skiold

Coraz częstsze problemy, na jakie napotykają rolnicy, chcący w tych trudnych czasach inwestować w produkcję trzody, skłoniły nas do opublikowania jednego z listów na ten temat, które w ostatnim okresie otrzymaliśmy.

Odpowiedzi na pytania z TCh numer 11/2011

Coraz częstsze problemy, na jakie napotykają rolnicy, chcący w tych trudnych czasach inwestować w produkcję trzody, skłoniły nas do opublikowania jednego z listów na ten temat, które w ostatnim okresie otrzymaliśmy.

 

Witam serdecznie!

Nazywam się Jan Kowalski, jestem prenumeratorem czasopisma „Trzoda Chlewna”. Bardzo proszę o wstawiennictwo w mojej sprawie:

Jestem młodym rolnikiem. Dostałem po rodzicach gospodarstwo, postawiłem na rozwój i planuję budowę dwóch tuczarni na działce położonej w odległości ok. 0,5 km od wsi. W każdym z budynków będzie tuczonych 2 tys. świń. Moje chlewnie są zaprojektowane jako jedne z najnowocześniejszych obiektów w Polsce, ogrzewane ciepłem pozyskiwanym z ziemi przy użyciu pompy cieplnej. W przyszłości planuję wybudować małą biogazownię.

Od 2010 r. przygotowywałem razem z firmą budowlaną raport środowiskowy i badałem wpływ moich chlewni na środowisko. Gotowy raport złożyłem wraz z innymi dokumentami do Urzędu Miasta i Gminy – postępowanie toczyło się rok. W tym czasie rozpoczęli protestować rolnicy mieszkający na wsi, obok której mają powstać chlewnie. Pikietują i protestują, ponieważ nie chcą chlewni w pobliżu swojej wsi. Dodam, że każdy z tych protestujących chowa po 50 świń. 

W 2011 r. dostałem pozytywną decyzję środowiskową z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Warszawie, w której stwierdzono, że budowa dwóch chlewni nie będzie zagrażała ludziom, środowisku i zwierzętom. Dostałem też pozytywną opinię z Sanepidu: chlewnie nie będą nikomu szkodzić. Pomimo to, burmistrz wydal negatywną decyzję środowiskową, uzasadniając ją protestem ludzi. Od decyzji burmistrza odwołałem się do Kolegium Odwoławczego Sejmiku Wojewódzkiego, który uchylił decyzję burmistrza i przesłał ją do ponownej analizy, uzasadniając, że chlewnie nie będą szkodzić ludziom i że nie wzięto pod uwagę opinii Regionalnego Inspektora Ochrony Środowiska w Warszawie i Sanepidu. Dziś do sprawy włączyło się Ogólnopolskie Stowarzyszenie Prawników Ochrony Środowiska, które wspiera rolników w ich walce z moją budową dwóch chlewni. Sprawa toczy się nadal i w tej chwili czekam na decyzję burmistrza.

Pytam się, gdzie jest sprawiedliwość i prawo? Dlaczego ludzie robią takie problemy, by w naszym kraju nie mogło rozwijać się rolnictwo? Moje chlewnie mają pozytywne opinie z Inspektoratu Ochrony Środowiska i Sanepidu, a ja i tak nie mogę budować! Spada pogłowie świń w Polsce, musimy zwiększać import wieprzowiny, a jednocześnie blokowana jest możliwość rozwoju własnych gospodarstw, uniemożliwiająca konkurencję z zachodnimi i stabilizację na rynku trzody chlewnej.

Na terenach, gdzie gospodaruję, stało się bardzo modne, aby przeszkadzać młodym rolnikom w rozwijaniu produkcji i powiększaniu liczby tuczonych świń w ich gospodarstwach. Bardzo proszę o wsparcie i pomoc młodemu przyszłemu hodowcy trzody chlewnej.

 

Z poważaniem,

Jan Kowalski

Prenumerator czasopisma „Trzoda Chlewna”

 

Rolnik, którego imię i nazwisko celowo zostało zmienione, zwrócił się do naszej Redakcji w bardzo trudnej dla Niego sprawie, prosząc o wsparcie. Oczywiście popieramy wysiłki naszego czytelnika w pomyślnym i jak najszybszym zakończeniu podjętej inwestycji i rozpoczęciu tuczu w dwóch nowoczesnych chlewniach.

Tym bardziej, że opisane zamierzenie inwestycyjne polegające na budowie dwóch obiektów inwentarskich, zgodnie z wydanymi hodowcy decyzjami, a co za tym idzie z obowiązującymi przepisami prawa, w żaden sposób nie wpłynie na środowisko i nie będzie stanowiło zagrożenia dla ludzi, ani też dla środowiska naturalnego.

Trudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której Regionalny Inspektor Ochrony Środowiska, czy Sanepid wydaje owe pozytywne decyzje w oderwaniu od obowiązującego prawa. Ciężko też przychodzi przedstawić sobie procedurę, podług której Kolegium Odwoławcze Sejmiku Wojewódzkiego miałoby je pominąć, zobowiązując burmistrza do wydania decyzji negatywnej, wstrzymującej nowoczesną inwestycję.

Niestety… Musimy również zdawać sobie sprawę, że dwa budynki chlewni o łącznej obsadzie czterech tysięcy tuczników to dla lokalnej społeczności spory kompleks. Wielka ferma, która przynajmniej w niektóre dni w roku będzie źródłem odorów nie całkiem przyjemnych dla najbliższych sąsiadów.

Może więc warto, aby prócz działań podejmowanych na drodze urzędowej, spróbować zrobić jeszcze jedną rzecz: podjąć trud bezpośredniej rozmowy z protestującymi rolnikami. W miarę możliwości bez niepotrzebnych emocji i nerwów.

Zdajemy sobie doskonale sprawę, że to bardzo trudne zadanie, a samotne „potyczki” inwestora z protestującymi sąsiadami, do tego bez wsparcia obiektywnych specjalistów, mogą być z góry skazane na porażkę. W związku z tym na pewno warto wcześniej skonsultować problem np. z pracownikami Pracowni Zapachowej Jakości Powietrza, jednostki naukowo-badawczej Zakładu Ekologicznych Podstaw Inżynierii Środowiska w Instytucie Inżynierii Chemicznej i Procesów Ochrony Środowiska Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie. To wybitni specjaliści w zakresie badania problemu odorowego ferm świńskich, prowadzący pomiary w obiektach tego typu na terenie całej Polski (strony internetowe: http://www.odory-szczecin.ps.pl/ oraz http://www.zut.edu.pl/index.php?id=5924).

Wszystkim potencjalnym inwestorom zainteresowanym problemem oddziaływania tego typu inwestycji na środowisko, jak też kwestią emisji odorów pochodzących z ferm trzody chlewnej oraz nowoczesnymi metodami ich pomiarów oraz uciążliwości polecamy stronę internetową: http://pl.wikipedia.org/wiki/Odory_z_ferm_trzody_chlewnej.

Wszelkie inwestycje polegające na budowie obiektów służących do chowu trzody chlewnej niezwykle często budzą protesty mieszkańców. Pozytywne, uzgadniające realizację takich budynków decyzje nad wyraz często stają się przyczynkiem do bardziej lub mniej uzasadnionych skarg i odwołań. I to nie tylko w Polsce! To bardzo poważny problem ogólnoświatowy! Do tego wymagający wielkiej rozwagi i cierpliwości w budowaniu zgody sąsiedzkiej, a wręcz talentów dyplomatycznych.

Być może 100 lub 200 świń tuczonych przez naszego czytelnika nie wzbudziłoby sprzeciwu mieszkańców wsi, ale cztery tysiące budzi ich niepokój. Protestują, bo mają do tego prawo. Trzeba im więc spokojnie, w sposób racjonalny i obiektywny wytłumaczyć, że nie powinni obawiać się dwóch – nowocześnie zaprojektowanych, czyniących zadość wszystkim przepisom o ochronie środowiska – budynków mieszczących niewielką w gruncie rzeczy obsadę. 

Na koniec warto dodać, że procedura formalno-prawna, jak i standardy podjętych przez inwestora działań, nie budzą żadnych zastrzeżeń. Nie ma się więc czym niepokoić. Tym bardziej, że wyniki wszelkich sporządzonych w opisanym wypadku analiz tyczących oddziaływania inwestycji na środowisko są dla naszego Czytelnika bardziej niż satysfakcjonujące. Trzeba po prostu uzbroić się w cierpliwość, albo, jak to niektórzy zwykli mówić, „trzymać ciśnienie”. Cóż, droga do nowoczesnej produkcji zwierzęcej bywa w naszych czasach nie tylko wyboista, ale i zniechęcająco długa… I „zniechęcająco” jest w tym wypadku przysłówkiem, z którym mentalnie można sobie jakoś radzić. Gorzej, gdy ów passus przychodzi zastąpić innym. Na przykład „śmiertelnie” długa, bo kończąca się negatywnymi dla zamierzenia budowlanego decyzjami. Ale na szczęście to nie ten przypadek!

Pozostaje zatem życzyć naszemu inwestorowi trzech rzeczy: wytrwałości, wytrwałości i jeszcze raz wytrwałości.

 

                                                                                                     Redakcja

„Polska staje się tuczarnią Europy”

Odpowiedzi na pytania z TCh numer 10/2011

 

Polska staje się tuczarnią Europy” – obwieszcza tytuł reportażu red. Iwony Marciniewicz na portalu farmer.pl. Ponad pięć lat temu, gdy razem z innym hodowcami uczestniczyliśmy w szkoleniach w Danii, tamtejsi specjaliści podkreślali, że przy naszym rozdrobnieniu i niskiej efektywności produkcji nie będziemy w stanie utrzymać wysokiego poziomu krajowego pogłowia świń – powiedziała pani Ewa Linka podczas XXV KWZH w Poznaniu. Tak naprawdę wróżyli nam upadek produkcji prosiąt. Według Duńczyków jedyna produkcja świń, jaka będzie się sprawdzać w Polsce, to tucz importowanych prosiąt z innych wyspecjalizowanych w tej dziedzinie krajów UE. Niestety, dzisiaj chyba już wszyscy zauważamy, że tamte słowa powoli stają się faktem – tłumaczyła Pani Ewa.


Wg GUS pogłowie świń ogółem w Polsce spadło w ciągu ostatnich pięciu lat o ponad 28% (18,88 mln sztuk w lipcu 2006 r. do 13,51 mln sztuk w lipcu 2011 r.). Pogłowie loch spadło w tym czasie aż o ponad 36% (1,86 mln w lipcu 2006 r. do 1,18 mln sztuk w lipcu 2011 r.).


W II kwartale 2010 r. pogłowie świń lekko wzrosło, podobnie jak w 2009 r. w tym samym okresie. W lipcu 2010 r. świń było więcej o 6,5% niż w marcu 2010 r., ale już druga połowa 2010 r. i pierwsze miesiące 2011 r. nie pozostawiły żadnych złudzeń! Pogłowie świń ogółem spadło w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy o prawie 12% (14,9 mln w lipcu 2010 r. i 13,1 mln w marcu 2011 r.). W II kwartale 2011 r. powtórzyła się sytuacja sprzed roku; pogłowie świń ogółem znowu lekko wzrosło (o 3,1% w porównaniu do marca 2011 r.). Czy w drugiej połowie 2011 r. pogłowie świń ogółem znowu spadnie o kilka procent i sytuacja powtórzy się tak, jak to było w latach 2009 i 2010? Zobaczymy…


Od kilku lat pogłowie świń w Polsce spada. Natomiast zmiany w strukturze pogłowia zachodzą znacznie wolniej i chyba na razie nic nie wskazuje, że Polska stanie się tuczarnią Europy. Przyjrzyjmy się zmianom w strukturze pogłowia świń w Polsce w okresie ostatniego roku. Wg danych GUS pogłowie w lipcu 2011 r. wynosiło w porównaniu do lipca 2010 r. (w nawiasie procentowy udział w pogłowiu świń ogółem):

·        prosiąt 3,94 mln (29,2%), w lipcu 2010 r. 4,55 mln (30,6%),

·        warchlaków 3,74 mln (27,7%), w lipcu 2010 r. 4,00 mln (26,9%),

·        świń na ubój 4,61 mln (34,1%), w lipcu 2010 r. 4,89 mln (32,9%),

·        loch prośnych 743 tys. (5,5%), w lipcu 2010 r. 862 tys. (5,8%).

Niemniej zmiany w polskiej produkcji świń będą zachodziły nadal; potwierdzają to wpisy forumowiczów na Forum TCh.


Zeus-1
(Wielkopolska) napisał: „U mnie w okolicy mali rolnicy totalnie rezygnują z produkcji (cykl zamknięty). Jako tako przędą producenci nastawieni na tucz (stopniowo wstawiają coraz więcej świń – przerabiają, budują nowe obiekty). Jakoś na razie nie powstają fermy nastawione na produkcję prosiąt, a czy powstaną, czas pokaże”. A Wojciech 1236 (Śląsk) napisał: „U nas ogólnie jest mało producentów wieprzowiny, ale jak już, to tak samo mali masowo likwidują, a duzi nastawieni na tucz stoją w miejscu. Jest kilka ferm produkujących prosiaki i to one obecnie rozwijają się najszybciej, coraz częściej do skali 1000 loch”.


Chcąc nie chcąc, polska produkcja świń została włączona w sferę produkcji wieprzowiny takich krajów, jak Niemcy, Holandia i Dania. Czy to dobrze, czy źle? Na FORUM padło pytanie: Jaką rolę dla polskiego producenta świń przewiduje w swoich planach świński triumwirat Holandia-Dania-Niemcy?


Przytoczmy wypowiedzi niektórych forumowiczów na ten temat. Baraki napisał: „
Pewnie różnie to widzą: Dla Danii Polska jest rynkiem zbytu dla prosiąt i wyrębów, dla Holandii rynkiem zbytu dla prosiąt i tuczników, dla Niemiec rynkiem zbytu dla półtusz i tuczników. Na pewno nie jest w ich interesie, żeby polscy rolnicy utrzymywali lochy w swoich chlewniach”. Zeus-1 dodał: „Mają nadprodukcję i szukają rynków zbytu dla swoich świnek – my jesteśmy blisko i bierzemy wszystko, jak popadnie: prosiaki, tuczniki, półtusze i te elementy półtusz, których tam nikt nie chce”. A stan1069@o2.pl odpowiedział prosto: „Taką rolę, na jaką polski producent sobie pozwoli”.


Szerzej wypowiedział się na FORUM Marek R.: „Holandia i Dania będą produkowały prosięta i warchlaki, bo są w tym dobrzy. Nie będą zwiększali pogłowia tuczników, bo to są małe kraje i środowisko tego nie wytrzyma. Holendrzy najchętniej zrezygnowaliby z produkcji świń i wszystko robią, by ją zmniejszyć. Płacą rolnikom duże odszkodowania za rezygnację z hodowli i zburzenie chlewni do fundamentu. Niemcy mają bardzo nowoczesny system produkcji trzody i z tego nie zrezygnują. Ponadto sami dużo konsumują wieprzowiny. Ale by wybudować nową chlewnię, trzeba przejść przez mękę. Jest wiele landów, gdzie otrzymanie zezwolenia jest praktycznie niemożliwe (np. Dolna Saksonia). Szaleńcy z partii Zielonych robią wszystko, aby rzucić hodowców świń na kolana. Oczekuje się, że po 2013 r. ok. 20-25% hodowców zrezygnuje z produkcji. Ale ona będzie nadal, choć w Niemczech nikt już nie namawia do jej zwiększenia”.


Czy to oznacza, że w Polsce będą jednak tuczone warchlaki, których nie chcą u siebie Holendrzy i Duńczycy, a coraz częściej także obrońcy naturalnego środowiska w Niemczech, i Polska stanie się jednak tuczarnią świń dla Europy?

 

Oprac.: ACONAR

Ulan zlikwidował maciory i rozpoczął w swoim gospodarstwie pierwszy rzut tuczu duńskich warchlaków w cyklu otwartym:

Odpowiedzi na pytania z TCh numer 09/2011

Ulan zlikwidował maciory i rozpoczął w swoim gospodarstwie pierwszy rzut tuczu duńskich warchlaków w cyklu otwartym:

Póki co mam te świnie nieco ponad miesiąc, a część z nich ma już po 80 kilo. Średnio mają po ok. 65 kg, więc nie jest źle. Poza tym miałem tucz zamknięty i musiałem z niego zrezygnować, bo w obecnej sytuacji jest – niestety! – nieopłacalny. Zobaczymy, jak wyjdzie z opłacalnością w tuczu otwartym. Ale według wstępnych obliczeń powinienem zarobić tyle samo na jednym tuczniku, tylko że tych tuczników będę mógł wychować 5 razy więcej w roku niż poprzednio w cyklu zamkniętym. No i nie muszę robić przy maciorach, mieć dziesięć różnych rodzajów paszy, inseminować, remontować stada, posiadać specjalne boksy dla loch luźnych, nisko- i wysokoprośnych, porodówek, boksu dla knura i dla poszczególnych grup wiekowych tuczników. Teraz jest znacznie prościej: jeden wiek, jedna pasza dla wszystkich, jeden rodzaj kojców, łatwiej zautomatyzować, łatwiej utrzymać czystość itd.

 

Tuczniki w Polsce są i będą nadal produkowane w cyklu otwartym lub zamkniętym. Wielu powie: To nic nowego! Tak, ale wiele wskazuje na to, że najprawdopodobniej w dość krótkim czasie znacząco zmniejszy się liczba gospodarstw produkujących tuczniki w cyklu zamkniętym, a poważnie wzrośnie liczba gospodarstw tuczących świnie w cyklu otwartym. Bardzo wielu rolników likwiduje maciory, a do chlewni, po usunięciu niepotrzebnego wyposażenia, wstawia zagraniczne warchlaki. Rezygnując z produkcji w cyklu zamkniętym przechodzą na cykl otwarty; tak, jak to zrobił Ulan w swoim gospodarstwie.

Przechodzeniu na tucz świń w cyklu otwartym sprzyjają zakłady mięsne, organizując import warchlaków z Holandii i Danii oraz oferując rolnikom korzystne warunki współpracy. O tym, że są to znaczące zmiany, świadczą nie tylko wypowiedzi rolników, ale także poważnych specjalistów. Dr Tadeusz Blicharski, dyrektor PZHiPTCh „POLSUS” mówi (za: farmer.pl): Tucz nakładczy ratuje krajowe pogłowie świń. Obecnie jedynie duży poziom importu prosiąt pozwala na utrzymanie pogłowia trzody chlewnej na poziomie 13 mln sztuk. Nie jest to wynik działania indywidualnych producentów świń, ponieważ import napędzają duże firmy, które prowadzą tucz nakładczy w gospodarstwach trzody chlewnej – tłumaczy Blicharski. Duże firmy mają liczne powiązania kapitałowe z zagranicznymi przedsiębiorstwami, dlatego tak chętnie sprowadzają zagraniczne zwierzęta. Dostarczają rolnikom pasze i dobre jakościowo prosięta w wadze średnio od 27 do 30 kg, na koniec płacąc jedynie za wykonanie usługi  – wyjaśnia Blicharski. W pewnym sensie jest to tucz na skróty, rolnicy udostępniają dużym firmom jedynie swoje pomieszczenia i wykonaną pracę przy obsłudze zwierząt. Przy rozliczeniu rolnicy otrzymują 30 zł zapłaty za każde zwierzę – dodaje Blicharski.

Rolnicy, którzy mają dobrze wyposażone chlewnie do produkcji dużych partii własnych prosiąt oraz późniejszego ich tuczu, a także posiadają odpowiedni do skali swojej produkcji areał ziemi pod uprawę zbóż paszowych, prawdopodobnie będą nadal produkowali tuczniki w cyklu zamkniętym. Niestety, jeśli warunkiem koniecznym zapewniającym opłacalność takiej produkcji będą także odpowiednie umiejętności oraz kapitał, to trzeba przyznać, że takich rolników może być w Polsce niewielu. Pozostali rolnicy przejdą na tucz świń w cyklu otwartym, najprawdopodobniej na warunkach tuczu kontraktowego.

Czy to dobre prognozy dla dalszej produkcji świń w Polsce? Oddajmy jeszcze raz głos Ulanowi: Jedyne zagrożenie jest takie, że jak skasują już w Polsce wszystkie maciory, to ceny prosiąt pójdą o 100% do góry, a wtedy powrócić do cyklu zamkniętego może nie być już tak łatwo. Na razie Ulan kupuje warchlaki i pasze, ale już wkrótce może je otrzymywać bezpłatnie od zakładu mięsnego. Wtedy w tucz otrzymanych warchlaków będzie Ulan angażował tylko swoje chlewnie, czas i umiejętności oraz zagospodarowywał świńskie odchody.

Niestety, Ulan nie bierze też pod uwagę tego, że ryzyko nieudanego rzutu kontraktowych warchlaków może być takie samo jak produkcja własnych prosiąt i tucz świń w cyklu zamkniętym. Na razie, jak twierdzi, jest dobrze, chociaż jego świnie już zachorowały i trzeba je leczyć…

Nie wiemy, czy spełnią się przewidywania Ulana odnośnie wzrostu cen importowanych warchlaków. Na pewno duńscy i holenderscy rolnicy będą nadal ograniczać tucz świń i rozwijać produkcję warchlaków z przeznaczeniem na eksport. Mają w tym wsparcie swoich rządów, które chcą zmniejszyć zanieczyszczenie odchodami świńskimi naturalnego środowiska w tych krajach. Holandia czyni to od wielu lat, Dania też realizuje taki plan. Takiej polityce sprzyja też niewielka produkcja zbóż w obu tych krajach w stosunku do potrzeb, jakie wynikały z tuczu dotychczasowych ilości świń.

Coraz więcej holenderskich i duńskich warchlaków jest sprzedawanych w Polsce. Także w Niemczech. Najprawdopodobniej w najbliższych latach ukształtuje się więc w tej części Europy następująca współpraca: Holandia i Dania będą produkowały coraz więcej warchlaków, a Niemcy i Polska będą stopniowo likwidować produkcję własnych prosiąt i tuczyć duńskie oraz holenderskie warchlaki. Przy okazji polscy i niemieccy rolnicy wykorzystają swoje zboża oraz zagospodarują gnojowicę i odchody, zanieczyszczające dotychczas holenderskie kanały i duńskie pola. A to czego nie da się wykorzystać do nawożenia ziemi, zostanie przerobione na energetyczny gaz i wartościowy kompost w mających powstać w każdej gminie biogazowniach. Jednym słowem, zmienia się „świński” krajobraz w tej części Europy.   

 

Oprac.: ACONAR

rival pyta: Z jakich powodów najczęściej likwidujecie lochy w stadzie?

Odpowiedzi na pytania z TCh numer 04/2012

rival pyta: Z jakich powodów najczęściej likwidujecie lochy w stadzie?

 

Na FORUM toczy się między rolnikami gorąca dyskusja wokół problemu, czy produkcja tuczników w cyklu otwartym w oparciu o prosięta importowane (głównie z Holandii i Danii) ma istotny wpływ na poziom cen skupu świń w Polsce. Wielu rolników twierdzi, że ma, ponieważ w ten sposób na rynku jest za duża ilość świń w stosunku do aktualnych potrzeb (konsumpcja i eksport). JUREK w swoim poście twierdzi nawet, że jeśli nie zostanie wyhamowany import prosiąt, to cena skupu tuczników nigdy nie będzie opłacalna dla polskiego rolnika, czyli nie będzie równa wartości 8 kg żyta.

Jest w tym trochę uproszczeń! Przede wszystkim wskaźnik 1 kg żywca = 8 kg żyta pochodzi z czasów, kiedy Polska nie należała do Unii Europejskiej, a rolnicy nie otrzymywali dopłat bezpośrednich do powierzchni uprawianej ziemi. Kwestią otwartej dyskusji pozostaje pytanie, czy do kalkulacji kosztów produkcji świń należy przyjmować koszt wyprodukowania zboża we własnym gospodarstwie, czy też cenę sprzedaży zboża na wolnym rynku; zdania rolników i specjalistów są w tej sprawie podzielone. Ale czy się to komu podoba czy nie, w kosztach produkcji zbóż trzeba uwzględniać dopłaty. Z pewnością rolnicy produkujący tuczniki na paszy z udziałem własnego zboża nie są narażeni na wahające się ceny zbóż tak, jak ci rolnicy, którzy tuczą świnie wyłącznie na zbożu kupowanym na rynku. O tym, że oparcie produkcji świń na własnym zbożu daje większą gwarancję opłacalności świadczą coraz częstsze decyzje rolników o zmniejszeniu pogłowia trzody chlewnej do takiej ilości, którą można wykarmić zbożem wyprodukowanym we własnym gospodarstwie.

Następnym uproszczeniem jest pogląd, że w pewnej chwili – stając w obronie interesów polskiego rolnika! – można zakazać administracyjnie importu prosiąt lub, apelując do uczuć patriotycznych, zachęcić rolników do rezygnacji z zakupu prosiąt importowanych. Polska jest członkiem UE i obowiązuje nas zasada swobodnego przepływu towarów. Poza tym tak długo, jak w Polsce będzie popyt na prosięta z importu, to będą one sprowadzane z Danii i Holandii.

Uproszczeniem jest też przekonanie, że w stosunkowo krótkim czasie zwiększy się produkcja prosiąt w Polsce i zacznie stanowić ona konkurencję dla producentów z Danii i Holandii. Zależy to od bardzo wielu czynników! Być może z czasem tak będzie, ale na razie to tylko pobożne życzenia.

Kolejnym uproszczeniem jest nie branie pod uwagę faktu, że wielu spośród rolników nie może zrezygnować z produkcji tuczników, bo ma do spłacenia preferencyjny kredyt lub dotację celową z Agencji, otrzymane na budowę i wyposażenie chlewni, a ulga przysługuje pod warunkiem ciągłego prowadzenia produkcji świń zgodnie z zawartą umową. Bardzo wiele nowych chlewni powstało w okresie, kiedy cena zboża wynosiła 400-500 zł/tonę, a cena skupu świń przekraczała 5,00 zł/kg wagi żywej i produkcja była wtedy bardzo opłacalna! Obłożeni kredytami rolnicy zaciskają teraz zęby i produkują świnie starając się nie ponosić zbyt wielkich strat. Aby tylko wyjść na zero…

Dużym uproszczeniem jest też nie branie pod uwagę możliwości swobodnego zakupu przez ZM półtusz i elementów mięsa wieprzowego za granicą. Jeśli cena skupu tuczników w Polsce będzie rosła, a kurs euro będzie korzystny, to ZM będą kupowały mięso poza Polską. Import mięsa ma ogromny wpływ na spłaszczanie cen skupu tuczników w Polsce.

Nie ma co się dziwić, że w tak złożonej i wieloczynnikowej sytuacji polscy rolnicy-producenci tuczników mają kłopot z podjęciem właściwej decyzji: produkować świnie czy zaprzestać produkcji, inwestować w nowe chlewnie czy starać się spłacić długi i uwolnić się za wszelką cenę z krępujących kredytów, kupować prosięta z importu czy utrzymywać lochy i produkować tuczniki w cyklu zamkniętym?

Przyjmijmy, że jest to pytanie wyłącznie retoryczne, bo z toczącej się na FORUM dyskusji wynika, że są rolnicy, którzy chcą nadal produkować świnie i są rolnicy, którzy z tej produkcji definitywnie zrezygnują, że są rolnicy, którzy zaciągają kolejne kredyty i budują nowe chlewnie i są rolnicy, którzy chcą spłacić długi i potem już nie produkować żadnych świń, że są rolnicy, którzy chcą kupować prosięta z zagranicy i są rolnicy, którzy produkują świnie wyłącznie w oparciu o cykl zamknięty.

Miejmy nadzieję, że w najbliższym czasie zmienią się w Polsce tylko proporcje między poszczególnymi sposobami produkcji świń i nie dojdzie do całkowitego zaniku ich produkcji. W interesie zarówno rolników, jak i ZM oraz wszystkich tych, którzy kręcą swój biznes wokół świń. Niemożliwe? Przykładu, ze tak może się stać, nie musimy szukać aż tak daleko…         

 

 

Oprac.: ACONAR

Od kilku tygodni na FORUM na stronie internetowej www.trzoda-chlewna.com.pl trwa poważna dyskusja: Co dalej z produkcją świń w Polsce?

Odpowiedzi na pytania z TCh numer 06/2011

Od kilku tygodni na FORUM na stronie internetowej www.trzoda-chlewna.com.pl trwa poważna dyskusja: Co dalej z produkcją świń w Polsce? Podobne pytania padają także na innych forach i w mediach, wypowiadają się różni specjaliści, ale na razie nikt nie potrafi dokładnie powiedzieć, jaki scenariusz nas czeka w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Problem braku opłacalności produkcji świń jest zamknięty w bezwzględnych nożycach: z jednej strony wysokie ceny zbóż, z drugiej stosunkowo niskie ceny półtusz i niektórych elementów wieprzowych.

W tej sytuacji coraz więcej rolników i właścicieli ferm trzodowych zastanawia się:

·        czy kontynuować produkcję licząc, że albo stanieje zboże, albo wzrośnie cena skupu świń i produkcja zacznie się wreszcie opłacać,

·        czy też ograniczyć dotychczasową skalę produkcji, a może nawet całkowicie zlikwidować?

A oto wybrane fragmenty wypowiedzi Bolka, jednego z internautów na FORUM TCh, na ten temat. Można je potraktować jako jeden z interesujących głosów w trwającej dyskusji.

Bolek twierdzi: „Często można usłyszeć o potrzebie budowy nowych i dużych obiektów. Ale dopóki nikt nie wskaże konkretnych źródeł finansowania, takie plany pozostaną wyłącznie życzeniami. Z kolei integracja pionowa wymusza okresowe magazynowanie mięsa lub jego eksport (by ograniczyć straty), a na to również potrzebne są pieniądze.

Import mięsa jest w tej chwili atrakcyjny z powodu nadwyżek mięsa wieprzowego w UE, głównie na rynku niemieckim. Firmy importujące nie ponoszą większych kosztów dostarczając np. tani schab do sieci handlowych. Znacząca część importu na polski rynek to zakupy własne sieci realizowane w bieżących cenach rynkowych przy odpowiedniej dywersyfikacji dostawców. Niskie ceny mniej atrakcyjnych wyrębów wynikają z odmiennej struktury popytu i mniejszego udziału wędlin w spożyciu w krajach UE będących eksporterami mięsa wieprzowego.

Prawdopodobnie z końcem roku ZM zwiększą import, co może spowodować wzrost cen w imporcie, a w konsekwencji także w sprzedaży detalicznej. Jeśli jednak handel nie zaakceptuje wyższych cen, to ZM będą szukały spadku kosztów w obniżkach cen dla polskich hodowców. Przedsiębiorstwom, w których surowiec do produkcji wędlin będzie importowany w ok. 50%, nie pozostanie nic innego.

Jak w tej sytuacji zachowają się eksporterzy mięsa wieprzowego? Perspektywa opanowania dużego rynku w Polsce oraz zredukowania lokalnych polskich zakładów do roli odbiorców niechcianych elementów i dostawców tanich marek dla wielkich sieci handlowych, w dodatku za własne pieniądze ZM, jest interesująca zarówno dla dużych koncernów zza naszej zachodniej granicy, jak i dużych detalistów.

Rozwiązaniem problemu może być też wzrost cen detalicznych. Ale na polskim rynku dominują konsumenci o niskich i bardzo niskich dochodach i jakikolwiek wzrost cen najprawdopodobniej przełoży się na spadek popytu, bo ten jest wyrażony w pieniądzu, a nie w masie towarowej. Osoby o wyższych dochodach nie kupią proporcjonalnie więcej mięsa, aby zrekompensować spadek popytu. W tej sytuacji wzrost pogłowia świń w Polsce może okazać się zbędny, a być może potrzebna będzie redukcja.

Co jeszcze? Pośrednicy to najważniejsi dostawcy świń do ZM! Co prawda ich udział w rynku umyka statystykom, ale ceny przez nich uzyskiwane, zwłaszcza przez dużych pośredników, świadczą o ich silnej pozycji w stosunku do ZM. Prawdopodobnie od nich pochodzi ok. 50 % tuczników ubijanych w ZM na terenie Polski, skupowanych głównie w małych i średnich gospodarstwach (do 600 tuczników rocznie). Jakość tych świń jest najprawdopodobniej zbliżona do średniej mięsności na poziomie ok. 53% (między klasą E i U). Rosnące marże pośredników będą „rozrzedzały” produkcję, utrwalając jej rozdrobnienie, a także mogą być czynnikiem uniemożliwiającym odbudowę pogłowia w dłuższej perspektywie czasu. Prezes M. Duda w swoim wywiadzie daje do zrozumienia, że nie ma najmniejszego zamiaru pozbyć się pośredników! W tej sytuacji pośrednicy nie mają żadnej motywacji, aby podnieść cenę skupu świń, przynajmniej dopóki świnie są nadal produkowane w polskich gospodarstwach.

Można przyjąć, że małe i średnie gospodarstwa mają ok. 70% udziału w rynku. Ich możliwość wpływu na ceny sprzedaży świń jest praktycznie żadna. Presja importu i polityka cenowa pośredników zapewne utrwalą ceny skupu na poziomie 0,6 – 0,8 średniej ceny krajowej, nie dając tym gospodarstwom szans na dalszy rozwój.

Wielcy hodowcy to pozostałe 30% rynku. Mieszczą się tutaj zarówno obiekty należące do ZM, tucz kontraktowy, jak i „wolni strzelcy”. Ich rola jest powszechnie przeceniana. Tworzą tylko część rynku, porównywalną z importem, dając towar o lepszych parametrach i wyrównaniu od średniej krajowej, ale to i tak nie jest istotne dla ZM, do których ogromną ilość świń dostarczają pośrednicy.

Koszty produkcji wielkofermowej też nie są radykalnie niższe w porównaniu do małych i średnich gospodarstw. Wielkie fermy mają jednak nad nimi przewagę pod względem wielkości przychodu i wynikającymi z tego większymi możliwościami inwestowania.

Skutki spadku pogłowia dotrą do przetwórców dopiero pod koniec roku. Wzrośnie import, bądź przez ZM (elementy, żywiec), bądź przez duże sieci handlowe i jesienią może on wynosić nawet 50% rynku mięsa wieprzowego w Polsce. Konkurencyjny import wzmocni presję na dalsze obniżki cen skupu żywca, co przy wysokich cenach zbóż będzie prowadziło do dalszego spadku pogłowia trzody chlewnej”.

Czy sprawdzą się prognozy Bolka, dowiemy się pod koniec 2011 r. A może ktoś ma inne zdanie na temat dalszego rozwoju produkcji świń w Polsce?

 

Oprac.: ACONAR

arbocel


Młyn paszowy
Trzoda Chlewna - Ogólnopolskie czasopismo dla producentów trzody, zootechników i lekarzy weterynarii
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.