skiold

Bioasekuracja chlewni jako podstawowy element zrównoważonej produkcji trzody

Przemysław Marek
Instytut Technologiczno-Przyrodniczy
Państwowy Instytut Badawczy

Bioasekuracja chlewni jako podstawowy element zrównoważonej produkcji trzody

Bioasekuracja w chlewniach przestała być zagadnieniem teoretycznym lub elementem spełniania formalnych wymogów. W realiach stałego zagrożenia chorobami zakaźnymi, na czele z ASF, jest jednym z najważniejszych czynników decydujących o bezpieczeństwie produkcji i jej opłacalności.

Nawet najlepiej prowadzony program żywieniowy czy genetyczny nie zrekompensuje strat wynikających z wprowadzenia patogenu do stada. Skuteczna bioasekuracja nie polega jednak na pojedynczych działaniach, lecz na spójnym systemie procedur dopasowanych do konkretnego gospodarstwa. To właśnie brak konsekwencji, uproszczenia oraz rutyna są najczęstszymi przyczynami jej nieskuteczności, a nie brak wiedzy czy infrastruktury. W praktyce wiele zagrożeń wynika z codziennych decyzji organizacyjnych, które pozornie nie mają bezpośredniego wpływu na zdrowie zwierząt.

Rys. 1. Co zagraża bioasekuracji na fermach trzody chlewnej?

Czym jest bioasekuracja?

Bioasekuracja w produkcji trzody chlewnej obejmuje zespół działań organizacyjnych, technicznych i sanitarnych, których celem jest ograniczenie ryzyka wprowadzenia oraz rozprzestrzeniania się czynników chorobotwórczych w stadzie. W praktyce nie jest to zbiór oderwanych zasad, lecz system, którego skuteczność zależy od spójności i konsekwencji stosowania wszystkich elementów.

Dla potrzeb praktycznych bioasekurację dzieli się na zewnętrzną i wewnętrzną. Bioasekuracja zewnętrzna koncentruje się na ochronie stada przed patogenami pochodzącymi z zewnątrz gospodarstwa, natomiast bioasekuracja wewnętrzna ma na celu ograniczenie ich rozprzestrzeniania się w obrębie chlewni. Zaniedbania w którejkolwiek z tych sfer prowadzą do osłabienia całego systemu, nawet jeśli pozostałe elementy są wdrożone prawidłowo. Istotnym, a często niedocenianym aspektem jest jasno określona odpowiedzialność. Skuteczność procedur zależy nie tylko od infrastruktury, ale przede wszystkim od ludzi. Właściciel gospodarstwa odpowiada za organizację i egzekwowanie zasad, natomiast pracownicy za ich codzienne przestrzeganie. Brak jednoznacznych reguł, tolerowanie odstępstw oraz nieprecyzyjny podział obowiązków sprzyjają powstawaniu luk, które w praktyce stają się drogą wnikania chorób do stada. Bioasekuracja powinna być traktowana jako element zarządzania produkcją, a nie jako zestaw dodatkowych obciążeń. Tylko wtedy możliwe jest jej realne funkcjonowanie, a nie jedynie formalne istnienie w dokumentacji gospodarstwa.

Bioasekuracja zewnętrzna to ograniczenie ryzyka wprowadzenia patogenów:

  • Granice gospodarstwa i organizacja przestrzeni: Wyraźne oddzielenie terenu chlewni od otoczenia jest podstawowym warunkiem ograniczenia ryzyka epizootycznego. Brak ogrodzenia lub jego nieszczelność powodują, że wszelkie dalsze procedury tracą znaczenie. Równie istotne jest logiczne wyznaczenie stref funkcjonalnych, tak aby ruch osób i pojazdów odbywał się według ustalonego schematu, a nie doraźnych potrzeb. Chaotyczna organizacja przestrzeni sprzyja przypadkowym kontaktom i utrudnia egzekwowanie zasad.
  • Ruch osób: Człowiek pozostaje jednym z najczęstszych wektorów przenoszenia patogenów. Dotyczy to zarówno osób z zewnątrz, jak i stałych pracowników. Problemem nie jest sama obecność ludzi w chlewni, lecz brak kontroli nad ich wcześniejszym kontaktem z innymi stadami oraz nad sposobem wejścia do obiektów. Procedury dotyczące zmiany odzieży, obuwia i korzystania ze śluz sanitarnych są skuteczne tylko wtedy, gdy są bezwzględnie przestrzegane. Każde odstępstwo, nawet jednorazowe, tworzy realne ryzyko epizootyczne.
  • Pojazdy i transport: Środki transportu, zwłaszcza samochody do przewozu zwierząt oraz pasz, stanowią istotne źródło zagrożenia biologicznego. Decydujące znaczenie ma ograniczenie ich wjazdu bezpośrednio pod budynki inwentarskie oraz stosowanie skutecznej dezynfekcji. Niesprawne maty dezynfekcyjne, brak kontroli nad ich stanem lub stosowanie ich wyłącznie „na pokaz” nie spełniają swojej funkcji i dają fałszywe poczucie bezpieczeństwa.
  • Wprowadzanie zwierząt do stada: Zakup zwierząt pozostaje jednym z najbardziej ryzykownych momentów w cyklu produkcyjnym. Nawet przy zachowaniu formalnych wymogów zdrowotnych nie można wykluczyć wprowadzenia patogenów do stada. Kwarantanna powinna być traktowana jako realne narzędzie ochrony, a nie element administracyjny. Jej pomijanie lub skracanie w celu „oszczędności czasu” jest jednym z częstszych błędów o długofalowych konsekwencjach zdrowotnych.

Bioasekuracja wewnętrzna ma na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się patogenów w obrębie chlewni:

  • Organizacja pracy i przemieszczanie się personelu: Sposób organizacji codziennej pracy ma bezpośredni wpływ na zdrowotność stada. Brak ustalonej kolejności wykonywania czynności oraz swobodne przemieszczanie się pracowników między sektorami sprzyjają mechanicznemu przenoszeniu patogenów. Praca powinna być prowadzona według stałego schematu, z wyraźnym rozdzieleniem stref technologicznych i przypisaniem personelu do konkretnych obszarów. Odstępstwa od tych zasad, nawet sporadyczne, znacząco zwiększają ryzyko epizootyczne.
  • Odzież, obuwie i sprzęt wewnętrzny: Elementy te są częstym, lecz niedocenianym nośnikiem czynników chorobotwórczych. Wspólne użytkowanie odzieży, obuwia lub narzędzi w różnych sektorach chlewni prowadzi do niekontrolowanego przenoszenia patogenów. Skuteczna bioasekuracja wewnętrzna wymaga stosowania sprzętu dedykowanego do poszczególnych pomieszczeń lub jego każdorazowej dezynfekcji. Zaniedbania w tym zakresie często wynikają z pośpiechu lub rutyny, a ich konsekwencje ujawniają się dopiero po czasie.
  • Przemieszczanie zwierząt i organizacja cyklu produkcyjnego: Częste przegrupowywanie zwierząt zwiększa ryzyko szerzenia się chorób w stadzie. Mieszanie grup wiekowych lub technologicznych sprzyja transmisji patogenów i utrudnia kontrolę zdrowotną. System „all-in/all-out”, w połączeniu z ograniczeniem nieuzasadnionych przemieszczeń, pozostaje jednym z najskuteczniejszych narzędzi bioasekuracji wewnętrznej, pod warunkiem jego konsekwentnego stosowania.
  • Higiena pomieszczeń i przerwy sanitarne: Mycie i dezynfekcja pomieszczeń między kolejnymi cyklami produkcyjnymi są skuteczne tylko wtedy, gdy stanowią kompletny proces, obejmujący również odpowiedni czas kontaktu środka dezynfekcyjnego oraz okres osuszania. Skracanie przerw sanitarnych, niedokładne czyszczenie lub pomijanie poszczególnych etapów powodują, że patogeny pozostają w środowisku chlewni i stanowią stałe źródło zakażeń.
  • Zarządzanie stadem w sytuacjach problemowych: Wystąpienie objawów chorobowych wymaga szybkiej reakcji organizacyjnej. Brak izolacji zwierząt podejrzanych o zakażenie oraz opóźnione decyzje zwiększają ryzyko rozprzestrzeniania się patogenów w całym obiekcie. Bioasekuracja wewnętrzna obejmuje również umiejętność ograniczania strat w sytuacjach kryzysowych, a nie wyłącznie działania profilaktyczne.

Rys. 2. Wejście do chlewni tylko dla osób upoważnionych, w ochronnym stroju (fot. www.agriculture.com)

Zalecenia praktyczne

Optymalna lokalizacja chlewni stanowi pierwszy i jeden z najważniejszych elementów bioasekuracji. Budynki powinny znajdować się w możliwie największej odległości od lasów, zadrzewień i zbiorników wodnych, co ogranicza kontakt ze zwierzętami dzikimi i ptactwem, a tym samym zmniejsza ryzyko wprowadzenia patogenów. Ważne jest także wyższe ukształtowanie terenu oraz dobre odwodnienie, które eliminują wilgotne miejsca sprzyjające rozwojowi chorób. Kolejnym krokiem jest wyznaczenie stref czystych i brudnych oraz dróg czystych i brudnych. Teren gospodarstwa powinien być logicznie podzielony: strefy czyste obejmują obszar hodowli i pomieszczenia dla zwierząt, natomiast strefy brudne: magazyny, miejsca załadunku i drogi dojazdowe. Wyznaczenie osobnych tras dla ludzi, pojazdów i transportu zwierząt minimalizuje przypadkowy kontakt między obszarami potencjalnie skażonymi i chronionymi. Każdy ruch powinien odbywać się według ustalonego schematu: pracownicy i sprzęt przemieszczają się najpierw w strefach czystych, a następnie w strefach brudnych, nigdy odwrotnie. Ogrodzenie terenu z kontrolowanym dostępem jest również podstawowym elementem ochrony. Bramy powinny być zamykane, a teren oznakowany tablicami informacyjnymi.

Strefa buforowa przed wejściem do budynków inwentarskich pozwala ograniczyć kontakt osób z otoczeniem. Brak ogrodzenia lub jego nieszczelność znacząco obniża skuteczność wszystkich pozostałych środków bioasekuracji. Nie mniej istotne jest skuteczne zwalczanie szkodników i gryzoni. Stały program deratyzacji i dezynsekcji, zabezpieczenie paszy i magazynów przed ptakami i gryzoniami oraz kontrola otoczenia pod kątem gniazdowania szkodników zmniejszają ryzyko przenoszenia patogenów wewnątrz gospodarstwa. Wreszcie, należy zapewnić stały program szkoleń pracowników w zakresie zachowania bezpieczeństwa na fermie, prowadzić ewidencję osób wchodzących na fermę oraz jak najbardziej ograniczać liczbę osób odwiedzających obiekty.

Rys. 3. Mycie i dezynfekcja stanowisk to bardzo ważny element dla zachowania bezpieczeństwa zoohigienicznego w chlewni (fot. www.msschippers.com)

Dostępne rozwiązania techniczne

Podstawowym elementem ochrony biologicznej w chlewni jest odpowiedni ubiór ochronny pracowników. Odzież i obuwie powinny być dedykowane wyłącznie do stref hodowlanych i nieużywane poza nimi. Dotyczy to zarówno stałego personelu, jak i osób przyjezdnych, takich jak serwisanci czy weterynarze. Każde wejście do budynku powinno odbywać się przez śluzę sanitarną, w której następuje zmiana odzieży i obuwia oraz dezynfekcja rąk.

Maty dezynfekcyjne, stosowane przy wejściach do budynków oraz w strategicznych punktach dróg dojścia, są skutecznym narzędziem ograniczającym przenoszenie patogenów mechanicznie, przede wszystkim na obuwiu. Ich efektywność zależy od prawidłowego ułożenia: każda osoba musi mieć obowiązek przejścia po macie przed wejściem do strefy hodowlanej. Niezbędne jest regularne uzupełnianie środka dezynfekcyjnego oraz kontrola stanu mat, aby nie były zużyte lub zabrudzone, co znacząco zmniejsza skuteczność dezynfekcji. Maty powinny być również dobrane pod względem środka chemicznego, powinien on działać przeciwko patogenom charakterystycznym dla trzody chlewnej.

Rys. 4/4a. Brama dezynfekcyjna i maty nasączone środkiem dezynfekcyjnym ograniczają ryzyko związane z transportem (fot. www.tecpro.com.au, www.intershape.com)

Bramy dezynfekcyjne dla pojazdów transportujących zwierzęta, paszę czy sprzęt stanowią równie istotny element bioasekuracji zewnętrznej. Powinny znajdować się przy wszystkich wjazdach na teren gospodarstwa i zapewniać pełne pokrycie powierzchni pojazdu środkiem dezynfekcyjnym. Skuteczność bram zależy od zachowania odpowiedniego ciśnienia, dawki środka oraz czasu kontaktu z powierzchnią. Regularna kontrola i konserwacja urządzeń gwarantuje, że wszystkie pojazdy opuszczające i wjeżdżające na fermę są odpowiednio odkażone. Bramy dezynfekcyjne powinny być używane w połączeniu z matami i procedurami w strefach wejściowych, aby stworzyć spójny system ochrony biologicznej. Stosowane są również niecki wypełnione środkiem dezynfekcyjnym. Ważne jest, aby ich wielkość i głębokość zapewniały odkażenie całego obwodu kół pojazdów. Dodatkowo przy pomocy myjek z lancą można umyć podwozie i nadwozie, jeżeli na fermie nie zainstalowano bram przejazdowych. Sama dezynfekcja pojazdów wymaga oczywiście systematyczności i właściwej organizacji. Wszystkie pojazdy powinny przechodzić pełny proces: mycie wstępne, nanoszenie środka dezynfekcyjnego i pozostawienie go na powierzchni przez zalecany czas kontaktu. Zaniedbania, takie jak spryskiwanie wyłącznie części pojazdu lub pomijanie pojazdów przy wyjeździe z gospodarstwa, znacząco obniżają skuteczność całego systemu i stwarzają realne zagrożenie dla stada.

Podsumowanie

W dobie rosnących zagrożeń epizootycznych bioasekuracja przestała być wyborem, a stała się koniecznością. Kontrola ruchu osób i pojazdów, higiena oraz właściwa organizacja pracy znacząco zmniejszają ryzyko chorób i zapewniają ciągłość produkcji. Bioasekuracja jest także obowiązkiem wynikającym z obowiązujących przepisów prawa oraz wymogów weterynaryjnych. Choć wdrożenie pewnych zasad wiąże się z nakładami finansowymi, jest to inwestycja, która zwraca się poprzez mniejsze straty, lepsze wyniki produkcyjne i stabilność funkcjonowania fermy.

Więcej

Rolnicze zastosowania sztucznej inteligencji

Sztuczna inteligencja jest jednym z wiodących trendów technologicznych. Widać to szczególne w serwisach informacyjnych, zwłaszcza tych specjalizujących się w nowych technologiach, które co rusz przekazują kolejne doniesienia na ten temat. Obszar ten w ujęciu rolniczym nie jest obcy magazynowi „Trzoda Chlewna”, który również go poruszał na swych łamach. Mając do czynienia z technologią o tak gwałtownym rozwoju jest jednak koniecznym, aby często do niej wracać, aktualizując przy tym stan wiedzy na jej temat.

Wśród wspomnianych opracowań znalazły się „Lochy pod kontrolą: jak nowoczesna nauka i sztuczna inteligencja zmieniają oblicze hodowli trzody chlewnej” autorstwa Seweryna Michalskiego, który to tekst ukazał się w wydaniu 7-8/2025, a także artykuł „Sztuczna inteligencja w rolnictwie” opublikowany rok wcześniej. Ten ostatni tekst przybliżał historię rozwoju sztucznej inteligencji, wraz z jej rodzajami i podstawami działania. Odnośnie do zastosowań praktycznych, to te były wówczas zaprezentowane w dużej mierze w zarysie. W międzyczasie pojawiło się jednak szereg rozwiązań i inicjatyw, co pozwala już mówić w większym stopniu o konkretach.

W chowie i w hodowli

Sztuczna inteligencja, określana zazwyczaj skrótem AI (od ang. artificial intelligence) lub nieco rzadziej jako SI, przyszła w końcu w sukurs hodowcom trzody chlewnej. Przykładem jest system WeightCheck, oferowany przez firmę Big Dutchman również na polskim rynku. Określany mianem cyfrowego asystenta, WeightCheck składa się z kamer i AI obdarzonej samouczącym się algorytmem. Pozwala to określać przez cały okres tuczu średnią masę ciała tuczników w grupie 15-25 zwierząt z dokładnością do 98,5%. Według zaleceń producenta kamerę wchodzącą w skład systemu najlepiej jest umieścić nad automatami paszowymi lub poidłami. W miejscach tych zwierzęta zazwyczaj przebywają nieruchomo przez pewien czas, co pozwala na optyczną rejestrację masy ciała poszczególnych osobników. Wśród funkcji WeightCheck, które wymienia jego producent, są porównania z krzywymi referencyjnymi. Umożliwia to identyfikować odchylenia w przyroście masy ciała, dając czas na reakcję i poprawę wyników tuczu. System ten pozwala osiągnąć optymalną wagę ubojową, a także właściwie wykorzystać przedziały czasowe i wagowe wyznaczone przez ubojnie. Dzięki podawanym na bieżąco danym produkt ten może pomóc oszczędzić czas pracy, ułatwiając jednocześnie monitoring większych hodowli.

W stronę gospodarstwa bezobsługowego

Wspomniana redukcja nakładów pracy, do której dawniej przyczyniła się mechanizacja rolnictwa, a następnie jego automatyzacja i robotyzacja, niewątpliwie pogłębi się dzięki AI. Kolejnym z środków, które przyśpieszą ten proces są autonomiczne maszyny i pojazdy rolnicze. Przejawem tego są działania, które podjęła znana w tym segmencie rynku firma New Holland, wchodząca w skład CNH Industrial. W połowie 2024 r. koncern ten ogłosił podjęcie współpracy z Bluewhite, firmą doświadczoną w autonomii maszyn i rolniczych rozwiązaniach AI. Od 2017 r. Bluewhite, wykorzystując podzespoły i oprogramowanie firmy Intel, a także czujniki, kamery i GPS, pracuje nad projektem Pathfinder. Jego celem jest opracowanie autonomicznej platformy, dzięki której ciągniki i inne maszyny rolnicze będą mogły poruszać się tak, jakby były kierowane przez człowieka. Partnerstwo Bluewhite z CNH ma przy tym zwiększyć możliwości pojazdów New Holland w tym zakresie. Zgodnie z zapowiedzią, początkowo takie udoskonalenia miały obejmować ciągniki do prac w sadach, winnicach i pozostałych uprawach specjalistycznych. Sprzedawane miały być też zestawy Bluewhite dla maszyn New Holland. Choć wstępna oferta miała dotyczyć tylko Ameryki Północnej, gdzie całość jest testowana, to jednak konsorcjum planuje integrację swoich technologii i dalszą ekspansję. Stąd też docelowo pojazdy rolnicze wspomnianej marki mają mieć wbudowane technologie napędzane AI, a sprzęt ma być sprzedawany globalnie.

Rolnicze technologie AI rozwijane są też i po naszej stronie oceanu, a jednym z przykładów jest czeska Agdata służąca do zarządzania gospodarstwem. Ta cyfrowa platforma pozwala nadzorować pola, magazyny i pracowników, integrując przy tym też maszyny i czujniki. Kluczową rolę pełni w nim łącząca informatykę i telekomunikację telematyka, która zbiera, analizuje i przesyła dane. Obszar ten, za który w tym systemie odpowiada AI, ma kluczowe znaczenie przy integracji sprzętu, zwłaszcza dostarczanego przez różnych producentów. Agdata potrafi przy tym korzystać ze zdjęć satelitarnych, a także analizować parametry gleb i pozostałe dane maszynowe. Te ostatnie oznaczają dane generowane automatycznie, bez udziału człowieka, których źródłem mogą być przykładowo rozmieszczone w gospodarstwie sensory. Informacje służą do tworzenia inteligentnych map aplikacyjnych, które pozwalają optymalizować wykorzystanie posiadanych zasobów.

Teraz Polska

Projekty związane z AI rozwijane są również w Polsce, w tym także z myślą o sektorze rolnym. Przykładem tego są działające u nas start-upy, czyli młode firmy rozwijające innowacyjne produkty i usługi. Jednym z nich jest Cropler, który opracowuje kamery AI do monitorowania upraw. Celem firmy jest stworzenie systemu kontroli w czasie rzeczywistym, który pełniłby rolę cyfrowego asystenta agronoma, a mianowicie rozpoznawał etapy rozwoju roślin, identyfikował choroby oraz dostarczał dane potrzebne do skutecznych i terminowych zabiegów agrotechnicznych. W przeciwieństwie do drogich i skomplikowanych rozwiązań, takich jak drony czy sprzęt oparty na łączności satelitarnej, urządzenia Cropler określane są jako kompaktowe, przystępne i nadają się zarówno dla małych gospodarstw, jak i dużych farm.


Kamera do monitoringu upraw oferowana przez Cropler (Fot. Cropler Sp. z o.o.)

System kamer rolniczych Cropler dostarczany jest wraz z dostępem do platformy internetowej. Ułatwia ona zarządzanie, a dzięki algorytmom AI pomaga optymalizować prace polowe (Fot. Cropler Sp. z o.o.)

Rośliny sadownicze są też przedmiotem zainteresowania kolejnego start-upu, jakim jest sky crops z Gliwic. Firma ta pracuje nad zrobotyzowanymi urządzeniami, które mają monitorować uprawy w sadach. Kontrolowane mają być też warunki pogodowe i szkodniki, wraz z wykonywaniem oprysków. Również i w tym przypadku działania te mają odbywać się pod nadzorem AI.

W Polsce prowadzone są też prace nad rodzimym modelem językowym (ang. Large Language Model, LLM). W kontekście AI, model językowy można opisać jako algorytm, który został przeszkolony na ogromnych zbiorach danych tekstowych, aby rozumieć, generować i przetwarzać język naturalny. Innymi słowy, jest to program komputerowy, który potrafi „myśleć” i „rozmawiać” w sposób zbliżony do człowieka, choć toczą się dyskusje, czy faktycznie są to rozumowe działania czy tylko ich imitacja. Wspomnianym modelem jest PLLuM, przeznaczony dla sektora publicznego, jak i prywatnego, który ma oddawać złożoność języka polskiego. Wśród celów, jaki stawiają sobie jego twórcy, jest bezpieczeństwo i wolność od szkodliwych treści oraz nieprawdziwych informacji. PLLuM ma być dostępny na zasadzie otwartej licencji, w tym także w postaci chatbota, do którego można się dostać poprzez przeglądarkę internetową.

Oswoić się z AI

Obok coraz szerzej pojawiających się rozwiązań działają też programy szkoleniowe, które mają zaznajomić polskie rolnictwo z potencjałem, jaki tkwi w AI. Jednym z nich jest prowadzony w Polsce projekt AI4Agri, współfinansowany przez UE w ramach programu Erasmus+. Jednym z głównych celów AI4Agri jest opracowanie szkolenia zawodowego, a także udostępnienia narzędzi oraz metod sztucznej inteligencji małym przedsiębiorcom i pracownikom rolnym. Konsorcjum AI4Agri pracuje też nad zaleceniami w zakresie polityki, czemu służyć mają podejmowane konsultacje, które odbywają się również z udziałem rolników.

W obszarze tym aktywne są też inne podmioty, w tym choćby Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR). Na początku tego roku zorganizowała ona seminarium szkoleniowe dla przedstawicieli Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Jego zakres obejmował najnowsze rozwiązania i trendy technologiczne, które mogą zrewolucjonizować krajowe rolnictwo. Wśród podjętych tematów znalazły się drony, systemy precyzyjnego nawożenia oraz uczenie maszynowe i sztuczna inteligencja. W tym ostatnim obszarze znalazły się m.in. takie zagadnienia jak AI w podejmowaniu decyzji w oparciu o dane na temat pogody, gleby i stanu upraw, monitorowanie zwierząt oraz upraw czy też AI w automatyzacji, pozwalająca maszynom i robotom na wykonywanie prac rolnych z minimalnym udziałem człowieka. PIGMiUR opublikowała materiały szkoleniowe z tego seminarium w swym serwisie internetowym.


Zapewne warto też samodzielnie zaznajomić się z AI, zaczynając przygodę z którymś z chatbotów, nawet w jego bezpłatnej wersji. Oprócz opisanego wyżej PLLuM-a, należy wspomnieć o aktualnym liderze światowej popularności, jakim jest ChatGPT. Rozwijany przez OpenAI, w sierpniu tego roku doczekał się on nowej odsłony swego modelu językowego w postaci GPT-5. Wśród jego licznej konkurencji jest choćby Google Gemini, Microsoft Copilot, Claude od Anthropic, a także Perplexity.ai, Jasper Chat czy też Grok, stworzony przez xAI.

PLLuM Chat, interfejs graficzny rozwijanego w Polsce modelu językowego PLLuM

Wiele firm wdraża też własne chatboty, które mają usprawnić procesy wewnętrzne lub ułatwić obsługę klienta. Z chatbotów, w toku prowadzonych z nimi wirtualnych rozmów, można korzystać w celu wyszukiwania i weryfikowania informacji, również tych branżowych. Można też nawet zastąpić nimi tradycyjne wyszukiwarki, a przynajmniej pokusić się o porównanie wyników wyszukań, jakie dostarczają te grupy narzędzi. Spróbować też można obsadzić któregoś z chatbotów w roli osobistego asystenta, który przejmie część biurowych obowiązków. Redagowanie e-maili, dokonywanie tłumaczeń, prowadzenie korespondencji z kontrahentami, a nawet sporządzanie harmonogramu pracy lub opracowanie umowy, to przykładowe zadania, w których może się on sprawdzić.


Przykładowa rozmowa z Grokiem na tematy branżowe

Obecnie pojawiają się opinie, iż umiejętność pracy ze sztuczną inteligencją będzie wkrótce równie istotna jak niegdyś obsługa komputera lub korzystanie z Internetu. Dlatego też ci, którzy szybciej zdobędą biegłość w posługiwaniu się AI, będą mieli szansę uzyskać przewagę rynkową. Niezbędny w tym celu jest transfer wiedzy, w tym w postaci szkoleń branżowych i fachowych opracowań, a także chęć samokształcenia w tym obszarze. Od strony praktycznej godna odnotowania jest coraz bogatsza oferta rozwiązań AI, a także fakt rozwijania ich w Polsce.

Leopold Tupalski

Więcej

Prawidłowe przechowywanie gnojowicy

Przemysław Marek
Instytut Technologiczno-Przyrodniczy
Państwowy Instytut Badawczy

Prawidłowe przechowywanie gnojowicy

Prawidłowe przechowywanie gnojowicy w chowie trzody chlewnej to obowiązek prawny i techniczne wyzwanie, które bezpośrednio wpływa na efektywność nawożenia, bilans azotu w gospodarstwie oraz poziom emisji gazów cieplarnianych, amoniaku i odorów. W artykule przedstawiono obowiązujące standardy, typy zbiorników w zależności od konstrukcji i materiału, a także znaczenie urządzeń wspomagających obsługę gnojowicy.

Niewłaściwe przechowywanie gnojowicy prowadzi do strat składników mineralnych, szkodliwej emisji gazów oraz ryzyka skażenia wód gruntowych i powierzchniowych. Utrata azotu w formie amoniaku (NH3) oznacza spadek wartości nawozowej gnojowicy, co bezpośrednio przekłada się na wyższe koszty nawożenia uzupełniającego. Przy braku przykrycia i mieszania dochodzi również do rozwarstwiania zawartości zbiornika, co utrudnia aplikację i zwiększa ryzyko nierównomiernego nawożenia pól. Bardzo istotne są też względy środowiskowe. Gnojowica przechowywana w nieszczelnych zbiornikach staje się jednym z głównych źródeł emisji amoniaku oraz gazów o wysokim potencjale cieplarnianym. Dodatkowo, przesiąkanie gnojowicy do gruntu może prowadzić do nadmiernego wzbogacania wód w związki azotu i fosforu, co przyczynia się do eutrofizacji zbiorników wodnych oraz ich skażenia niebezpiecznymi patogenami. Z ekonomicznego punktu widzenia to nie tylko koszt nawozów mineralnych, ale także potencjalne kary administracyjne, utrata dopłat obszarowych i zwiększone ryzyko konieczności modernizacji infrastruktury pod presją kontroli. Dlatego prawidłowe magazynowanie to nie tylko obowiązek, to sposób na ograniczenie strat i optymalizację produkcji.

Regulacje prawne

Problem przechowywania gnojowicy w pewnym sensie komplikują przepisy prawne, które ujęte zostały w różnych dokumentach. Ich znajomość jest jednak konieczna dla prawidłowego zagospodarowania nawozów naturalnych. W poniższym zestawieniu przedstawiono podstawowe informacje związane z obowiązującymi regulacjami prawnymi.

Program azotanowy: Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 31 stycznia 2023 r. w sprawie „Programu działań mających na celu zmniejszenie zanieczyszczenia wód azotanami pochodzącymi ze źródeł rolniczych oraz zapobieganie dalszemu zanieczyszczeniu”. To podstawowy dokument określający:

  • szczelność i przykrycie zbiorników,
  • minimalną pojemność,
  • zakaz stosowania otwartych zbiorników/lagun,
  • dopuszczalne rodzaje pokryw,
  • odległości od obiektów i granic,
  • terminy dostosowania infrastruktury w zależności od lokalizacji i skali gospodarstwa.

Prawo wodne: Ustawa z dnia 20 lipca 2017 r. – Prawo wodne (Dz.U. 2023 poz. 1478). Istotne w kontekście:

  • ochrony wód gruntowych i powierzchniowych,
  • lokalizacji zbiorników na gnojowicę względem cieków i ujęć wody,
  • wymagań w zakresie dokumentacji (np. pozwolenia wodnoprawnego w strefach ochronnych).
  • W przypadku zbiorników zlokalizowanych w pobliżu zbiorników wodnych lub w obrębie OSN (obszarów szczególnie narażonych) obowiązują znacznie ostrzejsze wymogi lokalizacyjne i konstrukcyjne.

Prawo budowlane: Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 13 stycznia 2023 r. w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budowle rolnicze i ich usytuowanie. Dz.U. 2023 poz. 297. Określa:

  • wymagania techniczne dotyczące budowli rolniczych oraz ich lokalizacji, w tym płyt do składowania obornika, zamkniętych zbiorników na płynne odchody zwierzęce oraz innych budowli związanych z rolnictwem i przechowalnictwem produktów rolnych.
  • warunki pozwolenia na budowę zbiorników większych lub zespolonych,
  • wymagania co do dokumentacji technicznej, projektu, konstrukcji, nadzoru budowlanego,
  • zbiorniki wbudowane w infrastrukturę chlewni mogą być też traktowane jako jej część.

Ustawa o nawozach i nawożeniu: Ustawa z dnia 10 lipca 2007 r. o nawozach i nawożeniu (Dz.U. z 2022 r., poz. 2364) z późniejszymi zmianami. Wpływa również na:

  • warunki techniczne przechowywania nawozów naturalnych płynnych,
  • obowiązek zapewnienia takiego magazynowania, aby nie doszło do wycieku ani skażenia środowiska,
  • kontrolę i sankcje w zakresie przechowywania.

Dodatkowo ważnym dokumentem jest kodeks dobrych praktyk rolniczych, zawierający zalecenia, nie prawo. Niemniej jest on brany pod uwagę w przypadku ewentualnych kontroli.

Wymagania wobec zbiorników na gnojowicę

Z wspomnianych wcześniej regulacji wynika jasno, że przechowywanie gnojowicy w gospodarstwach utrzymujących trzodę chlewną wymaga spełnienia określonych warunków technicznych i środowiskowych. Podstawowym wymogiem jest szczelność zbiorników, które muszą skutecznie zapobiegać przedostawaniu się gnojowicy do gleby i wód gruntowych. Materiały użyte do konstrukcji zbiorników powinny być odporne na agresywne działanie związków zawartych w gnojowicy, takich jak siarkowodór czy amoniak. W przypadku zbiorników betonowych konieczne jest odpowiednie uszczelnienie i impregnacja, natomiast zbiorniki stalowe wymagają powłok antykorozyjnych chroniących przed uszkodzeniami mechanicznymi i późniejszym rdzewieniem. Kolejnym istotnym elementem jest pokrycie zbiorników – powinny one być wyposażone w pokrywę stałą lub pływającą, która ogranicza emisję amoniaku oraz nieprzyjemnych zapachów, a także zapobiega przedostawaniu się wód opadowych do wnętrza zbiornika.

Wymagana pojemność zbiorników musi umożliwiać magazynowanie gnojowicy przez okres co najmniej 6 miesięcy, co pozwala na efektywne gromadzenie nawozu w okresach, kiedy jego aplikacja na pola jest zabroniona, na przykład w okresie zimowym lub przy nadmiernej wilgotności gleby. W przypadku gospodarstw korzystających z technologii ograniczających emisję, jak biogazownie, dopuszcza się możliwość stosowania mniejszych pojemności zbiorników zgodnie z decyzjami administracyjnymi.

Istotne są również wymogi dotyczące lokalizacji zbiorników. Powinny one być usytuowane w odpowiedniej odległości od budynków mieszkalnych, granic działek, dróg oraz zbiorników wodnych, zwykle od 4 do 15-30 m, w zależności od typu zbiornika i rodzaju zastosowanego przykrycia. Zabronione jest ustawianie zbiorników na terenach zagrożonych podtopieniami lub na gruntach o wysokiej przepuszczalności bez dodatkowych zabezpieczeń.

Dla zapewnienia prawidłowej eksploatacji zbiorniki powinny być wyposażone w systemy zabezpieczające przed przepełnieniem, takie jak czujniki poziomu czy zawory przelewowe. Niezbędne jest również regularne monitorowanie szczelności oraz kontrola stanu technicznego konstrukcji. W przypadku dużych zbiorników wskazane jest zastosowanie urządzeń wspomagających, takich jak mieszadła i pompy, które umożliwiają skuteczne homogenizowanie zawartości i sprawne opróżnianie zbiorników.

Rodzaje zbiorników na gnojowicę

W chowie trzody chlewnej ważnym elementem jest bezpieczne i wydajne magazynowanie gnojowicy, dlatego wybór właściwego zbiornika ma istotne znaczenie. Zbiorniki różnią się przede wszystkim materiałem wykonania oraz konstrukcją, co wpływa na ich trwałość, szczelność, koszty i praktyczność użytkowania.

Zbiorniki betonowe

Beton i żelbeton to trwałe materiały, pozwalające na wykonanie zarówno naziemnych, jak i podziemnych zbiorników. Ich największą zaletą jest wytrzymałość mechaniczna i możliwość magazynowania bardzo dużych ilości gnojowicy, sięgających kilku tysięcy metrów sześciennych. Są to rozwiązania służące przez bardzo długi czas, jednak wymagają starannego wykonania oraz odpowiedniej izolacji, by zapobiec przeciekom i degradacji środowiska. Wadą jest wysoki koszt budowy i długi czas realizacji inwestycji. Ponadto w długim okresie użytkowania mogą pojawić się mikropęknięcia, które przy braku kontroli prowadzą do zanieczyszczenia gleby i wód gruntowych.

Rys. Zbiorniki z betonu wymagają dokładnego uszczelnienia (fot. www.moore-concrete.com)

Zbiorniki stalowe

Często spotykane są również naziemne zbiorniki wykonane ze stali nierdzewnej, także z betonowym dnem dla zwiększenia stabilności. Charakteryzują się dużą wytrzymałością i możliwością magazynowania znacznych ilości gnojowicy – od kilkudziesięciu do kilku tysięcy metrów sześciennych. Stal to materiał, który jest w pełni poddawany recyklingowi, co pozytywnie wpływa na aspekty ekologiczne. Wadą jest jednak wysoki koszt inwestycji oraz konieczność uzyskania pozwoleń budowlanych przy większych pojemnościach. Zbiorniki te są na stałe zakotwiczone, raczej wyklucza się możliwość ich przeniesienia.

Rys. Zbiornik na gnojowicę wykonany ze stali oferują bardzo duże pojemności (fot. galvanizeit.org)

Elastyczne zbiorniki z tworzywa

Wykonane z wysokiej jakości wzmocnionych tkanin syntetycznych elastyczne zbiorniki cechują się dużą mobilnością i szybkim montażem. Wymagają jedynie płaskiego podłoża i mogą być łatwo zdemontowane oraz przeniesione, co jest szczególnie korzystne podczas modernizacji gospodarstwa. Koszt takiego zbiornika jest znacząco niższy niż zbiorników stalowych czy betonowych, a ich żywotność wynosi co najmniej kilkanaście lat. Do wad należą niższa odporność na uszkodzenia mechaniczne oraz ograniczona wysokość zbiornika, co wpływa na powierzchnię zajmowaną przez instalację. Dostępne są wersje o pojemności do nawet kilku tysięcy m3.

Rys. Elastyczny zbiornik na gnojowicę EXFLO to wygodna w użytkowaniu alternatywa względem zbiorników stacjonarnych (fot.exflo.pl)

Zbiorniki z tworzyw sztucznych i kompozytów

Coraz częściej stosowane są również zbiorniki wykonane z polietylenu, laminatów poliestrowo-szklanych lub innych materiałów kompozytowych, które oferują wysoką wytrzymałość porównywalną z betonem przy znacznie niższej masie. Ułatwia to transport i montaż, eliminując potrzebę stosowania ciężkiego sprzętu. Wady tego rozwiązania to mniejsza dostępność pojemności oraz wyższe koszty w porównaniu do wersji elastycznych. Zbiorniki z tworzyw są też bardziej narażone na mechaniczne uszkodzenia i przypadkowe pęknięcia.

Laguny i zbiorniki otwarte

Tradycyjne laguny ziemne bez szczelnej izolacji są obecnie wycofywane ze względu na wysokie ryzyko przenikania zanieczyszczeń do gleby i wód gruntowych oraz dużą emisję gazów i zapachów. W krajach objętych restrykcyjnymi przepisami środowiskowymi ich stosowanie jest niedozwolone. Istnieją jednak nowoczesne rozwiązania typu laguna wyposażone w szczelne folie lub/i betonowe ścianki, co ogranicza negatywny wpływ na środowisko, jednak wciąż nie są rozwiązaniem optymalnym w porównaniu do zbiorników zamkniętych. Dlatego wg obowiązujących przepisów laguny również powinny być przykrywane pokrywami stałymi lub pływającymi.

Rys. Laguny na gnojowicę wymagają odpowiednio przygotowanego podłoża, wyłożonego nieprzepuszczalną, grubą folią (fot. www.farmergy.co.uk)

Dodatkowe wyposażenie zbiorników na gnojowicę

Dodatkowe wyposażenie zbiorników na gnojowicę znacząco wpływa na efektywność i bezpieczeństwo przechowywania oraz transportu tego rodzaju nawozu. Podstawowym elementem są pompy, które umożliwiają sprawne tłoczenie gnojowicy ze zbiornika do miejsca aplikacji lub dalszego przetwarzania. W praktyce najczęściej stosuje się pompy śrubowe, tłokowe, pionowe, suche lub zanurzeniowe, które dzięki swojej konstrukcji są odporne na zanieczyszczenia oraz potrafią przepompować ciecz o dużej zawartości cząstek stałych. Kolejnym istotnym elementem są mieszadła instalowane bezpośrednio w zbiornikach. Ich zadaniem jest zapobieganie osadzaniu się stałych frakcji na dnie i utrzymanie jednorodnej konsystencji gnojowicy, co zwiększa wydajność pomp i zapobiega zatykaniu przewodów. Mieszadła mogą być napędzane elektrycznie, hydraulicznie lub pneumatycznie, a ich dobór zależy od wielkości i konstrukcji zbiornika.

Koniecznym elementem wyposażenia są także pokrywy zbiorników. Ich zadaniem jest ograniczenie emisji nieprzyjemnych zapachów oraz gazów cieplarnianych, a także ochrona gnojowicy przed wpływem warunków atmosferycznych i nadmiernym odparowaniem. Pokrywy mogą mieć formę stałą lub ruchomą, a ich zastosowanie jest szczególnie ważne w kontekście wymogów ochrony środowiska. Muszą także zapewniać wymagany poziom bezpieczeństwa. Dodatkowe wyposażenie to również wizjery, odpowietrzniki itd.

W nowoczesnych systemach coraz częściej stosuje się również systemy monitoringu, które za pomocą czujników poziomu cieczy, temperatury czy parametrów jakościowych umożliwiają bieżącą kontrolę stanu magazynowania. Pozwala to na optymalne zarządzanie gnojowicą, zapobieganie przepełnieniom oraz awariom, co przekłada się na bezpieczeństwo środowiskowe i ekonomiczne.

Jaką pompę zastosować?

Pompy do gnojowicy można podzielić na dwie główne grupy w zależności od ich usytuowania względem cieczy:

  • Pompy zanurzeniowe (zatapialne) – montowane są bezpośrednio w zbiorniku z gnojowicą. Dzięki temu nie wymagają systemu zasysania, co minimalizuje ryzyko zapowietrzenia. Pompy te są kompaktowe i mogą jednocześnie mieszać zawartość zbiornika. Ich największą zaletą jest prostota instalacji i efektywna praca nawet przy bardzo gęstej gnojowicy. Wadą jest utrudniony dostęp serwisowy oraz konieczność stosowania materiałów odpornych na korozję i ścieranie.
  • Pompy pionowe suche (naziemne, kolumnowe) – montowane są pionowo nad zbiornikiem. Ich elementy robocze (wirnik, ślimak, tłok) są zanurzone w cieczy, natomiast silnik i układ napędowy znajdują się na powierzchni, zwykle na specjalnej ramie nad zbiornikiem. Dzięki temu dostęp do silnika i przekładni jest łatwy, co ułatwia serwisowanie. Pompy te są odporne na pracę w trudnych warunkach, nie wymagają zalewania przed uruchomieniem i dobrze radzą sobie z gęstą, niejednorodną gnojowicą. Ich wadą może być większa wysokość całkowita i potrzeba odpowiedniego podestu lub wieży montażowej.

Rodzaje pomp do gnojowicy według zasady działania:

  • Pompy śrubowe (ślimakowe) działają na zasadzie obrotu stalowego rotora (śruby) w okrągłym w przekroju cylindrze. Umożliwiają one płynne i równomierne przemieszczanie gnojowicy o dużej lepkości i zawartości cząstek stałych. Charakteryzują się cichą pracą i precyzyjnym dozowaniem, co czyni je idealnymi do aplikacji nawozu w systemach rurowych. Wadą jest wrażliwość na pracę „na sucho” oraz stosunkowo wysoki koszt eksploatacji.
  • Pompy wirowe (odśrodkowe) wykorzystują obracający się wirnik do nadawania cieczy energii kinetycznej. Są skuteczne przy przetłaczaniu cieczy o niższej zawartości ciał stałych na większe odległości. Dzięki prostej konstrukcji są łatwe w konserwacji i relatywnie tanie. Jednak przy gęstszej gnojowicy mogą się zapychać i wymagają filtracji wstępnej.
  • Pompy tłokowe to konstrukcje przeznaczone do pracy z bardzo gęstą gnojowicą, gdzie konieczne jest uzyskanie wysokiego ciśnienia tłoczenia. Działają poprzez mechaniczne przemieszczanie cieczy za pomocą tłoka poruszającego się w cylindrze. Stosowane są najczęściej w dużych gospodarstwach lub biogazowniach. Pompy tłokowe są wydajne i odporne, lecz drogie i wymagające regularnej konserwacji.
  • Pompy membranowe wykorzystują elastyczną membranę, która zasysa i wypycha ciecz w wyniku jej cyklicznego odkształcania. Są bardzo szczelne i odporne na chemiczne działanie gnojowicy. Sprawdzają się przy cieczach zawierających agresywne dodatki (np. fermentacyjne w biogazowniach). Ich wadą jest niższa wydajność oraz ograniczona żywotność membrany.
  • Pompy z mieszadłem (agregaty mieszająco-pompujące), urządzenia łączące funkcje pompy i mieszadła, idealne do zbiorników, gdzie gnojowica ma tendencję do rozwarstwiania. Mieszadło wstępnie homogenizuje zawartość zbiornika, co ułatwia jej pompowanie. Tego typu pompy występują zarówno w wersji zanurzeniowej, jak i naziemnej, często z napędem spalinowym. Choć są droższe i bardziej energochłonne, znacznie poprawiają efektywność zarządzania gnojowicą.

Rys. Pompa zanurzeniowa, zatapialna z rozdrabniaczem (fot.hydromet.net.pl)

Ważne jest też mieszadło

Efektywne mieszanie gnojowicy jest ważne zarówno dla łatwego pompowania, jak i dalszego wykorzystania nawozu w gospodarstwie. Dobrze dobrane pozwala szybko rozdrobnić i ujednorodnić zawiesinę, zapobiegając jej rozwarstwieniu. Wybór konkretnego typu powinien być dostosowany do rodzaju zbiornika, jego lokalizacji oraz warunków panujących na fermie. Wśród dostępnych konstrukcji wyróżnia się przede wszystkim trzy główne typy mieszadeł:

  • Mieszadła pionowe – przydatne tam, gdzie dostęp do zbiorników jest ograniczony, np. przez wąskie włazy czy ciasne przestrzenie technologiczne. Sprawdzają się szczególnie dobrze w prostych instalacjach lub tam, gdzie nie jest wymagana bardzo duża moc napędowa. To również rozwiązanie dla zbiorników, które znajdują się pod powierzchnią gruntu lub w trudno dostępnych lokalizacjach.
  • Mieszadła zanurzeniowe – polecane do głównych i pośrednich zbiorników, zapewniają efektywność pracy w pełnym zanurzeniu. Często są wykorzystywane w otwartych lagunach i dużych zbiornikach, gdzie niezbędne jest intensywne wymieszanie dużej objętości cieczy.
  • Mieszadła zanurzeniowe z ruchem slalomowym – doskonałe do chlewni rusztowych, gdzie kanały znajdują się bezpośrednio pod zwierzętami. Ich konstrukcja umożliwia dokładne mieszanie w ciasnych przestrzeniach między rusztami oraz w długich ciągach technologicznych.

W zależności od zapotrzebowania mieszadła oferowane są z napędem z wałka odbioru mocy (WOM) traktora, do pracy w lagunach i zewnętrznych zbiornikach, a także mieszadła z własnym silnikiem elektrycznym, przeznaczone m.in. do zastosowania w kanałach podrusztowych i zamkniętych zbiornikach fermentacyjnych. Jednym z najważniejszych czynników przy wyborze mieszadła jest jego moc. To ona decyduje o wydajności urządzenia, średnicy wirnika oraz możliwości efektywnego wymieszania nawet gęstej, zasiedziałej gnojowicy. Dostępne modele mieszadeł oferują typowe moce w zakresie od 7,5 do 18,5 kW. Warto też zwrócić uwagę na typ ścielenia, obecność słomy czy innych materiałów włóknistych, co może wymagać mieszadła o większej mocy i lepszych właściwościach tnących. Ze względu na agresywne środowisko, w którym pracują mieszadła bardzo ważna jest ich odporność na wilgoć, amoniak oraz działanie substancji chemicznych obecnych w gnojowicy. Warto wybierać urządzenia wykonane z ocynkowanej stali węglowej lub stali nierdzewnej, które gwarantują odporność na korozję i dłuższą trwałość.

Rys. Mieszadło do gnojowicy zamontowane na ładowarce teleskopowej (fot. www.berutex.com)

Podsumowanie

Właściwe przechowywanie gnojowicy w chowie trzody chlewnej ma duże znaczenie zarówno dla ochrony środowiska, jak i efektywności gospodarstwa. Przepisy prawne nakładają obowiązek stosowania szczelnych i odpowiednio zabezpieczonych zbiorników, dostosowanych do wielkości produkcji i cyklu nawożenia. W zależności od potrzeb i możliwości technicznych rolnicy mogą wybierać spośród zbiorników betonowych, stalowych, z tworzyw sztucznych, elastycznych oraz lagun z odpowiednią izolacją. Wspomagające urządzenia, takie jak pompy i mieszadła, umożliwiają sprawne zarządzanie gnojowicą i utrzymanie jej jednorodnej struktury. Skuteczny system przechowywania ogranicza straty azotu, minimalizuje emisję odorów i zmniejsza ryzyko zanieczyszczenia wód gruntowych, co przekłada się na zgodność z przepisami i korzyści ekonomiczne.

Więcej

Od zasad do zachowań: nowoczesne podejście do bioasekuracji w produkcji trzody chlewnej

Karolina Krasicka
K2 Agro

Od zasad do zachowań: nowoczesne podejście do bioasekuracji w produkcji trzody chlewnej

Na podstawie wystąpień Jeroena Dewulfa (Uniwersytet w Gandawie), Paniz Hosseini (Uniwersytet Cambridge) oraz Cortney Price (FAO) podczas webinarium Europejskiej Komisji ds. Kontroli Pryszczycy (maj 2025)

O bioasekuracji mówi się dziś wszędzie i w każdym kontekście. Doskonale znamy jej zasady, inwestujemy w nowoczesne systemy i rozwiązania… A jednak w codziennej pracy jej przestrzeganie okazuje się trudne, a czasem bywa jedynie formalnością zapisaną na papierze. Skąd bierze się ten problem? Jak podtrzymać motywację zarówno u właścicieli gospodarstw, jak i pracowników?

Po kilku intensywnych latach wdrażania bioasekuracji w stadach trzody chlewnej pojawiają się pierwsze podsumowania i wnioski ze strony naukowców. Są one nie tylko ciekawe, ale przede wszystkim bardzo prawdziwe – i warte refleksji.

Wprowadzenie: Bioasekuracja XXI wieku

W obliczu narastających zagrożeń epizootycznych, zmieniającego się klimatu i globalizacji sektora rolno-spożywczego, tradycyjne podejścia do bioasekuracji wymagają aktualizacji. Dziś coraz wyraźniej widać, że skuteczność ochrony biologicznej nie zależy wyłącznie od procedur i technologii, ale przede wszystkim od ludzi. To zachowania, motywacje i percepcja ryzyka decydują o tym, czy nawet najlepsze systemy zadziałają w praktyce. Bioasekuracja w XXI wieku musi więc łączyć naukę, technologię i psychologię zachowań.

1. Bioasekuracja jako strategia systemowa – Jeroen Dewulf (Uniwersytet w Gandawie)

Profesor Jeroen Dewulf, wybitny epidemiolog i ekspert ds. zdrowia zwierząt, zaprezentował model profilaktyki oparty na danych i podejściu systemowym. Według niego, jednym z kluczowych błędów popełnianych przez gospodarstwa jest traktowanie bioasekuracji jako zbioru pojedynczych działań, a nie jako spójnej strategii.

Dewulf wskazał, że skuteczne systemy powinny opierać się na:

  • zasadzie „złotego pierścienia”: budowaniu warstwowego systemu ochrony (zewnętrzna granica, strefa buforowa, strefa czysta),
  • stałym monitoringu i reagowaniu na anomalie,
  • regularnych audytach i szkoleniach,
  • prostych, zrozumiałych instrukcjach obsługi bioasekuracji dla każdego członka zespołu,
  • eliminacji „luk behawioralnych”, czyli momentów, w których człowiek staje się najsłabszym ogniwem.

Jego przesłanie jest jasne: bez standardów i danych nie da się zarządzać ryzykiem skutecznie.

2. Bioasekuracja jako zachowanie – Paniz Hosseini (Uniwersytet Cambridge)

Dr Paniz Hosseini skoncentrowała się na psychologicznych i społecznych aspektach zachowań bioasekuracyjnych. Jej badania terenowe i analizy z wykorzystaniem wywiadów pogłębionych pokazują, że wiele naruszeń zasad nie wynika ze złej woli czy lekceważenia, ale z braku zrozumienia ryzyka, niejasnych komunikatów i braku poczucia współodpowiedzialności.

Wnioski z jej badań są kluczowe:

  • pracownicy ferm postrzegają ryzyko inaczej niż eksperci – kierują się osobistymi doświadczeniami i emocjami,
  • liderzy (np. kierownicy produkcji) mają ogromny wpływ na kształtowanie kultury bioasekuracyjnej,
  • zasady działają tylko wtedy, gdy są jasno komunikowane, regularnie przypominane i łączone z realnymi konsekwencjami,
  • największym ryzykiem jest przekonanie, że „nas to nie dotyczy”.

Zamiast edukacji opartej na strachu, Hosseini proponuje komunikację opartą na budowaniu tożsamości zawodowej i wartościach: odpowiedzialności, profesjonalizmu i troski o zwierzęta.

3. Od zasad do zmiany nawyków – Cortney Price (FAO)

Ekspert FAO ds. innowacji, Cortney Price, zaprezentował podejście zaczerpnięte z nauk behawioralnych, które coraz częściej stosuje się w zdrowiu publicznym, psychologii decyzji i marketingu społecznym. Jego główna teza: to nie ludzie powinni dostosowywać się do zasad, ale zasady powinny być projektowane tak, by pasowały do ludzi.

Jak to osiągnąć?

  • poprzez projektowanie środowiska decyzyjnego: np. czytelne oznaczenia stref, wizualne przypomnienia, kolorowe tablice,
  • przez upraszczanie procedur: im mniej kroków, tym większa szansa, że zostaną wykonane,
  • poprzez angażowanie emocji i empatii: pokazanie realnych skutków zaniechań, np. choroba zwierzęcia, utrata dochodu,
  • przez wzmocnienie pozytywne, a nie karanie: np. wyróżnienia za wzorowe przestrzeganie zasad, systemy „gamifikacji”.

Price podkreśla, że największym wrogiem skutecznej bioasekuracji jest nie zła wola, ale… zapomnienie, zmęczenie i rutyna. Dlatego bioasekuracja musi być widoczna, odczuwalna i wpisana w codzienny rytuał.

Wnioski: Co dalej?

Wystąpienia trzech ekspertów pokazują spójny obraz: skuteczna bioasekuracja to system zarządzania zachowaniami. Dane, standardy i technologie są niezbędne, ale to człowiek – jego nawyki, przekonania i kultura pracy – stanowi fundament bezpieczeństwa biologicznego.

Polska hodowla trzody znajduje się obecnie w punkcie zwrotnym. Wysokie wymagania eksportowe, zagrożenia epizootyczne (ASF, PRRS, PED) i coraz większe oczekiwania społeczne sprawiają, że bioasekuracja musi wejść na nowy poziom.

Co możemy zrobić już dziś?

  • zredefiniować szkolenia: mniej teorii, więcej praktyki i symulacji,
  • wspierać liderów zmian w gospodarstwach,
  • korzystać z wiedzy nauk behawioralnych,
  • projektować strategie oparte na danych i ludzkiej naturze.

Podsumowanie: Bioasekuracja jako kultura, nie kontrola

Współczesna bioasekuracja to nie kontrola, lecz kultura pracy. To nie zbór zakazów, lecz system codziennych wyborów. I choć nie jest to łatwa droga, to jest to droga konieczna.

Twórzmy środowiska, w których ludzie chcą przestrzegać zasad, bo je rozumieją i się z nimi utożsamiają. Bo wtedy bioasekuracja przestaje być wymogiem, a staje się wartością.

Więcej

Co nas nie zabije, to nas wzmocni?

Jest takie powiedzenie, choć ma też inną, przeciwstawną wersję: „co nas nie zabije, to zmutuje i później nas zabije”, czyli co ma wisieć, nie utonie i tak się wydarzy. Ale lepiej skończyć z tymi powiedzeniami, bo mogą być niewygodne. Kiedyś jeden policjant powiedział mi, że pewien biedak powiesił się na gałęzi nad rzeką i zaraz potem gałąź pękła, ciało nieszczęśnika wpadko do wody, a on się utopił. Zatem zadał kłam powyższemu stwierdzeniu.

Wszyscy doświadczyliśmy niefortunnych zdarzeń na fermie, dziwnych i świadczących o naszym nieprzygotowaniu do naszej pracy (blamażu). Czasem porażki można było przekuć w sukces, a czasem nic nie dało się z nimi zrobić. Ważne, ile osób to widziało lub się o nich dowiedziało? Jeśli nikt, to nie było żadnego problemu, a jeśli wielu i nie można na nikogo zrzucić odpowiedzialności, to wtedy: „Houston, mamy problem”.

Martwa świnia, czyli nie igraj z ferajną

Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Ty chcesz dobrze, a wyszło źle.

Pewnego dnia na amerykańskiej fermie męczyłem się z martwą lochą. Po pierwsze nie zauważyłem jej na czas, bo jej ciało ułożone było tak, jakby spała. Wykryłem ją dopiero aż dwa dni później. Ze względu na rozmiary i barwę skóry nie dało się jej dłużej ignorować. Teraz każdy ślepy by ją zobaczył. Powiedziałem moim czarnoskórym kamratom, że mam zdechłą świnię i trzeba ją wyciągnąć z kojca pojedynczego na zewnątrz budynku. Takie czynności wykonuje się na koniec dnia, ale już od rana pytali się nieustannie jak jest duża? Odpowiadałem dyplomatycznie, że trochę większa niż normalnie, ale cool, damy sobie radę. Nie chciałem chłopów od razu załamywać. Wreszcie na koniec dnia poszli ze mną ją wyciągać, ale pech chciał, że zepsuło się urządzenie do wyciągania martwych świń. Trzeba było zrobić to ręcznie i ciągnąć za pomocą własnych mięśni. Drogę polewaliśmy wodą, żeby zmniejszyć tarcie wielkiego ciała o podłoże, ale było tak napuchnięte i wielkie, ciężkie jak tona kamieni, że niewiele to pomagało. Sztywne już ciało zahaczało się o wszystko, co było w jego zasięgu. Mordęga była nieprzeciętna. Czterech chłopów pracowało przy tym przez godzinę. Spocili się, stękali jak parowozy, gnaty ich bolały, a jednemu coś w krzyżu strzeliło. Pomstowali więc tak, że zrobiło się niemiło, a do mnie mówili ze złością, że ta biedna świnia zdechła już dawno i następnym razem sam będę ją sobie wyciągał.

Na koniec dnia poszli zadowoleni i umordowani pod prysznic i relaksowali się w cieplutkiej wodzie. Wszedłem wtedy do łazienki i specjalnie krzyczałem do nich, że mam kolejną zdechłą świnię! Na reakcję długo nie czekałem. Odchyliła się kurtyna i wielki Derrik syknął „Damn it Pete! Shut up. No way… no more deaths” (Cholera, zamknij się, żadnych zdechłych świń). Potem ja wszedłem pod prysznic i zacząłem nucić sobie piosenkę z filmu: „Jak rozpętałem II wojnę światową” o Franku Dolasie. Za chwilę moje audytorium zakrzyczało do mnie: „What the hell are you singing? Song about dead sow? (co do diabła śpiewasz? Piosenkę o zdechłej świni?) Później, jako wciąż nowicjusz, zlokalizowałem lochę w pojedynce ze złamaną kończyną i według procedury, żeby dłużej nie cierpiała, dokonałem eutanazji sam… ale w klatce. Z radości powiedziałem o tym moim druhom, że rozwiązałem za nich problem, ale oni – niewdzięcznicy – wściekli się na mnie, że przed ubojem sanitarnym nie wyciągnąłem jej z pojedynki. Jak teraz znów będziemy ją wyciągać, bo na pewno zaklinuje się wśród płaskowników i prętów kojca? Dopiero przestały ich boleć krzyże i mięśnie po tamtej heroicznej pracy, a tu znów ten Polak z nimi pogrywa. Don’t mess with fellas! (Nie zadzieraj z facetami!).

Czasem kreatywność nie popłaca

Tyle binów do sprawdzenia

Innego, ale bardzo mroźnego dnia w Karolinie Północnej (był akurat silny przymrozek) poszedłem na zewnątrz sprawdzać biny, czyli zbiorniki z paszą w celu sporządzenia zamówienia na nową dostawę. Żeby odczytać poziom paszy w binie trzeba po drabince wspinać się na jego górę na wysokość kilkunastu metrów i otworzyć wieko, żeby zajrzeć do środka. A binów było 14, co oznaczało dużo wchodzenia. Właśnie schodziłem z trzeciego bina i tak się zamyśliłem, że po zejściu zapomniałem, ile było w nim paszy? I znów mam włazić na szczyt? Don’t make me climb again! Nagle wymyśliłem, że nie będę wspinał się ponownie tylko zastosuję moją własną technologię. Rzucę w ścianę bina taką metalową kulą, którą używa się do jego przepychania. Gdy zrzuca się ją z góry, leci i rozwala zbryloną paszę na dole zbiornika. Jest więc dość ciężka, waży około 3-4 kilogramy. Wziąłem taką kulę i jak kulomiot walnąłem nią w ścianę bina, a po odgłosie blachy – od uderzenia pociskiem – usiłowałem stwierdzić, czy bin jest w danym miejscu pusty czy pełny? Rzucałem więc kulą na różną wysokość, żeby ustalić właściwy poziom paszy. Pomysł może i był nowatorski, ale przy kolejnym rzucie kula odbiła się od silosu tak niefortunnie, że poleciała w inną stronę niż chciałem i jak meteor wynurzyła się z niebiosów i spadła na plastikową rurę – paszociąg, który doprowadza paszę z tego zbiornika do chlewni. Paszociąg był akurat włączony, a w nim wielka „żmijka” dużymi haustami zagarniała paszę i popychała ją do przodu. Aż tu nagle uderzyła kula i cała rura w ułamku sekundy pękła na drobne kawałki. Pasza zaczęła wysypywać się na ziemię, jak krew wylewa się z przeciętej tętnicy. Plastik był tak naprężony z zimna, że delikatne uderzenie mogło go zniszczyć, a co dopiero taka kula. Gdy rura poszła w drzazgi, żmijka wyleciała na zewnątrz, wszystko zaczęło trzeszczeć, a pasza leciała wciąż na glebę. Co teraz zrobić? Może udam, że tego nie widziałem? Nie, niemożliwe – pomyślą. Więc co? Wymyśliłem, że porażkę trzeba obrócić w sukces i zacząłem działać. Wyłączyłem paszociągi, a kolegom w chlewni opowiedziałem, że jak sprawdzałem biny, to wykryłem pękniętą rurę, która niechybnie pękła z tego cholernego zimna. „Tak Pete, is cold very cold” – pokiwali głowami zgadzając się ze mną. Następnie wyjaśniłem, że jak włączyli paszociąg, to żmijka w środku zahaczyła się o krawędź spękanego plastiku od wewnątrz i rozszarpała go na strzępy wywołując „feed spill”, czyli wysyp paszy. Na szczęście uratowałem ich, bo za chwilę kilka ton paszy wyleciałoby z bina na ziemię i sprzątalibyśmy ją cały dzień! W ruch poszłyby worki i łopaty, a komu to było potrzebne? Ale się chłopy cieszyły, dziękowali mi jeden przez drugiego, że wspaniale, że to zauważyłem i w porę zadziałałem. Grunt to dobry bajer.  

Bieg z przeszkodami

Załadunek może być problemem

Kolejne ciekawe wydarzenie na fermie miało miejsce podczas ładowania świń na cull truck, czyli na dwupokładowego tira, który zabierał wybrakowane z różnych powodów zwierzęta. Właśnie byliśmy w trakcie załadunku na samochód 100 wielkich loch i każdy z nas mógł prowadzić tylko po 10 sztuk przed sobą i poganiać je herding boardem (dużą czerwoną plastikową zastawą) służącym do zawrócenia cofających się zwierząt. Czasem chronił też przed ugryzieniem lub uderzeniem świńskim łbem. No i gdy załadunek zbliżał się ku końcowi, jedna ogromna locha postanowiła, że nie pójdzie tam, gdzie chcemy i po prostu zawróciła. Jednak czekali już na nią moi czarnoskórzy kowboje (tak, pierwsi cow boys byli ciemnoskórzy, choć pochodzili z Ameryki Południowej, ale byli też nimi czarnoskórzy, którzy uzyskali wolność w Ameryce) ze swoimi boardami i nonszalancko zastawili jej drogę. Locha w ogóle się tym nie przejęła, wzięła rozpęd i jak byk uderzyła mordą w sam środek ich wielkiego boarda, podbiła go do góry, po czym wpadła w gromadę zaskoczonych chłopów rozrzucając ich na boki. Wyglądało to tak jakby wróg sforsował linię obronną rzymskich legionów i wdarł się za ich tarcze obronne. Zwierzę ryjem podrzucało wszystkich do góry, tak że chłopaki uczyły się fruwać. Gorzej było, gdy miękkim tyłkiem spadali na podłoże i wrzeszczeli jak dzieci. Sytuacja przypominała trochę hiszpańskie święto, podczas którego na ulice miasta wypuszcza się byki, a one galopują wśród tłumu ludzi, tyle że rolę byka grała świnia. Szarżowała rozszalała, kąsała i waliła z główki w kolana przeciwników. Tak więc nasza misterna zapora pękła jak bańka mydlana, a spieniona locha potruchtała z powrotem. Zatrzymała się dopiero na zamkniętych drzwiach, bo tej materii już nie przebije. Następnie kilka razy zaganialiśmy ją w kierunku tira, ale sytuacja powtarzała się i świnia rozwalała wszelkie blokady i przygotowane przez nas zasieki, a nawet zaczęła przez nie skakać jak koń na Wielkiej Pardubickiej. Jeżeli 500 funtów żywej wagi (1 funt to ok. 0,5 kg) zaczyna fruwać w okolicach klatki piersiowej, to trzeba się chować. Po jakimś czasie na placu boju, czyli na długim korytarzu przepędowym pozostała tylko locha czekająca na kolejnych śmiałków, a my pochowaliśmy się po kątach i nawoływaliśmy się wzajemnie.

– Erwin, idź ty… spróbuj, dalej!

– Nie, ja nie idę! Ja będę miał wylew! (Był znanym hipochondrykiem). Eugene niech spróbuje.

Na końcu krzyczą do mnie:

– Pete, idź ty! Ty nie masz rodziny!

– Ale przecież mam, tylko w Polsce.

– To się nie liczy. Tutaj nie masz rodziny, więc idź. Show us.

„Ja ci kurna dam szoł” – pomyślałem. W końcu poszedł Misiek (Derrik) i wielką łapą klepnął świnię w zad. Ta bardzo zdziwiła się tym faktem, i ruszyła galopem do przodu, po czym chciała zawrócić, żeby zaatakować śmiałka, ale podczas tego manewru coś jej się pokiełbasiło z kierunkami i wpadła prosto na wąską rampę załadunkową. Stamtąd nie ma już odwrotu, świnia nie mogła się odwrócić. Próbowała jeszcze cofać się, ale Afroamerykanie, jak kula wystrzelona z karabinu, błyskawicznie wystrzelili ze swoich okopów i hurmem rzucili się w kierunku rampy. Z dzikim okrzykiem dopadli biedulkę i zablokowali jej wyjście. Wreszcie sprawa była załatwiona. Tak oto czynność, która zwykle zajmuje pięćdziesiąt minut (załadunek 100 sztuk) trwała ponad 2 godziny. Ale honor fermy został uratowany, bo świnia została załadowana cała i zdrowa. Derrik mówił do wszystkich: „call me master”, a wszyscy poklepywali go i chwalili jego zuchwałość. Było źle, ale jednak sukces!

Mistrz kolczykownicy w akcji

Kolczykowanie loch to nie jest prosta sprawa

Innym razem kolczykowałem loszki. W trakcie procesu zaciskania kolczyka, złamało się jedno metalowe ramię kolczykownicy, choć nie miało prawa. Nie wiem czemu, ale pękło i w ogóle odpadło. Poszedłem do mojego HOD (head operation departament, czyli mojego bossa Eugena) i powiedziałem co się wydarzyło. Ten bardzo zdziwił się tym, że mogłem złamać taką solidną i nową kolczykownicę. Jak to zrobiłem? Dostałem następną i wróciłem do pracy. Po kilku chwilach znów nadeszła katastrofa. Gdy zaciskałem kolczykownicę na uchu loszki, ta szarpnęła mocno głową i wyrwała mi narzędzie z ręki. Kolczykownica piękną parabolą pofrunęła w górę, po czym spadła na ziemię i trafiła prosto w szparę między rusztami w podłodze i zniknęła pod spodem w czeluściach gnojowicy. Przepadła na zawsze, bo kto i jak ją znajdzie? Te szczeliny są bardzo wąskie, kolczykownica nie miała prawa tam się zmieścić, ale trafiłem na jakąś szerszą i się zmieściła. Kolczykownica musiała upaść idealnie pionowo, żeby trafić w tę szczelinę i wpaść do środka. Inaczej odbiłaby się od podłoża. Taka pozycja upadku według rachunku prawdopodobieństwa jest rzadka, ale się przytrafiła właśnie teraz. Znów poszedłem do HOD i powiedziałem, że nie mam kolejnej kolczykownicy. Przyjrzał mi się spode łba i odsunął mnie w ogóle od tej roboty. Przez następny tydzień wszyscy mieli zabronione dawać mi jakąkolwiek kolczykownicę do ręki, bo na fermie została już ostatnia i nie chcieli jej stracić. Jakoś mój szef o wyglądzie Morgana Freemana nie wierzył w moje wywody o tym, że nikłe prawdopodobieństwo nie oznacza jeszcze, że coś się nie wydarzy. Proste. Nie chcieli mi też uwierzyć w to, że byłem mistrzem kolczykowania bydła w Polsce (przed wyjazdem kolczykowałem kilka tysięcy sztuk bydła w ramach wprowadzania systemu IRZ w Polsce). Czyli na jednym kontynencie byłem mistrzem, a na drugim pokraką.

Zróbmy sobie casting, czyli jak zabijaliśmy rutynę

Casting. To słowo kojarzy się z serialem telewizyjnym, filmem, pokazem mody. A ja z Afroamerykanami zrobiliśmy sobie casting na najładniejsze loszki. Nasz manager – Robert zarządził, żeby kryć tylko największe i najładniejsze z nich. Ponieważ czasem nam odpalało od tej pracy, monotonii i rutyny, postanowiłem, że zrobimy casting. Kazałem sobie przynieść krzesło i zasiadłem w jury na chlewni, a wraz ze mną Derrik, Erwin i Eugene. Jerry podprowadzał nam po pięć loszek, a my wybieraliśmy najlepsze. Grubiutkie, z kształtnym tyłkiem i ładnymi sutkami, nie kulejące i chrumkające wesoło. Każdy z nas pokazywał na palcach, ile punktów przyznaje loszce za wrażenie artystyczne, a Jerry zliczał. Loszek do oceny było 110, więc trochę nam zeszło. Przynieśliśmy sobie nawet po kaweczce i popijaliśmy ją małymi łyczkami patrząc na loszki. Te najładniejsze umieszczaliśmy w oddzielnych kojcach. Jak weszły w ruję, były automatycznie inseminowane. I tak sobie oglądaliśmy te świnki i ocenialiśmy, aż nagle zobaczyliśmy jakieś chude owłosione nóżki. Czarne nóżki. Co to do diaska za loszka?

Uuupss. To były nogi naszego managera i nie zdążyliśmy wydać oceny, bo Robert przerwał nam krzykiem:

– Guys! Co wy wyrabiacie? Siedzicie sobie i kaweczkę pijecie na środku chlewni? W kinie jesteście? Break (przerwa śniadaniowa) już dawno był!

– Robert, wybieramy dla ciebie loszki – odpowiedział Derrick i wskazał palcem na mnie: „on nam kazał tak robić”. Matko, po co zaraz mówić takie słowa?

Widziałem jak czarna skóra Roberta spąsowiała, a białe gałki oczne wyszły na zewnątrz. Ale nic nie powiedział, tak go zapowietrzyło!

Grunt to porządek

Erwin – nasz hipochondryk

Od trzech dni manager Carter pracował nad jakimiś zestawieniami i grafikami. Nie byłem wtajemniczony w to, co robił, ale ta praca miała niechybnie związek z telefonem od naszego supervisora, który kazał przygotować sobie pewne dane z farmy i Robert męczył się robiąc różne tabelki. Ostrzegał mnie nawet, żebym niczego nie ruszał i nie dotykał. Zrobił tak, bo często wyrzucałem mu jego pomięte karteluszki z ważnymi zapiskami, które rozrzucał wszędzie dookoła, tak jak reszta ekipy. Nie znosiłem bałaganu i wszystko, co walało się po stołach i półkach po prostu wyrzucałem do śmieci. Niech nauczą się porządku. Robert był na mnie zły, bo jednego dnia wyrzuciłem mu kartkę z rozliczeniami, jakie spisywał na potrzeby swojej byłej żony. Dzwoniła właśnie niedawno i tonem nieznoszącym sprzeciwu kazała mu dokonać pewnych przeliczeń, a w trakcie, gdy to robił gul mu skakał. Nie wiem o co chodziło, może miał dołożyć się do remontu jej domu? W każdym razie zrobił to i czekał na jej telefon. W międzyczasie wyszedł na budynki, a kartki jak zwykle porozrzucał w nieładzie. Wylądowały w śmietniku, a pięć minut później zadzwoniła.

– Peter! – wrzasnął Robert po zakończonej rozmowie. Następnym razem przyślę tę pyskatą babę wprost do ciebie! Może ty udzielisz jej stosownych wyjaśnień? Jak ci się to podoba?

Ale wróćmy do zestawień dla naszego szefa. Gdy wreszcie nadszedł dzień wizyty na farmie, Robert nakazał mycie pryszniców, podłogi w szatni i w biurze, ale tak po polsku, czyli naprawdę wszystko miało być czyste, żeby supervisor poczuł się milutko od razu po wejściu. 

Po umyciu podłóg, gdy była jeszcze mokra, Men In Black (Faceci w czerni) przeganiali loszki reprodukcyjne z budynku, gdzie przechodzą adaptację do budynku rozrodu. Budynek loszek był pierwszy licząc od biura. W przeganianiu brali udział wszyscy moi chłopcy: Derrik, Eugene, Jerry i nawet Erwin, który miał to robić bardzo pomału. Każdy odliczał po 10 loszek i przeganiał je przy użyciu boarda do kojca na rozrodzie. Wcześniej musieli je wygonić z dotychczasowych kojców, co wcale nie było łatwe. Ja byłem akurat na rozrodzie i przyjmowałem loszki do ich nowych kojców i zamykałem drzwiczki. Każdy z chłopaków zrobił po dwa kursy i wszystko szło w miarę sprawnie. W końcowej partii jako ostatni szedł Erwin. Gdy Eugene, Jerry i Derrik dawno już dotarli i wpędzili swoje loszki, jego nie było i nie było.

– Chyba miał heart attack – powiedzieli chłopcy, czyli że z pewnością miał atak serca. I uśmiali się od ucha do ucha, bo Erwin był hipochondrykiem i codziennie jego zdaniem przechodził zawał lub udar.

Poszedłem sprawdzić co tam się dzieje i zobaczyłem Sodomę i Gomorę! Erwin wypuścił wszystkie loszki i chyba się przy tym bardzo zasapał i ciśnienie poszło mu w górę. Ukucnął więc i oparł się plecami o pręty klatek. Wybałuszył oczy i rozdziawionymi ustami łapał powietrze jak ryba wyjęta z wody. Właśnie czekał aż nadejdzie koniec, kolejny wylew albo zawał serca. Loszki robiły, co chciały, wybiegły z budynku na korytarz, a tam ktoś przestawił bramki, którymi steruje się ruchem na fermie. To Sheryll szła z chlewni do biura napić się wody, zamknęła za sobą bramkę, a tym samym drogę do pozostałych chlewni i otworzyła na oścież drzwi do biura. Loszki nie namyślały się długo, obwąchały teren i wparowały do biura, bo innej drogi i tak nie miały. Mogły jedynie wrócić do dogorywającego Erwina, ale nie chciały. Młode loszki biegały sobie po biurze, ślizgając się na jeszcze mokrej podłodze i przewracały się. Kurcze, cztery nogi mają, a takie niestabilne. Poprzewracały krzesła, przestawiły stół i wpierniczały wszystko, co zdołały wziąć do mordy. Świnia niczemu nie przepuści, wszystko musi przeżuć w przepastnej paszczy. Sheryll darła się na nie, ale świnki właśnie mieliły w mordzie mopa do podłogi, miotełkę, ręczniki, jakieś nylonowe rękawiczki i… o zgrozo! Grafiki Cartera, które musiał zostawić gdzieś nisko w ich zasięgu. Poza tym jadły liczne druki leżące na półkach w stojącej szafce w rogu pomieszczenia, chrumkając i śliniąc się z ogromnego zadowolenia. Na to wszystko wyszedł Carter z toalety, bo pewnie palił tam papierosa (w biurze był zakaz). Nie mógł nie zauważyć tego kwiku i jazgotu, popatrzył na powstałe pobojowisko i zszarzał mimo czarnej skóry na twarzy. Wskazał na mnie palcem i szukał odpowiednich słów.

– eee… – usiłowałem coś wydukać.

– Peter, you drive me crazy!!! – doprowadzasz mnie do szału, a raczej do rozpaczy – krzyknął wreszcie.

Ciekawe czy Robert miał kopie? Ale gdyby nie miał, to udało mi się wyrwać kawałek kartki z ryja świni. Może uda się coś odtworzyć? Jednak Robert spiorunował mnie wzrokiem i zatrzasnął się w swoim kantorku.

Z drugiej strony mógłbym na takich świniach zrobić niezły biznes. Kupiłbym sobie 20 takich świniaków i zrobił firmę utylizującą dokumenty. Świnie jako niszczarki dokumentów. Już sobie wyobrażam jak w mgnieniu oka unicestwiają PIT-y, dokumenty bankowe, akta sądowe, stare rachunki, wszystko! Mogłyby też trupy utylizować, ale niestety pozostaną kości. Morderstwa doskonałego nie będzie.

Piotr Włódarczak

Więcej

350x470_baner_dsm-firmenich


Młyn paszowy
Trzoda Chlewna - Ogólnopolskie czasopismo dla producentów trzody, zootechników i lekarzy weterynarii
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.