.


Kamera do monitoringu upraw oferowana przez Cropler (Fot. Cropler Sp. z o.o.)

System kamer rolniczych Cropler dostarczany jest wraz z dostępem do platformy internetowej. Ułatwia ona zarządzanie, a dzięki algorytmom AI pomaga optymalizować prace polowe (Fot. Cropler Sp. z o.o.)

Rośliny sadownicze są też przedmiotem zainteresowania kolejnego start-upu, jakim jest sky crops z Gliwic. Firma ta pracuje nad zrobotyzowanymi urządzeniami, które mają monitorować uprawy w sadach. Kontrolowane mają być też warunki pogodowe i szkodniki, wraz z wykonywaniem oprysków. Również i w tym przypadku działania te mają odbywać się pod nadzorem AI.

W Polsce prowadzone są też prace nad rodzimym modelem językowym (ang. Large Language Model, LLM). W kontekście AI, model językowy można opisać jako algorytm, który został przeszkolony na ogromnych zbiorach danych tekstowych, aby rozumieć, generować i przetwarzać język naturalny. Innymi słowy, jest to program komputerowy, który potrafi „myśleć” i „rozmawiać” w sposób zbliżony do człowieka, choć toczą się dyskusje, czy faktycznie są to rozumowe działania czy tylko ich imitacja. Wspomnianym modelem jest PLLuM, przeznaczony dla sektora publicznego, jak i prywatnego, który ma oddawać złożoność języka polskiego. Wśród celów, jaki stawiają sobie jego twórcy, jest bezpieczeństwo i wolność od szkodliwych treści oraz nieprawdziwych informacji. PLLuM ma być dostępny na zasadzie otwartej licencji, w tym także w postaci chatbota, do którego można się dostać poprzez przeglądarkę internetową.

Oswoić się z AI

Obok coraz szerzej pojawiających się rozwiązań działają też programy szkoleniowe, które mają zaznajomić polskie rolnictwo z potencjałem, jaki tkwi w AI. Jednym z nich jest prowadzony w Polsce projekt AI4Agri, współfinansowany przez UE w ramach programu Erasmus+. Jednym z głównych celów AI4Agri jest opracowanie szkolenia zawodowego, a także udostępnienia narzędzi oraz metod sztucznej inteligencji małym przedsiębiorcom i pracownikom rolnym. Konsorcjum AI4Agri pracuje też nad zaleceniami w zakresie polityki, czemu służyć mają podejmowane konsultacje, które odbywają się również z udziałem rolników.

W obszarze tym aktywne są też inne podmioty, w tym choćby Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR). Na początku tego roku zorganizowała ona seminarium szkoleniowe dla przedstawicieli Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Jego zakres obejmował najnowsze rozwiązania i trendy technologiczne, które mogą zrewolucjonizować krajowe rolnictwo. Wśród podjętych tematów znalazły się drony, systemy precyzyjnego nawożenia oraz uczenie maszynowe i sztuczna inteligencja. W tym ostatnim obszarze znalazły się m.in. takie zagadnienia jak AI w podejmowaniu decyzji w oparciu o dane na temat pogody, gleby i stanu upraw, monitorowanie zwierząt oraz upraw czy też AI w automatyzacji, pozwalająca maszynom i robotom na wykonywanie prac rolnych z minimalnym udziałem człowieka. PIGMiUR opublikowała materiały szkoleniowe z tego seminarium w swym serwisie internetowym.


Zapewne warto też samodzielnie zaznajomić się z AI, zaczynając przygodę z którymś z chatbotów, nawet w jego bezpłatnej wersji. Oprócz opisanego wyżej PLLuM-a, należy wspomnieć o aktualnym liderze światowej popularności, jakim jest ChatGPT. Rozwijany przez OpenAI, w sierpniu tego roku doczekał się on nowej odsłony swego modelu językowego w postaci GPT-5. Wśród jego licznej konkurencji jest choćby Google Gemini, Microsoft Copilot, Claude od Anthropic, a także Perplexity.ai, Jasper Chat czy też Grok, stworzony przez xAI.

PLLuM Chat, interfejs graficzny rozwijanego w Polsce modelu językowego PLLuM

Wiele firm wdraża też własne chatboty, które mają usprawnić procesy wewnętrzne lub ułatwić obsługę klienta. Z chatbotów, w toku prowadzonych z nimi wirtualnych rozmów, można korzystać w celu wyszukiwania i weryfikowania informacji, również tych branżowych. Można też nawet zastąpić nimi tradycyjne wyszukiwarki, a przynajmniej pokusić się o porównanie wyników wyszukań, jakie dostarczają te grupy narzędzi. Spróbować też można obsadzić któregoś z chatbotów w roli osobistego asystenta, który przejmie część biurowych obowiązków. Redagowanie e-maili, dokonywanie tłumaczeń, prowadzenie korespondencji z kontrahentami, a nawet sporządzanie harmonogramu pracy lub opracowanie umowy, to przykładowe zadania, w których może się on sprawdzić.


Przykładowa rozmowa z Grokiem na tematy branżowe

Obecnie pojawiają się opinie, iż umiejętność pracy ze sztuczną inteligencją będzie wkrótce równie istotna jak niegdyś obsługa komputera lub korzystanie z Internetu. Dlatego też ci, którzy szybciej zdobędą biegłość w posługiwaniu się AI, będą mieli szansę uzyskać przewagę rynkową. Niezbędny w tym celu jest transfer wiedzy, w tym w postaci szkoleń branżowych i fachowych opracowań, a także chęć samokształcenia w tym obszarze. Od strony praktycznej godna odnotowania jest coraz bogatsza oferta rozwiązań AI, a także fakt rozwijania ich w Polsce.

Leopold Tupalski

Więcej

arbocel


bannery_lawsonia_Trzoda Chlewna
Trzoda Chlewna - Ogólnopolskie czasopismo dla producentów trzody, zootechników i lekarzy weterynarii
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.