bannery_lawsonia_Trzoda Chlewna

Gryzące fakty na temat kanibalizmu

Lek. wet. Wojciech Bukała,
specjalista chorób trzody chlewnej
MSD Animal Health

Gryzące fakty na temat kanibalizmu


Kiedy świnia gryzie świnię – problem, który hodowcy wolą przemilczeć

Jest taki moment w chlewni, który każdy doświadczony hodowca zna. Wchodzisz rano do tuczarni i widzisz krew na podłodze. Jedna sztuka stoi w rogu kojca, ogon – a właściwie to, co z niego zostało – wisi jak krwawy strzęp. Pozostałe świnie kręcą się wokół niej z wyraźnym zainteresowaniem. I już wiesz, że jeśli teraz czegoś nie zrobisz, za kilka godzin będziesz miał problem, który wymknie się spod kontroli.

Kanibalizm u świń to temat, o którym branża hodowlana mówi ciszej i rzadziej niż powinna. Nie dlatego, że jest wstydliwy, ani dlatego, że trudno go rozwiązać. Głównie dlatego, że wiele osób wciąż traktuje go jako wypadek przy pracy – coś losowego, czego nie da się przewidzieć, ani systemowo kontrolować. To poważny błąd. Kanibalizm u świń niemal zawsze jest objawem i sygnałem alarmowym dla hodowcy – informacją, że w stadzie coś nie funkcjonuje prawidłowo.
Ten artykuł to próba zrozumienia, dlaczego świnia w ogóle gryzie inną świnię, co się wtedy dzieje w jej głowie i w chlewni, i co naprawdę działa, kiedy już masz problem.


Ewolucja kontra ferma

Żeby zrozumieć kanibalizm u świń domowych, trzeba spojrzeć na ich bliskich krewnych. Dzik europejski żyje w małych, luźno powiązanych grupach rodzinnych, które zasiedlają rozległe terytoria. W ich granicach zwierzęta znajdują pokarm, odpoczywają i realizują pełne spektrum właściwych gatunkowo zachowań. Dzik może ustalić hierarchię bez konieczności walki – wystarczą sygnały zapachowe, wokalizacje, rytualne demonstracje siły. W ostateczności może po prostu odejść, bo ma gdzie.

Świnia fermowa praktycznie nie może prezentować żadnego z tych zachowań. Żyje w grupie nierzadko kilkudziesięciu osobników, ma mocno ograniczoną przestrzeń, stały harmonogram karmienia i często żadnych możliwości eksploracji środowiska. Świnia jest najbardziej inteligentnym zwierzęciem hodowlanym. Zdolności poznawcze mózgu świń są porównywalne ze zdolnościami psami, a nawet 3-4-letnich dzieci. Badania behawioralne nie pozostawiają nam wątpliwości, że te ograniczenia możliwości prezentowania naturalnego behawioru na fermie zwierzę, przetwarza całą dobę i poziom stresu zwiększa się z dnia na dzień.

Gdy napięcie w grupie rośnie i nie ma możliwości naturalnego rozładowania, dochodzi do przekierowania emocji, w tym przypadku agresji, na inne swinie w kojcu. Świnia nie atakuje źródła stresu, bo często nie jest w stanie go zidentyfikować ani zlokalizować. Atakuje to, co ma przed oczami – dosłownie i w przenośni. Ogon sąsiada, ucho, bok, niezdarne nowo narodzone prosię. I tu zaczyna się lawina, bo krew przyciąga inne sztuki. Mechanizm jest prosty: w naturze krew oznacza słabość, a słabość okazję, którą należy wykorzystać. Instynkty, uśpione przez 9 tysięcy lat udomawiania, budzą się błyskawicznie.


Różne twarze kanibalizmu. Nie wszystkie wyglądają tak samo

Kanibalizm bywa postrzegany przez hodowców jako jeden problem. W rzeczywistości obejmuje kilka odrębnych, często współwystępujących zjawisk, które wymagają odmiennego podejścia.
Gryzienie ogonów to najczęstsza i najbardziej rozpoznawalna forma. Zaczyna się subtelnie: lekkie zainteresowanie, węszenie, manipulacja, pierwsze delikatne ugryzienia. Jeśli nikt nie interweniuje, eskaluje błyskawicznie. Uszkodzone tkanki i krew przyciągają kolejne sztuki. W ciężkich przypadkach dochodzi do odsłonięcia kręgów ogonowych, posocznicy i upadków.

Gryzienie uszu często pojawia się już u prosiąt i warchlaków, szczególnie tych odsadzonych zbyt wcześnie. Ucho jest miękkie, łatwo dostępne, silnie unaczynione. Rana wygląda jak z niskobudżetowego horroru z lat dziewięćdziesiątych; dużo krwi, ale rokowanie jest zwykle lepsze niż przy ogonie, o ile zareaguje się szybko.

Gryzienie boków, czyli belly nosing, polega na intensywnym, powtarzalnym trącaniu, a później podgryzaniu brzucha innych zwierząt i jest najczęściej zaburzeniem behawioralnym wynikającym głównie z przedwczesnego odsadzania, braku możliwości ssania oraz niedojrzałości behawioralnej zwierząt. Gryzienie przepuklin to bardziej niepokojąca forma kanibalizmu. Ofiarami są zazwyczaj sztuki z przepuklinami pępkowymi lub mosznowymi – uwypuklona tkanka jest dla zwierząt dość atrakcyjna. Kończy się to często tragicznie, bo wnętrzności eksponowane na zewnątrz nie pozostawiają czasu na reakcję.

Agresja przy porodzie to osobny rozdział. Lochy mogą zagryzać własne prosięta tuż po porodzie – szczególnie jeśli poród był trudny, matka jest pierwiastką albo warunki środowiskowe były złe (chłód, brak materiałów do budowy gniazda). To nie patologia charakteru – to reakcja na stres i ból, ewolucyjny mechanizm „nie inwestuj w potomstwo, którego nie jesteś w stanie wychować”.


Czynniki ryzyka. Co tak naprawdę powoduje, że świnia gryzie świnię?

Gdyby kanibalizm miał jeden, konkretny powód, byłoby łatwo. Problem w tym, że to zjawisko wieloczynnikowe – i właśnie dlatego tak trudno jest je kontrolować w sposób wyrywkowy. Jest wiele czynników, które powodują agresję i kanibalizm – obecnie mówi się nawet o 80 lub więcej.

Zagęszczenie jest numerem jeden na liście czynników ryzyka. Badania są tu jednoznaczne: powyżej pewnego progu obsady na metr kwadratowy agresja rośnie nieproporcjonalnie – nie liniowo, lecz wykładniczo. Świnia potrzebuje przestrzeni nie tylko fizycznej, ale też wizualnej i węchowej. Kiedy każdy ruch jednego osobnika jest natychmiast wyczuwalny przez wszystkie świnie wokół, napięcie nie spada nigdy do zera.

Mieszanie grup to drugi wielki wyzwalacz. Każde wprowadzenie nowych sztuk do istniejącej grupy resetuje hierarchię. Świnie muszą od nowa ustalić, kto jest kim – a ten proces, w warunkach fermowych i bez możliwości ucieczki poza zasięg wzroku, bywa brutalny.
Żywienie to kolejny element układanki, i to w kilku wymiarach. Niedobór lizyny, tryptofanu czy witamin z grupy B może bezpośrednio przekładać się na wzrost agresywności. Tryptofan jest prekursorem serotoniny – hormonu „szczęścia”, który tłumi impulsywną agresję. Świnia z jego niedoborem jest dosłownie biochemicznie bardziej skłonna do ataku. W przebiegu zakażeń jelitowych tj. np. adenomatozy, wskutek uszkodzenia nabłonka jelit i zaburzeń wchłaniania, niedobory te mogą się pogłębiać, dodatkowo obciążając metabolizm zwierząt. Ponadto każde zaburzenie na poziomie jelit, które jest głównym miejscem produkcji serotoniny, powoduje, że w zakażeniach jelitowych dochodzi do obniżenia progu reakcji na stres. Istotną rolę odgrywa też witamina B12, uczestnicząca w tworzeniu krwinek czerwonych i wspierająca prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego. Żywienie to jednak także logistyka: za mała liczba stanowisk paszowych, zbyt krótki dostęp do karmy, rywalizacja o paszę i wodę – każdy z tych elementów generuje napięcie i konflikt.

Mikroklimat jest czynnikiem, który jest nagminnie niedoceniany. Wysoka temperatura i wilgotność – szczególnie latem – nasilają agresję. Świnia w upale jest rozdrażniona, ma wyższe zapotrzebowanie na wodę, gorzej śpi i jest bardziej reaktywna. Paradoks polega na tym, że właśnie latem wentylacja rzadko jest postrzegana jako czynnik behawioralny – przecież kurtyny są podniesione, w budynku wręcz czuć, że wieje. Pamiętajmy jednak, że przeciągi to też jest element, który może powodować agresję u zwierząt.

Monotonia środowiska to problem nowoczesnych, „czystych” chlewni. Im bardziej sterylne i pozbawione bodźców otoczenie, tym bardziej świnia szuka stymulacji – i często znajduje ją w pobratymcu z kojca. Wzbogacenie środowiskowe to dziś nie luksus, ale narzędzie produkcyjne pozwalające realnie kontrolować zachowanie stada.

Ból i choroba mogą wyzwolić zarówno agresję u sprawcy, jak i uczynić ofiarę bardziej podatną. Świnia z kulawizną porusza się inaczej – to wystarczy, by grupa uznała ją za słabą i zaczęła testować jej granice. W praktyce osobnikami często atakowanymi są te najsłabsze i stojące najniżej w hierarchii.


Co czuje ofiara i dlaczego to ważne?

Przez długie lata w hodowli funkcjonowało milczące założenie, że zwierzęta gospodarskie nie odczuwają bólu ani stresu w sposób, który ma znaczenie produkcyjne. Dziś wiemy, że to nieprawda – i to nie jest kwestia sentymentalizmu, lecz nauki potwierdzonej wieloma badaniami.
Świnia ugryziona w ogon lub ucho odczuwa ostry ból. Ten ból powoduje wzrost poziomu kortyzolu, co pogarsza konwersję paszy, obniża odporność i upośledza sen. Ofiara kanibalizmu – jeśli przeżyje – jest przez kolejne dni lub tygodnie wyłączona z optymalnej produkcji. Ale jest też coś więcej: chroniczny stres grupowy, nawet bez widocznych urazów, podnosi bazowy poziom kortyzolu u wszystkich sztuk w kojcu. Cała grupa jest wtedy mniej wydajna, bardziej podatna na choroby, stres, co pogarsza przyrosty.

Kanibalizm ma więc namacalny wymiar ekonomiczny, który wychodzi daleko poza koszt leczenia czy upadku jednej sztuki. To problem, który ciągnie w dół cały kojec, a często całe gospodarstwo.

Interwencja w trakcie. Co robić, kiedy już się dzieje?

Pierwsza zasada: działaj szybko, ale nie panikuj.Kiedy widzisz krew i aktywne gryzienie, pierwszym krokiem jest izolacja sprawcy. Może to brzmieć kontrlogicznie – intuicja podpowiada, żeby ratować ofiarę – ale usunięcie agresora z grupy zapobiega przekierowaniu agresji na inną sztukę.

Zabezpieczenie rany to priorytet. Krew musi zniknąć z pola widzenia jak najszybciej. Używa się do tego preparatów o odpychającym smaku i zapachu, które maskują ranę i zniechęcają do dalszego obgryzania.

Ocena reszty grupy: czy to incydent jednorazowy, czy masz już kilka pogryzionych sztuk? Jeśli więcej niż dwie-trzy – to sygnał, że problem jest systemowy i wymaga interwencji w środowisko, nie tylko leczenia ofiar.

Tymczasowe wzbogacenie jest obowiązkowe. Wrzuć do kojca coś, co odciągnie uwagę zwierząt: łańcuchy zakończone gumowymi zabawkami, sznury, kawałki drewna. Cokolwiek, co da świniom alternatywny obiekt do eksploracji i żucia, które obniżą napięcie i pomogą rozładować stres świń. Ważne, żeby każda sztuka miała łatwy i możliwy dostęp do takich obiektów i żeby zabawki były regularnie wymieniane – inaczej szybko przestają być atrakcyjnym bodźcem. Świnia jako zwierzę inteligentne szybko się nudzi.

Sprawdź parametry, tj.: temperaturę, wilgotność, dostęp do wody i paszy. Często właśnie wtedy hodowca odkrywa, że automat paszowy od trzech dni działa na pół gwizdka albo że jedno z poideł jest zatkane.


Prewencja. Czyli jak nie dopuścić do pierwszego ugryzienia

Tu jest sedno sprawy – i tu jest też największa przestrzeń do działania.

Obsada: Nie ma jednej magicznej liczby, bo wiele zależy od rasy, fazy produkcji i systemu utrzymania. Jeśli regularnie masz problemy z agresją, zacznij od przeglądu obsady. Często okazuje się, że „zawsze tak było” nie oznacza „zawsze tak powinno być.”

Zarządzanie grupami: Im mniej mieszania, tym lepiej. Jeśli musisz łączyć grupy, rób to w neutralnym terenie – w kojcu, który nie należy do żadnej z grup. Daj świniom czas na adaptację w warunkach, które nie faworyzują żadnej ze stron.

Wzbogacenie środowiskowe: Badania jednoznacznie potwierdzają, że świnie mające dostęp do materiałów do rycia i eksploracji rzadziej się gryzą. Słoma jest idealna – daje zajęcie, jest jadalna, można w niej ryć. Tam, gdzie słoma jest niemożliwa (systemy rusztowe), sprawdzają się łańcuchy, gryzaki, sznury jutowe czy konopne lub gałęzie drzew. Kluczowe: materiał musi być nowy, interesujący i możliwy do zniszczenia. Łańcuch wiszący od pół roku przestaje być bodźcem.
Żywienie: Dobrze dobrany poziom tryptofanu i lizyny – skonsultowany ze specjalistą żywienia – przekłada się na wymierne korzyści już w jednym cyklu produkcyjnym. Sprawdź też liczbę stanowisk paszowych: normy mówią o minimum jednym na 8-12 sztuk, ale to minimum, nie optimum.

Monitoring: Regularne, spokojne obserwacje w różnych porach dnia pozwalają wychwycić eskalację napięcia, zanim dojdzie do urazu. Wczesne oznaki to wzmożone węszenie okolic ogonów i uszu, krótkie gwałtowne ugryzienia bez ran oraz wyraźna hierarchizacja przy paszy.

Oświetlenie: Zbyt intensywne lub zbyt długie oświetlenie nasila agresję. Przepisy dobrostanowe wymagają co najmniej 8 godzin światła dziennie o natężeniu nie mniejszym niż 40 luksów. W praktyce wiele chlewni ma oświetlenie włączone znacznie dłużej – i bywa to cichy sprawca problemów, którego łatwo przeoczyć.


Dokowanie ogonów – temat delikatnie pomijany

Skracanie ogonów u nowo narodzonych prosiąt przez lata było najprostszą odpowiedzią na problem gryzienia. Krótszy ogon – mniejszy problem. Skuteczność jest potwierdzona. Problem w tym, że Unia Europejska traktuje ten zabieg jako ostateczność, dozwoloną wyłącznie wtedy, gdy inne metody prewencji zawiodły, i wymaga udokumentowania, dlaczego były niewystarczające. W praktyce wiele krajów i sieci handlowych idzie dalej, żądając chowu zwierząt bez chirurgicznego skracania ogonów, jako warunku współpracy. Jest jeszcze jeden aspekt, o którym praktycznie się nie mówi. Badania histopatologiczne wykazały, że w kikucie ogona, który zostaje po zabiegu dokowania często rozwijają się nerwiaki urazowe, które mogą powodować zwiększoną wrażliwość na ból, a potencjalnie również ból spontaniczny. Oznacza to, że świnia, u której taki nerwiak się rozwinął, może przez całe życie odczuwać przewlekły ból czy dyskomfort w kikucie ogona. Chroniczny ból zaś, jak wiadomo, przekłada się bezpośrednio na poziom stresu i agresywności zwierzęcia oraz jego obniżoną produkcyjność. Skracanie ogonów może więc paradoksalnie współtworzyć ten sam problem, któremu miało zapobiegać.

To zmienia układ sił, ponieważ hodowca, który przez lata rozwiązywał problem elektrycznym lub gazowym nożem, musi teraz zmierzyć się z nim merytorycznie – przez zarządzanie środowiskiem, żywieniem i obsadą. I często okazuje się, że jest to możliwe. Wymaga pracy i nowych inwestycji, ale jest możliwe.


Kiedy wezwać lekarza weterynarii – i co mu powiedzieć?

Wielu hodowców wzywa weterynarza dopiero wtedy, kiedy mają upadki lub ciężko ranne sztuki. To stanowczo za późno.

Lekarz weterynarii powinien pojawić się w chlewni, gdy:

– problem nawraca w tym samym miejscu lub grupie wiekowej, mimo standardowych interwencji,
– liczba poszkodowanych sztuk przekracza 3-5% grupy w ciągu tygodnia,

– pojawia się forma kanibalizmu, której wcześniej nie widziałeś,

– podejrzewasz tło chorobowe — kulawizny, infekcje, niedobory.

Żeby wizyta była efektywna, przygotuj konkretne dane: kiedy problem się pojawił, w której grupie wiekowej, jaka jest obsada, jak wygląda schemat żywienia, jaka temperatura i wentylacja panuje w budynku. Lekarz weterynarii bez tych informacji jest jak generał bez zwiadu – może coś zrobić, ale działanie będzie bardziej intuicyjne niż systemowe.


Świnia nie jest problemem – środowisko jest problemem

Kanibalizm u świń ma opinię problemu nieuchronnego. „Świnie są agresywne, takie są, nic nie poradzisz.” To nieprawda; potwierdza to coraz więcej hodowców, którzy traktują ten temat bardzo poważnie.

Świnia jest zwierzęciem inteligentnym, bardzo społecznym i ciekawskim. W odpowiednich warunkach jest też zaskakująco spokojnym zwierzęciem – znacznie mniej skłonnym do agresji, niż można by sądzić patrząc na warunki, które wiele chlewni wciąż uznaje za standard. Kanibalizm niemal zawsze zaczyna się od środowiska: od zbyt małej przestrzeni, zbyt monotonnego otoczenia, zbyt dużego napięcia przy paszy, zbyt wysokiej temperatury, zbyt intensywnego światła.

Zmień środowisko, a zmienisz zachowanie

To nie jest miękka, sentymentalna filozofia. To twarda ekonomia: mniej urazów, mniej leków, lepsza konwersja paszy, niższy wskaźnik upadków. Świnia, która nie gryzie i nie jest gryziona, rośnie lepiej. A ta dobrostanowa zmiana wzmacnia również reputację wśród odbiorców, którzy coraz częściej uzależniają współpracę od standardów dobrostanu zwierząt.

Więcej

Zdrowie racic: wskaźnik wydajności loch

Dr Stefan Langer,
specjalista ds. żywienia trzody chlewnej,
Zinpro

 

Zdrowie racic: wskaźnik wydajności loch

Zakrojona na szeroką skalę analiza danych przeprowadzona przez ZINPRO® pokazuje, że zmiany chorobowe racic są ściśle powiązane z wydajnością rozrodczą loch oraz ich długowiecznością. Wyniki te jasno wskazują, dlaczego wczesna interwencja ma kluczowe znaczenie dla produktywności stada.

Zmiany chorobowe racic u loch od dawna uznawane są za istotny problem dobrostanowy, często powiązany z występowaniem kulawizn oraz przedwczesnym brakowaniem zwierząt. Znacznie mniej poznany pozostawał jednak stopień, w jakim stan racic wpływa na wyniki rozrodu, a także to, czy obserwacje te można przełożyć na praktyczne narzędzie możliwe do wykorzystania bezpośrednio w warunkach produkcyjnych.

Analizując dane dotyczące zdrowia racic i wyników produkcyjnych ponad 18 000 loch z ferm towarowych, naukowcy opracowali Indeks Jakości Loch – Zinpro, który wykracza poza sam opis zmian chorobowych. Narzędzie to umożliwia przewidywanie wyników rozrodu oraz utrzymanie loch w stadzie przez dłuższy okres produkcyjny, dzięki czemu ocena stanu racic staje się praktycznym narzędziem wspierającym podejmowanie decyzji hodowlanych, a nie jedynie elementem obserwacji.

Zastosowanie analizy klastrowej pozwoliło na naturalne wyodrębnienie dwóch grup loch:

  1. Lochy o słabym stanie racic i niższej wydajności rozrodczej,
  2. Lochy o dobrym stanie racic i lepszych wynikach produkcyjnych.

Chociaż w początkowej fazie użytkowania lochy z obu grup mogły osiągać porównywalne poziomy produkcji, zwierzęta o słabym stanie racic szybciej dochodziły do momentu, w którym ich wydajność przestawała rosnąć, a jej spadek następował szybciej, mimo że potencjał produkcyjny mógłby pozwalać na dalszy wzrost. Z kolei lochy z lepszym zdrowiem racic utrzymywały wysoką wydajność przez dłuższy czas.

Istotną rolę w stanie racic odgrywała także liczba miotów. Wartości indeksu (L-Index) wzrastały wraz z wiekiem loch. Starsze lochy (mioty 4-6) wykazywały istotnie gorszy stan racic w porównaniu z młodszymi zwierzętami. Przerost piętek oraz ich erozja nasilały się wraz z kolejnymi miotami i były silnie powiązane ze zmianami w linii białej – schorzeniami związanymi z bólem, stanem zapalnym oraz obniżeniem wydajności.

Wiele rodzajów zmian chorobowych racic połączono w jeden wskaźnik syntetyczny, określany jako L-Index. Niższe wartości indeksu oznaczają lepszą ogólną jakość racic, natomiast wyższe wskazują na większe nasilenie zmian chorobowych. Gdy wartości L-Index zestawiono z kluczowymi wskaźnikami efektywności rozrodu w podzbiorze danych obejmującym 6300 loch, ujawniły się wyraźne zależności: lochy z wyższym L-Index konsekwentnie rodziły mniej prosiąt żywo urodzonych oraz charakteryzowały się wyższym odsetkiem martwych urodzeń.

Wniosek dla producentów jest jednoznaczny: stan racic bezpośrednio wpływa na wyniki produkcyjne loch, a im wcześniej problemy zostaną zidentyfikowane i rozwiązane, tym większa jest szansa na ochronę produktywności w całym okresie użytkowania zwierzęcia oraz na poprawę zwrotu z inwestycji.

Opisy rysunków

Lochy podzielono na dwie grupy na podstawie ogólnego nasilenia zmian chorobowych racic (L-Index).
Grupa 1 (czarny wykres) reprezentuje gorszą jakość racic i niższą wydajność, natomiast grupa 2 (szary wykres) – lepsze zdrowie racic i lepsze wyniki rozrodcze.

Rysunek 1. Wyniki porodowe w grupach loch – liczba prosiąt żywo urodzonych

Rysunek 2. Wyniki porodowe w grupach loch – odsetek martwych urodzeń

Aby uzyskać darmowy dostęp do pierwszego w branży hodowli trzody chlewnej systemu oceny jakości loch, opartego na praktycznych danych, skontaktuj się z naszym przedstawicielem, Grzegorzem Jeleniewskim: gjeleniewski@zinpro.com.

Więcej

Nietypowe pożytki ze świń


Czesław Klocek, Marta Basiaga, Jacek Nowicki
Uniwersytet Rolniczy w Krakowie

Nietypowe pożytki ze świń

Terminem „pożytki” określa się korzyści (materialne i niematerialne) czerpane z różnych działań, także z chowu zwierząt. Podobno ze świń można wykorzystać wszystko z wyjątkiem kwiku, chociaż i to nie jest pewne (o czym dalej). Pożytki naturalne to płody powstałe w naturalnym procesie gospodarowania, a więc również produkty materialne i niematerialne, pozyskiwane od zwierząt.

O tym, że ze świń można przeznaczyć na pokarm prawie wszystko, wiemy nie od dziś. I nie ma co przypominać kiełbas, schabów, szynek, boczków i innych frykasów. Smaki dzieciństwa kojarzone ze wspaniałościami tradycyjnej kuchni polskiej, w której wieprzowina odgrywa znaczącą rolę, zna prawie każdy. Okazuje się, że to nie wszystko. Wieprzowinę można przyrządzić na wiele sposobów, a niektóre potrawy wydają się zaskakujące.

Tkanki głowy (która nie jest wliczana do tuszy) stanowią surowiec wykorzystywany na wywary, galarety, duszone policzki czy wkładki do zup (np. kapuśniak, grochówka). Głowizna to mięso, tłuszcz, skóra, chrząstki i tkanki łączne pozyskiwane z głowy zwierząt rzeźnych (po usunięciu mózgu, oczu, uszu i języka) bogate w kolagen i chrząstki, co czyni ją idealną do tradycyjnych potraw takich jak salcesony, galarety, buliony, zupy i wędliny. Produkt ceniony jest za unikalny smak i konsystencję, uzyskiwaną przez długie gotowanie, które sprawia, że mięso staje się delikatne. Kolagen nadaje potrawom wyjątkową, kleistą konsystencję korzystnie wpływającą na funkcjonowanie przewodu pokarmowego.

Innym sposobem wykorzystania tych części tuszy wieprzowej może być na przykład potrawa o nazwie świńskie uszy z kapustą” – i nie ma co się obruszać. Nasi dziadkowie podobno chętnie zjadali się taką potrawą, a dziś na samą myśl większość mogłaby grymasić. Obecnie świńskie uszy kojarzą się głównie z przekąską dla psów. A dziś wracają do łask potrawy przygotowane wg starych przepisów z wykorzystaniem tych niezwykle aromatycznych części mięsa. W wielu regionach Polski uszy wieprzowe gotuje się lub dusi, by wydobyć ich kolagenową miękkość i głęboki smak, doskonale komponujący się z kapustą, ziemniakami czy nawet grochem. W kuchni polskiej takie potrawy mają swoje miejsce od wieków. Dawniej nic się nie marnowało, wykorzystywano wszystko, co nadawało się do gotowania i spożycia, „od ryjka po ogonek”. Dziś takie receptury znów wracają do łask, a nawet zyskują popularność jako przedsmak dawnych kulinarnych tradycji.

Jednym z przepisów, który idealnie oddaje ten powrót do korzeni, jest pomysł Joanny Krzewińskiej z bloga „Królestwo garów”. Autorka proponuje prostą potrawę świńskie uszy z kapustą i ziemniakami, przygotowaną z dodatkiem gęsiego tłuszczu i doprawioną klasycznymi przyprawami. Jest to danie, które rozgrzewa, syci i pachnie jak w kuchni babci. Jest to przykład dania, które pokazuje, jak niewiele potrzeba, by z prostych składników stworzyć coś wyjątkowego. W czasach, gdy coraz częściej szukamy autentycznych smaków i powrotu do natury, przepis blogerki brzmi jak kulinarna lekcja szacunku dla tradycji.

            Czasem niektóre potrawy wydają się dziwne i zaskakujące, inne mogą stanowić ekstremalne doświadczenie dla podniebienia i dla nosa. Potocznie uważa się, że te dziwne, egzotyczne potrawy pochodzą z krajów dalekiej Azji. Okazuje się, że nie tylko. Podstawową cechą wspólną tych dawnych potraw jest często potrzeba wykorzystania każdej części z ubitego zwierzęcia. Jedną z takich potraw jest cukas galva, do niedawna główne danie tradycyjnej łotewskiej Wigilii. Brzmi egzotycznie, a jest to gotowana głowa prosięcia, faszerowana jęczmieniem, czasem także grochem i fasolą, uprzednio zamarynowana, a w Wigilię upieczona.

            A wieprzowina jako mięso kaloryczne, bogate w składniki dające siłę i energię była też chętnie i często jadana w starożytnym Cesarstwie Rzymskim. Nie powinno zatem nikogo dziwić, że starożytni Rzymianie wieprzowinę jadali powszechnie. Nie będzie nawet przesadą stwierdzenie, że Imperium Romanum na wieprzowinie stało. Wieprzowina była mięsem dostępnym dla osób z wszystkich warstw społecznych. Jadali ją zarówno plebejusze, ekwici, jak i patrycjusze. Przedstawiciele klasy niższej i średniej jadali wieprzowinę w postaci gulaszu czy też w gotowanych kawałkach, natomiast bogatsi lubowali się w tym mięsie dodatkowo podsmażanym i odpowiednio przyprawianym. W schyłkowym okresie Cesarstwa Rzymskiego na ucztach bogatych patrycjuszy delektowano się potrawami ze świń dość nietypowymi, można rzec fanaberyjnymi. Petroniusz w dziele „Satyricon” (I w. n.e.) informuje o luksusowym daniu rzymskim, tzw. świni trojańskiej – była to świnia wypełniona kiełbaskami. Przystępując do uczty cielsko zwierzęcia rozcinano, z jego brzucha wypadały kiełbaski, imitujące jelita. Inną kontrowersyjną dla dzisiejszych konsumentów potrawą byłoby zapewne wymię lochy przyprawione migdałami, miodem i winem. Wymiona świńskie były potrawą spożywaną w starożytnym Rzymie, serwowaną na luksusowych ucztach jako przysmak i danie pokazowe. W opisie uczty cesarza Heliogabala jest to jedna z wyszukanych potraw wyrafinowanej kuchni starożytnej.

            Ostatnio w literaturze naukowej i popularnej przewijają się informacje o znaczących postępach w eksperymentach nad wykorzystaniem świńskich narządów do usprawnienia funkcjonowania lub uratowania życia ludzi. Okazuje się, że w minionych czasach zdarzały się również pomysłowe sposoby doraźnego, niekulinarnego wykorzystania organizmów świń. Oto 1 lipca 1506 roku przyszedł na świat Ludwik, syn króla Kazimierza Jagiellończyka. Urodził się jako tzw. wcześniak. Utrzymanie takiego noworodka przy życiu w owych czasach dla medyków było ogromnym wyzwaniem. Aby zapewnić dziecku szansę na przeżycie, przysposobiono prowizoryczny „inkubator” wykonany ze świńskich wnętrzności. Dziś może się to wydawać szokujące, ale rozwiązanie to okazało się skuteczne, umożliwiające noworodkowi przeżycie w pierwszych, najtrudniejszych tygodniach życia. Po różnych późniejszych perypetiach Ludwik został królem Węgier. W wieku niespełna 20 lat musiał podjąć walkę z napierającymi na Bałkany Turkami Sulejmana. W sierpniu 1526 roku armia węgierska usiłująca powstrzymać nacierających Turków starła się z nimi w bitwie pod Mohaczem. Oddziały węgierskie zostały niemal doszczętnie rozbite przez znacznie liczniejsze i lepiej zorganizowane siły tureckie. Sam Ludwik, młody i niedoświadczony, walczył dzielnie, po klęsce uciekając z pola bitwy utonął w bagnach przygnieciony przez upadającego wierzchowca.

No i jeszcze kilka słów o kwiku świń. Obecnie dość dużo wiemy o dźwiękach wydawanych przez świnie w różnych okolicznościach i o ich znaczeniu. Wiemy, że jest to sposób porozumiewania się i wyrażania emocji u tych zwierząt. W sytuacjach krytycznych odgłosy wydawane niemal równocześnie przez wszystkie osobniki danej grupy bywają bardzo uciążliwe. Ogłuszający, przenikliwy kwik tuczników oczekujących z niecierpliwością na zadanie paszy do koryta znany jest zapewne wielu osobom pracującym w wielkotowarowych tuczarniach. Ten budzący niepokój, wręcz strach, harmider świń bywał wykorzystywany w starożytności w działaniach wojennych do płoszenia słoni bojowych. Wykorzystywali ten element jako broń starożytni Grecy i Rzymianie. Jednak losy świń i ludzi przeplatają się w różnych okolicznościach. W 1838 r. George Sand z dziećmi i chory Fryderyk Chopin popłynęli na Majorkę do Valdemossy. Zmiana klimatu miała służyć poratowaniu zdrowia artysty i dzieci Sand (Solange i Maurycego). Jednak ich oczekiwania bardzo różniły się od barwnych opisów i kwiecistych wyobrażeń. Wyspa powitała ich wyjątkowo nietypową, chłodną i deszczową pogodą. Kłopoty socjalne i aprowizacyjne oraz pogłębiająca się choroba Fryderyka spowodowały, że postanowili po kilku miesiącach wrócić do Paryża. Niestety droga powrotna okazała się dodatkowym koszmarem. Okazyjnie zaokrętowali się na statek przewożący świnie (żywy towar eksportowy Majorki) do uboju we Francji. Na wzburzonym morzu załoga statku, (jak pisze we wspomnieniach Sand) „okładała pejczami wieprze”, by zmusić je do ruchu, „co miało zapobiec u nich mdłościom”. Harmider i kwik katowanych tuczników był dodatkowym akcentem dźwiękowym kilkunastogodzinnej podróży po nieudanych wakacjach.Ta kakofonia dźwięków z pewnością nie była miłym akcentem końca podróży na Majorkę, ani inspiracją do nowych kompozycji mistrza.

Życie stawia przed nami ciągle nowe, intrygujące wyzwania. Także przed świniami. Biorąc pod uwagę wyjątkową i często zaskakującą różnorodność informacji, w których świnie pojawiają się w różnych aspektach działalności człowieka, można by powiedzieć, że świnie są dobre na wszystko. Czy te zwierzęta są w stanie jeszcze czymś nas zaskoczyć. Z pewnością nie jest to rozdział zamknięty.

Więcej

Zdrowotne i organizacyjne przyczyny suboptymalnego wykorzystania potencjału genetycznego loch

Zygmunt Pejsak
Wydział Medycyny Weterynaryjnej
Uniwersytet Rolniczy w Krakowie

Zdrowotne i organizacyjne przyczyny suboptymalnego wykorzystania
potencjału genetycznego loch

Krajowe stado podstawowe loch z roku na rok ulega wyraźnej redukcji. Fakt ten jest niezwykle niekorzystny dla naszej samowystarczalności w zakresie dostępności wieprzowiny.

Według oficjalnych danych stado podstawowe loch w Polsce z roku na rok ulega dramatycznemu zmniejszeniu. Liczba loch w czerwcu 2025 r. liczyła 614 500 szt. Rok wcześniej w tym samym miesiącu mieliśmy 682 700 loch. W momencie wchodzenia Polski do Unii Europejskiej (2004) liczba loch sięgała 1,9 mln szt. Oznacza to, że była prawie trzykrotnie większa niż obecnie.

Importujemy nie tylko prosięta, warchlaki, a nawet tuczniki do uboju. Sprowadzamy z zagranicy także ogromne ilości półtusz. W pierwszych trzech kwartałach 2025 r. saldo handlu zagranicznego uwidoczniło, że zakupiliśmy 243 tys. ton wieprzowiny więcej niż sprzedaliśmy. Oznacza to, że Polska importuje ponaddwukrotnie więcej wieprzowiny niż wynosi jej eksport.

Mimo że warunki środowiskowe i klimatyczne, duża produkcja zbóż itp. zdecydowanie sprzyjają produkcji świń w Polsce, rzeczywistość jest zgoła odmienna. W momencie wchodzenia do UE kraje będące dużymi producentami świń zdecydowanie obawiały się siły naszych producentów trzody chlewnej. W UE sądzono, że będziemy wielkim konkurentem dla tamtejszych hodowców świń. Niestety wydarzyło się coś zupełnie innego. Staliśmy się wspaniałym rynkiem zbytu dla świń i wieprzowiny nie tylko dla takich krajów jak Dania, Holandia czy Belgia, ale także dla wielu innych, m.in. dla Niemiec i Wielkiej Brytanii.

Przyczyn zaistniałej sytuacji jest niezwykle dużo. Na pewno na pierwszym miejscu wymieć należy brak stabilności ekonomicznej produkcji świń w naszym kraju. Z powyższym związana jest rejestrowana coraz częściej niska opłacalność chowu trzody chlewnej. Bez wątpliwości ważnym powodem dynamicznego spadku liczby loch jest struktura polskiej hodowli świń, w tym jej rozdrobnienie. Bez wątpliwości w okresie ostatnich 11 lat ogromna liczba producentów i hodowców świń zlikwidowała swoje stada z powodu afrykańskiego pomoru świń (ASF). Nie bez znaczenia jest brak jasnej polityki państwa względem tego sektora rolnictwa. Ponieważ sytuacja w tym zakresie nie zmienia się od lat, wielu, nawet poważnych producentów nie decyduje się na kontynuowanie produkcji.

Zdając sobie sprawę z decydującego znaczenia wymienionych wyżej powodów w niniejszym artykule chciałbym skoncentrować się na problemie niedostatecznego wykorzystania potencjału genetycznego krajowego stada podstawowego loch. Jedną z konsekwencji powyższego są wyższe koszty produkcji każdego kilograma żywca wieprzowego. Ma to niejednokrotnie wpływ na niską opłacalność chowu świń lub nawet jej brak. Zdecydowałem się na wybór powyższego także dlatego, że jakość zarządzania stadem podstawowym loch zależna jest wyłącznie od samych producentów i hodowców, a nie takich czy innych decydentów.

Jak wyglądamy na tle innych rozwiniętych rolniczo krajów Europy i Świata

Dane z rozwiniętych rolniczo krajów Unii Europejskiej (UE), Japonii i USA wskazują, że średnia liczba miotów przypadająca na lochę/rok mieści się tam w granicach 2,1-2,3, zaś średnia liczba prosiąt odsadzonych od lochy w ciągu roku mieści się w granicach 26,5-38,0. Dane krajowe uwidaczniają, że wskaźniki te osiągają w Polsce wartości znacznie niższe i kształtują się odpowiednio na poziomie 1,86 i 21,8. Według wielu specjalistów przy ocenie efektywności reprodukcyjnej stad loch znacznie ważniejsze od wyżej podanych są wskaźniki dotyczące życiowej produkcyjności samic. Dane z USA, Japonii, Afryki Południowej i krajów UE wskazują, że w krajach tych uzyskuje się średnio od 3,3 do 5,6 miotów od lochy w okresie jej życia, a średnia liczba prosiąt odchowanych przez lochę w tym czasie osiąga poziom od 32 do 70. Średni dla stad podstawowych czas życia loch kształtuje się w poszczególnych krajach na poziomie 467-969 dni. W Polsce brak jest danych na powyższy temat. Niepublikowane, wyrywkowe dane z poszczególnych ferm dowodzą, że średnia życiowa liczba miotów uzyskanych od statystycznej lochy krajowego stada podstawowego nie przekracza 3,5. Natomiast skrajnie zróżnicowane są wyniki w poszczególnych chlewniach. Rozrzut w tym zakresie mieści się w przedziale 3-7 miotów. Szczególnie niskie wartości dotyczą zazwyczaj stad niewielkich, tradycyjnych, w których nie zwraca się odpowiedniej uwagi na efektywność rozrodczą poszczególnych loch. Eliminowane są one zazwyczaj w późnym wieku z powodu niepłodności lub problemów zdrowotnych. Największy odsetek wybrakowań dotyczy samic po pierwszym i drugim porodzie. Przed ósmym porodem eliminowanych jest ze stada 95% samic. Wyrywkowe, niepublikowane dane ujawniają, że w naszym kraju znaczny odsetek samic zostaje usunięty ze stada przed osiągnięciem optymalnej zdolności reprodukcyjnej. Między innymi w tym doszukiwać należy się niskiej efektywności rozrodczej stad. Przyjmuje się, że najbardziej liczne mioty uzyskuje się od loch w 3., 4. i 5. cyklu reprodukcyjnym. Zazwyczaj prosięta z takich miotów odchowują się najlepiej w dalszym okresie ich życia. Uwidacznia się to we wskaźniku wykorzystania paszy oraz dobowych przyrostach masy ciała (m.c.).

Przedwczesne brakowanie loch

Szczegółową analizę krajowej sytuacji w omawianym zakresie utrudnia w sposób istotny brak danych na temat wskaźników oraz brak danych odnośnie do przyczyn brakowania loch z krajowych stad.

Brakowanie loch, czyli usuwanie ich za stada podstawowego może mieć charakter zamierzony lub niezamierzony. W przypadku sytuacji zamierzonej eliminacja samicy ze stada może wynikać z wieku lub też z niespełnienia określonych wymagań w zakresie uzyskiwanych wyników produkcyjnych lub celów hodowlanych, którymi kieruje się właściciel. Najczęstszym powodem usuwania samic ze stada podstawowego są w Polsce problemy w rozrodzie. Na drugim miejscu wymieniany jest zazwyczaj wiek i niezadawalające wyniki produkcyjne. Czynniki chorobowe decydują o eliminacji około 10-20% samic.

Oczywistym jest, że rozród ma decydujące znaczenie dla rentownej produkcji stad o zamkniętym cyklu produkcji oraz tych produkujących warchlaki w cyklu otwartym. Dlatgo naprawę niekorzystnej sytuacji należy rozpocząć od tego newralgicznego etapu produkcji. Ze względu na duże rezerwy, przynajmniej do pewnego poziomu, proces ten jest stosunkowo prosty i nie wymaga dużych nakładów.

Jak wspomniano, jednym z ważnych powodów niezadawalającej efektywności rozrodu i dużych kosztów produkcji jest u nas niewłaściwa struktura wiekowa stada loch. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest głównie wysoki wskaźnik przedwczesnego ich brakowania. Ma to miejsce głównie z przyczyn zdrowotnych oraz ze względu na niepłodność związaną z nieskutecznością inseminacji. Konsekwencją jest nadmierna rotacja samic w stadzie podstawowym, co ma ważne znaczenie nie tylko dla rozrodu, ale także dla stabilności zdrowotnej stada.

Problemem krótkiej żywotności loch zajmuje się wielu badaczy, którzy wskazują na przyczyny tego zjawiska oraz kierunki umożliwiające poprawę sytuacji w tym względzie. Zdania na temat właściwej, z ekonomicznego punktu widzenia, struktury wiekowej stada loch są zróżnicowane. Uzależnione są między innymi od celów produkcyjnych oraz środków przeznaczanych na zakup nowego materiału reprodukcyjnego oraz źródeł pochodzenia materiału zarodowego (własny czy z zakupu). Jasne jest, że tam, gdzie istnieje presja na jak najszybszą poprawę wartości genetycznej stada, odsetek loszek i pierwiastek w strukturze stada jest wyższy i przekracza niekiedy 50%. Według danych firmy genetycznej PIC najczęściej wskazuje się, że optymalna z ekonomicznego punktu widzenia struktura to: loszki – 17%, pierwiastki – 16%, lochy po II porodzie – 15%, po III – 14%, po IV – 13%, po V 11%, po VI 8%, po VII 6% samic. Większość specjalistów uważa, że pomimo tego, iż w dobrych warunkach lochy żyją do 12-15 lat, nie powinno utrzymywać się ich dłużej niż 48 do 52 miesięcy. Jednocześnie eksperci wskazują, że najważniejszym celem jest utrzymywanie możliwie niskiego odsetka samic młodych. Oczywiście nie należy tego robić za wszelką cenę, to znaczy utrzymywać je nawet wtedy, gdy ich wyniki rozrodcze nie są zadawalające. Dostępne dane wskazują, że posiadanie w stadzie jak największego odsetka loch między trzecim a siódmym cyklem rozrodczym decyduje o efektywności jego produkcji. Jak wspomniano, najwięcej odchowanych, pod względem jakościowym, prosiąt rodzą samice w czwartym i piątym miocie. W kolejnych cyklach reprodukcyjnych liczba owulujących komórek ulega zazwyczaj zmniejszeniu, spada także skuteczność zapłodnienia. Zwiększa się zamieralność zarodków oraz utrata całych miotów. W związku z wiekiem i mniejszą sprawnością fizyczną samic wzrasta liczba prosiąt martwo urodzonych (zamarłych w trakcie porodu) oraz wskaźnik poronień. Analitycy ekonomiczni wskazują, że nakłady na zakup loszki zwracają się dopiero wtedy, gdy urodzi ona co najmniej 3 mioty.

Przyczyny brakowania loch

Opierając się na danych piśmiennictwa światowego (krajowych danych brakuje lub są fragmentaryczne) można stwierdzić, że lochy eliminowane są najczęściej z powodu: nieskuteczności inseminacji, zaburzeń w rozrodzie, rodzenia mało licznych miotów, słabych wyników w odchowie prosiąt, bezmleczności poporodowej, poronień, powikłań poporodowych, chorób kończyn, urazów, zaburzeń behawioralnych, torbieli jajnikowych, chorób bakteryjnych i wirusowych oraz padnięć.

Każda z wymienionych przyczyn może mieć podłoże stricte biologiczne lub organizacyjne. Wydaje się, że błędy w organizacji i zarządzaniu stadem loch mają w tym przypadku znaczenie pierwszorzędne. Podkreśla się, że brak profesjonalnej opieki nad zwierzętami jest jedną z najważniejszych przyczyn mało efektywnego wykorzystania loch.

W grupie przyczyn brakowania loch, związanych ze stanem zdrowotnym świń, są najczęściej: zamieralność zarodków lub płodów, poronienia, kulawizny, zapalenie gruczołu mlekowego, powikłania poporodowe, choroby zakaźne oraz cysty jajnikowe. Według niektórych autorów z tego powodu eliminowanych jest około 30% samic.

Ciche ruje i brak rui, ważna przyczyna niewykorzystywania potencjału rozrodczego loch

Brak rui lub ciche ruje związane są zazwyczaj z niedostatecznie wysoką produkcją w podwzgórzu neurohormonów uwalniających hormony gonadotropowe (GnRH). Brak lub niski poziom GnRH uniemożliwia produkowanie przez przysadkę hormonów gonadotropowych (FSH i LH) odpowiedzialnych za rozwój, dojrzewanie i uwalnianie komórek jajowych. Konsekwencją powyższego jest przede wszystkim niski poziom estrogenów uwalnianych ze ściany komórek jajowych, determinujących wystąpienie objawów rujowych.

 Przyczyną braku rui lub, co u świń ma miejsce znacznie częściej, występowania cichych rui są przede wszystkim czynniki żywieniowe, w tym nieodpowiednie zbilansowanie oraz nieumiejętne dawkowanie paszy, przekarmianie i w konsekwencji zatuczanie loszek. Omawiany problem może być także wynikiem złych warunków środowiskowych, w tym zbyt małej, pod względem natężenia i czasu, ekspozycji samic na światło, zbyt wysokiej temperatury w pomieszczeniu, stresu związanego z odsadzeniem, przemieszczeniem, przegrupowywaniem loch, a także nadmiernym zagęszczeniem zwierząt w kojcu. Przyczyną braku rui może być wysoka ciepłota w pomieszczeniu dla loch odsadzonych lub też duża dobowa amplituda temperatury. W przypadku loszek ważną przyczyną może być brak regularnego, „odpowiednio dawkowanego” kontaktu dojrzewających loszek z knurem. Nierzadko powodem omawianego problemu jest zbyt krótki lub nadmiernie długi okres laktacji. Niejednokrotnie samice eliminowane są ze stada z powodu braku lub cichej rui tylko dlatego, że nie jest ona w sposób właściwy wyszukiwana. W tym przypadku błąd zazwyczaj związany jest z niewłaściwym wykorzystywaniem do wyszukiwania rui knura lub też korzystaniem z nieodpowiedniego samca. W odniesieniu do samic w drugim cyklu owulacyjnym, przyczyną braku zewnętrznych objawów rujowych jest zazwyczaj nadmierna utrata masy ciała w okresie pierwszej laktacji. W tym przypadku jest to tzw. syndrom drugiego miotu.

Nadmierna rotacja stada loch jako jedna z przyczyn niekorzystnej sytuacji zdrowotnej

Jak wspomniano, zbyt intensywna rotacja, z którą z różnych powodów mamy do czynienia jest także ryzykowna z epidemiologicznego punktu widzenia. Każde włączenie do stada loszek z zewnątrz stwarza ryzyko równoczesnego wprowadzenia czynników chorobotwórczych, z czego należy zdawać sobie sprawę szczególnie w przypadku niewłaściwej kwarantanny, co w Polsce jest zjawiskiem powszechnym. Konieczna jest aklimatyzacja włączanych do stada loszek i zaszczepienie ich przeciwko czynnikom zakaźnym występującym w stadzie. Każde włączanie do stada „nowych” zwierząt – szczególnie w dużej liczbie – powoduje destabilizację immunologiczną stada podstawowego loch. Im odsetek wprowadzanych zwierząt jest wyższy, tym destabilizacja jest bardziej prawdopodobna. Niejednokrotnie włączenie do stada zbyt dużego odsetka nieaklimatyzowanych młodych zwierząt prowadzi do ujawnienia się chorób występujących w stadzie endemicznie.

Zamieralność zarodków i płodów – jedna z przyczyn niskiej plenności

Przyczyny zamierania zarodków lub płodów są wysoce zróżnicowane. Do zamarcia zarodków może dojść przed, w trakcie, jak i po ich implantacji. W okresie zarodkowym (embrionalnym) – do 35. dnia życia rozwijającego się płodu – ma miejsce największa podatność zarodków na negatywne oddziaływanie środowiska i czynniki zakaźne lub toksyczne. W rezultacie po zamarciu zarodka dochodzi do jego resorpcji przez organizm. Wynikiem zamarcia wszystkich zarodków jest pojawienie się niecyklicznej rui. Wydaje się, że częściej przyczyną opisywanego zjawiska są czynniki niezakaźne, a dopiero w drugiej kolejności choroby układu rozrodczego, zakażenia uogólnione czy też zaburzenia czynnościowe. Wśród przyczyn niezakaźnych na pierwszym miejscu wymienić należy: stres związany ze złymi warunkami środowiskowymi, niewłaściwym lub nieregularnym żywieniem, łączeniem samic w grupy, porą roku (syndrom letniej niepłodności), niewłaściwą opieką itp.

Wirusowe i bakteryjne czynniki zakaźne mogą oddziaływać na zarodki i płody czy też łożysko bezpośrednio namnażając się w tkankach zarodków lub płodów (wirus PRRS, cirkowirus świń, parwowirus świń i in.). Niekiedy przyczyną śmierci zarodków lub płodów, a w ślad za tym poronienia może być posocznica związana z uogólnionym zakażeniem lub też wysoki poziom cytokin (sztorm cytokinowy). Zbyt wysoki poziom cytokin związany z infekcją niektórymi wirusami czy bakteriami np. wirusem grypy czy włoskowcem różycy może prowadzić do bardzo wysokiej gorączki. Jej konsekwencją jest śmierć rozwijających się w macicy zarodków lub płodów. Ważną przyczyną zamieralności zarodków i/lub płodów mogą być mikotoksyny.

Ronienia na tle niezakaźnym i zakaźnym

Przyjmuje się, że przekroczenie odsetka poronień powyżej 2% wymaga podjęcia działań ukierunkowanych na rozpoznanie przyczyny i podjęcia kroków naprawczych. Jak wskazują dostępne dane, na półkuli północnej wyraźny wzrost wskaźnika poronień występuje sezonowo, przede wszystkim w okresie jesieni – od września do grudnia. W tym czasie rejestruje się zazwyczaj około 60-70% wszystkich strat związanych z tym problemem. Zjawisko to określa się jako syndrom jesiennych poronień (Autumn Abortion Syndrom – AAS). Dotyczy on przede wszystkim samic młodych – w pierwszej lub drugiej ciąży. Przyczyny AAS są zróżnicowane. Uważa się, że poronienia są rezultatem nałożenia się na siebie kombinacji wielu szeroko rozumianych czynników środowiskowych oraz uwarunkowań genetycznych. 

Wśród czynników środowiskowych najważniejsze to duża dobowa amplituda temperatur, co ma miejsce w okresie jesieni oraz krótki dzień świetlny. Wymienione niekorzystne czynniki środowiskowe mogą prowadzić do zaniku ciałka żółtego ciążowego, w konsekwencji do obniżenia się odpowiedzialnego za utrzymanie ciąży progesteronu i wzrostu poziomu prostaglandyny F2 alfa, czego następstwem może być luteoliza ciałka żółtego, spadek poziomu odpowiedzialnego za utrzymanie ciąży progesteronu i poronienie. Przyczyną poronień w tym okresie może być wspomniane wcześniej wysokie skażenie paszy mikotoksynami. Ma to miejsce przede wszystkim w przypadku, gdy jest ona produkowana ze zbóż z poprzednich zbiorów, które w związku z długim przechowywaniem mogą być „porażone” grzybami i/lub zanieczyszczone mikotoksynami. Niektórzy autorzy zwracają uwagę, że AAS może być związany z uwarunkowaniami genetycznymi; historycznie lochy rodziły tylko jeden miot w roku i z reguły nie były prośne w okresie lata i jesieni.

Nierzadką przyczyną poronień są kulawizny. Według różnych autorów z tego powodu eliminowanych jest od 5 do 19,9% samic. Ogromne zróżnicowanie w skali eliminacji loch z powodu kulawizn między poszczególnymi stadami związane jest ze skrajnie różnymi warunkami środowiskowymi. Istotny wpływ na pojawianie się kulawizn ma złe zarządzanie stadem loch. Niezależnie od wszystkiego można stwierdzić, że w każdej fermie ryzyko ujawnienia się kulawizny zwiększa się z każdym kolejnym porodem. Zazwyczaj z tego powodu samice brakowane są najczęściej (w około 70%), między 4. a 9. tygodniem po porodzie. Skutkiem kulawizn i w konsekwencji poronień jest chroniczny ból będący następstwem urazów układu kostnego, mięśniowego czy też nerwowego. Kulawizny mogą być też objawem uszkodzenia pierścienia obręczy biodrowej, którą tworzą kości miednicy oraz kość krzyżowa. Powodem powyższego może być przede wszystkim śliskie bądź będące w złym stanie higienicznym podłoże, na którym utrzymywane są lochy. Źródłem kulawizn bywa niejednokrotnie nieprawidłowe przemieszczanie i przegrupowywanie odsadzonych samic, istotnie zróżnicowana masa ciała łączonych w grupy zwierząt i związane z tym walki między nimi, prowadzące nierzadko do złamania miednicy. Ból przy wstawaniu i chodzeniu związany może być z nieprawidłowościami w obrębie racic. Przerośnięcie rogu racicowego powoduje, że kończyny ślizgają się po podłożu, racice pękają, co może prowadzić do zakażeń i rozwoju procesu zapalnego w ich obrębie. Przyczyną kulawizn może być też złe żywienie (niezbilansowanie poziomów biopierwiastków, przede wszystkim wapnia i fosforu). Bóle mięśni kończyn związane mogą być z niedoborem biotyny. Przyczyną kulawizn u świń mogą być zakażenia wirusowe i bakteryjne. Nierzadko bolesne zmiany zapalne w stawach kończyn wywołane mogą być przez uogólnione lub miejscowe zakażenia takimi bakteriami jak: paciorkowce, gronkowce, mykoplazmy (Mycoplasma hyosynovie) oraz bakterie (Glaesserella parasuis i włoskowiec różycy). Chorobami, które ujawniają się w postaci kulawizn są niewystępujące obecnie w Polsce: pryszczyca, choroba pęcherzykowa czy też zakażenia wirusem Seneka. Wydaje się, że kulawizny są jedną z ważniejszych przyczyn brakowania knurów.

Zapalenia gruczołu mlekowego jako powód przedwczesnej eliminacji loch

Przebycie przez lochę zapalenia gruczołu mlekowego jest częstą przyczyną eliminacji samic ze stada. Powszechnie uważa się, że lochy, które przebyły wspomniane schorzenie powinny być eliminowane ze stada ze względu na nawroty procesu zapalnego w kolejnych laktacjach. Przyczyny zapaleń gruczołu mlekowego u loch są wysoce zróżnicowane, stąd często określa się je jako zespół zaburzeń laktacyjnych (Postpartum Dysgalactia Syndrom – PDS) lub coliform mastitis – CM. W związku z tym, że często pierwotną przyczyną zapaleń gruczołu mlekowego są zmiany zapalne w drogach rodnych (metritis); dawniej zespół bezmleczności poporodowej określano nazwą MMA – mastitis, metritis, agalactia syndrome. Można stwierdzić, że jakkolwiek decydującą rolę w powstawaniu PDS odgrywają bakterie, to decydujące jest natężenie zakażenia, które związane jest z ilością chorobotwórczych patogenów w środowisku, a to jest skorelowane z higieną środowiska kojca porodowego oraz przestrzeganiem zasad higieny w trakcie inseminacji i porodu. Wśród chorobotwórczych bakterii decydującą rolę odgrywają patogenne szczepy E. coli. Warto podkreślić, że stres porodowy sprzyja uwalnianiu się, przez rozpadające się pałeczki okrężnicy, endotoksyn, które przez układ chłonny przedostają się do poszczególnych gruczołów sutkowych i macicy, wywołując zespół CM. W etiologii PDS, poza pałeczkami okrężnicy, mogą brać udział inne patogeny bakteryjne, takie jak: paciorkowce, Corynebacterium spp., Staphyloococcus aureus, Proteus mirabilis oraz Klebsiella spp.

Inne przyczyny suboptymalnego wykorzystania potencjału genetycznego stada loch

W tym miejscu warto wymienić dwa przykłady związane z wprowadzanymi w Polsce regulacjami prawnymi, które w ostatecznym rozrachunku wpływają niekorzystnie na efektywność wykorzystania potencjału genetycznego loch.

Pierwszą są dopłaty do loch, od których prosięta są odsadzane po 35. dniach życia. Regulacja ta jest elementem polskiego ekoschematu „Dobrostan zwierząt” w ramach Planu Strategicznego dla Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2023-2027 (PS WPR). Celem jest promowanie praktyk hodowlanych wykraczających ponad minimalne unijne wymogi prawne, które poprawiają dobrostan zwierząt. Aktualne przepisy unijne i krajowe dopuszczają odsadzanie prosiąt w wieku 28. dni. Zalecane w naszym kraju przejście z odsadzania prosiąt w 28. dniu na 35. dzień ich życia spowoduje spadek rocznej produkcji prosiąt na lochę o około 1,4 do 1,5 prosięcia. To zmniejszenie produkcji rocznej doprowadzi do mniejszego dochodu, który polski rolnik będzie miał rekompensowany poprzez dopłatę w ramach ekoschematu. Myślę, że ogromna większość rolników nie oczekuje dopłat. Każdy liczy przede wszystkim na siebie, swoją wiedzę i doświadczenie. To ostatnie wskazuje, że z punktu widzenia odporności prosiąt i zdrowia loch odsadzanie w 28. dniu życia jest zazwyczaj bardziej korzystne niż w 35.  

Po drugie, na pewno wpłynie na zmniejszenie liczby prosiąt żywo odsadzonych od lochy regulacja unijna nakazująca likwidację jarzm na stanowiskach porodowych i konieczność zwiększenia powierzchni legowiskowej dla lochy. Chociaż jest to korzystne dla dobrostanu loch, zwiększa to ryzyko przygniecenia prosiąt. W wielu badaniach naukowych wykazano, że śmiertelność prosiąt w kojcach bez jarzm jest zazwyczaj wyższa niż w kojcach tradycyjnych. Kiedyś wprowadzaliśmy jarzma po to, by ograniczyć problem przygnieceń prosiąt przez lochy. Przez dziesięciolecia uznawaliśmy to rozwiązanie za właściwie! Szacuje się, że wynikająca z decyzji UE likwidacja jarzm obniży liczbę prosiąt odsadzonych w ciągu roku od lochy średnio o kolejne dwa osobniki. Przedstawione przykłady wskazują, że wprowadzenie w naszym kraju wymienionych regulacji w przypadku, gdy inne kraje – dostarczające do nas prosięta czy wieprzowinę – analogicznych rozwiązań nie wprowadzą, powoduje, że stajemy się mniej konkurencyjni na światowym rynku trzody chlewnej.

Podsumowanie

Przedstawione dane wskazują, że istnieje sporo stosunkowo prostych rezerw, których uruchomienie pozwoliłoby na lepsze wykorzystanie dużego potencjału genetycznego loch. W konsekwencji poprawiona zostałaby efektywność produkcji i, co się z tym wiąże, jej opłacalność. Najważniejsze, że decyzje co do powyższego znajdują się prawie wyłącznie w rękach producentów i hodowców świń. Należy ten potencjał jak najszybciej uruchomić.

Więcej

Ocena dobrostanu stada świń na podstawie stanu zdrowotnego i efektów produkcyjnych

Zygmunt Pejsak
Wydział Medycyny Weterynaryjnej
Uniwersytet Rolniczy w Krakowie

Ocena dobrostanu stada świń na podstawie stanu zdrowotnego i efektów produkcyjnych

Można wysunąć hipotezę, że dopiero w okresie ostatnich kilkunastu lat znaczna cześć lekarzy weterynarii oraz producentów i hodowców świń dostrzegła wpływ dobrostanu na stan zdrowotny zwierząt i w konsekwencji efektywność i opłacalność produkcji zwierzęcej, w tym produkcji świń.

Ci, którzy analizują i porównują stan zdrowotny świń w obiektach, które mają pod swoją opieką lekarsko-weterynaryjną nie mają żadnych wątpliwości co do tego, że tam, gdzie świadomość pojęcia dobrostan jest wysoka, sytuacja zdrowotna stada jest z reguły zadawalająca. Tam, gdzie lekceważy się wymagania „dobrostanowe” zwierząt, ich stan zdrowotny zazwyczaj nie jest najlepszy. Co więcej, zagwarantowanie zwierzętom wysokiego (dobrego) dobrostanu (good welfare) jest nie tylko korzystne dla „samopoczucia” fizycznego i psychicznego zwierząt. Wysoki dobrostan pozwala na wykorzystywanie potencjału genetycznego. Można stwierdzić, że zagwarantowanie świniom odpowiednich warunków środowiskowych jest ze zrozumiałych względów wysoce opłacalne dla właściciela zwierząt. Powszechnie powtarzany zwrot – nic nie jest cenniejsze od zdrowia – ma zastosowanie nie tylko do ludzi. Odnosi się także do zwierząt. Należy podkreślić, że nakłady na zapewnienie, w omawianym przypadku świniom, wysokiego dobrostanu uznać należy za bardzo dobrą inwestycję. Najważniejsze, i w zasadzie beznakładowe, jest budowanie u producentów i hodowców świń, ale także lekarzy weterynarii, świadomości dotyczącej potrzeby zapewnienia zwierzętom warunków środowiskowych zapewniających im, znanych powszechnie pięciu wolności. Określane są one często Kodeksem dobrostanu. Są nimi: wolność od dyskomfortu; wolność od głodu i pragnienia; wolność od bólu, urazów i chorób; wolność do wyrażania normalnego behawioru oraz wolność od strachu i stresu. Jak już wspomniano, tylko wtedy, gdy na co dzień pamiętamy o Kodeksie, możliwe jest optymalne wykorzystanie potencjału genetycznego zwierząt. Powyższe odnosi się do parametrów związanych z rozrodem zwierząt, ale także do wskaźników dotyczących dynamiki przyrostów masy ciała (m.c.), jak i optymalnego wykorzystania paszy, czyli do jej konwersji. Nie ma też wątpliwości co do tego, że tam, gdzie na co dzień pamięta się o „Kodeksie dobrostanu”, stan zdrowotny zwierząt jest nieporównywalnie lepszy niż tam, gdzie świadomość powyższego jest niewielka. Zupełnie inne są też w takich obiektach nakłady na lecznictwo zwierząt, w tym przede wszystkim na chemioterapeutyki. Zdecydowanie dłuższy jest też okres eksploatacji zwierząt stada podstawowego, w tym bardzo ważna – średnia życiowa wydajność loch w zakresie liczby prosiąt urodzonych i odchowanych.

Jeżeli porównamy parametry uzyskiwane w powyższym zakresie w Polsce z parametrami osiąganymi przez producentów świń z rozwiniętych rolniczo krajów Unii Europejskiej (UE), zauważymy, że średnie wskaźniki produkcyjne są istotnie różne. Uwidacznia się to przede wszystkim w średniej liczbie prosiąt urodzonych i odsadzonych w roku od lochy czy też w parametrach dotyczących średnich dobowych przyrostów m.c. lub wskaźniku konwersji paszy. Wspomniane wartości są Polsce znacznie niższe niż w rozwiniętych rolniczo krajach UE. Przyczyn powyższego zjawiska jest wiele. Na pewno jedna z nich to niedocenianie znaczenia dobrostanu dla zdrowia i efektywności produkcji zwierzęcej. Należy podkreślić, że o poziomie dobrostanu zwierząt decydują: poziom świadomości i wiedzy właścicieli świń oraz pracowników sprawujących opiekę nad zwierzętami. Niezwykle ważne jest też podejście do dobrostanu zwierząt lekarzy weterynarii sprawujących opiekę nad ich zdrowiem i produkcją. Tam, gdzie w pierwszej kolejności zwracają oni uwagę na błędy w organizacji produkcji i zarządzaniu, których konsekwencją jest niski dobrostan, z reguły koszty leczenia są niższe. Z drugiej strony, lepsze są wyniki produkcyjne. Ważne jest, by podejście do obserwowanych w chlewni problemów zdrowotnych było holistyczne. Powinno być ono ukierunkowane na ocenę wszystkich potencjalnych przyczyn pojawiających się problemów. Wśród nich niezwykle ważnym jest niski dobrostan. Niestety zazwyczaj w pierwszej kolejności zastanawiamy się, jak „zgasić pożar”. Często nie podejmuje się starań ukierunkowanych na identyfikację pierwotnych przyczyn powtarzających się problemów zdrowotnych. Nierzadko, a raczej zazwyczaj, jest wśród nich na pierwszym miejscu zły dobrostan. Często niski dobrostan i jego konsekwencje uzdrawiamy, niejednokrotnie skutecznie, poprzez stosowanie antybiotyków. Takie postępowanie skłania wielu producentów do uznania, że niedociągnięcia czy błędy organizacyjne można „naprawić” poprzez użycie odpowiednio dobranych, stosowanych niekiedy przez kilkanaście dni antybiotyków. Rozwiązanie takie bywa czasem, z punktu widzenia producenta zwierząt, wygodniejsze i prostsze. Na dłuższą metę jest ono jednak z wielu powodów nieakceptowalne i nie powinno być przez lekarzy wet. preferowane. Mający nierzadko miejsce przedstawiony sposób postępowania jest przyczyną niezwykle dużego zużycia antybiotyków na jednostkę wyprodukowanego mięsa (PCU – Population Correction Unit). Według oficjalnych danych Polska jest drugim po Cyprze krajem pod względem wysokości wymienionego wskaźnika. Wynosił on w roku 2022 196,0 mg/PCU i niestety nie spadał w kolejnych latach. Odpowiedni średni wskaźnik dla krajów UE wynosił w tym czasie 73,9 mg/PCU.  

By móc zmienić istniejący stan, w dużym odsetku gospodarstw musimy zmienić podejście do dobrostanu zwierząt i uznać, że zapewniając wysoki dobrostan zwierzętom istotnie wpływamy na optymalizację wykorzystania ich potencjału genetycznego.

Żeby coś zmienić/poprawić, musimy dysponować narzędziami, które w sposób obiektywny pozwalają na ocenę sytuacji w zakresie dobrostanu w danym obiekcie. Generalnie można przyjąć, że narzędzia i metody, którymi aktualnie dysponujemy można podzielić na subiektywne – oparte na obserwacjach oraz obiektywne – oparte na pomiarach i badaniach laboratoryjnych.

Dobrostan zwierząt ocenić możemy na podstawie zachowania się świń pod kątem odchyleń w zakresie normalnego behawioru. Dodatkowo oszacować możemy zachowanie się zwierząt na podstawie ujawnionych technopatii i w końcu na podstawie wyników produkcyjnych stada.

Wskaźnikami uzupełniającymi wiedzę na temat dobrostanu zwierząt są pomiary temperatury w pomieszczeniu wykonywane wielokrotnie w ciągu doby. Są nimi parametry dotyczące ruchu powietrza (sprawność wentylacji), natężenia hałasu, gęstości obsady, zanieczyszczenia szkodliwymi gazami, natężenia oświetlenia, stężenia pyłów itp.

Stan dobrostanu (wysoki czy niski) ocenić można na drodze pomiaru parametrów fizjologicznych (częstość oddechów, tętno, ciśnienie krwi) czy badania poziomu hormonów związanych ze stresem, tj.: kortyzolu, adrenaliny, noradrenaliny, wazopresyny czy oksytocyny. Celowe jest również zbadanie poziomu związanych ze stresem białek ostrej fazy. Dostępne są różne narzędzia (czujniki, monitory aktywności, aparaty termowizyjne, obroże telemetryczne itp.). Wymienione sprzęty pozwalają na określenie ruchliwości zwierząt, wykrycie stanów zapalnych, temperatury ciała, analizę głosu i wokalizacji, krotności pobierania paszy czy wody itp. Warto przy tym pamiętać, że do oceny pełnego obrazu stanu fizycznego i psychicznego zwierząt konieczne jest podejście zintegrowane, łączące wykorzystanie kilku, a może nawet kilkunastu różnych technik.

W praktyce obiektywnej oceny dobrostanu stada dokonać można poprzez ocenę stanu klinicznego poszczególnych osobników, grup wiekowych oraz technologicznych i całego stada. Ważne są wyniki badań poubojowych w rzeźni. 

Należy jednak podkreślić, że określenie dobrostanu zwierząt na podstawie oceny stanu zdrowotnego zwierząt (klinika i badanie poubojowe) może być przeprowadzone przez bardzo dobrego, doświadczonego specjalistę. Dodatkowo w celu obiektywnej oceny dobrostanu zwierząt konieczne jest przeanalizowanie osiąganych przez stado zwierząt parametrów uzyskiwanych w sektorze rozrodu, przyrostów m.c., wskaźnika konwersji paszy, odsetka zwierząt leczonych, padłych oraz tych, które nie osiągnęły wagi rzeźnej w stosownym terminie. Istotne jest ustalenie częstotliwości leczenia (dane z książki leczenia). Ważne jest ustalenie średnich wydatków weterynaryjnych (zużycie i koszt leków). Konieczne jest określenie ilości zużytych leków, w tym przede wszystkim antybiotyków. Ważne jest przy tym pamiętanie o ilości zużytych leków na jednego tucznika czy jedną lochę stada podstawowego, a nie na stado.

Oczywistym jest, że opieka nad dużym stadem będzie wymagała wykorzystania większej ilości leków niż nad małym. By móc to zrobić, konieczne jest dysponowanie dokładną dokumentacją wyników produkcyjnych. Oceniając dobrostan zwierząt w aspekcie ochrony ich przed zakaźnymi czynnikami chorobotwórczymi należy zwrócić uwagę na przestrzeganie w fermie bardzo ważnej z epizootycznego punktu widzenia zasady „całe pomieszczenie pełne – całe pomieszczenie puste”.

Dokonując oceny dobrostanu zwierząt w oparciu o ich stan zdrowotny i dane produkcyjne należy zdawać sobie sprawę z faktu, że choroby monoetiologiczne (np. TGE, choroba cieszyńska, klasyczny pomór świń, pryszczyca itp.) z różnych powodów występują obecnie znacznie rzadziej niż choroby wieloczynnikowe, w etiologii których niejednokrotnie decydującą rolę odgrywają czynniki środowiskowe wpływające na dobrostan zwierząt.

Chorobami, w etiologii których warunki środowiskowe – oddziaływujące na dobrostan zwierząt – odgrywają ważną rolę, są w pierwszej kolejności choroby układu oddechowego i choroby skóry oraz urazy kończyn.

Wśród chorób układu oddechowego, na ujawnienie których istotny wpływ ma niski dobrostan zwierząt zaliczyć należy przede wszystkim: zespół oddechowy świń (PRDC), pleuropneumonię, streptokokozę, mykoplazmowe zapalenie płuc i zakaźne zanikowe zapalenie nosa.

Do chorób skóry związanych z niskim dobrostanem zwierząt zaliczyć należy: smoleń (wysiękowe zapalenie skóry), martwicowe zapalenie skóry oraz uwidaczniającą się w postaci zmian na skórze różycę świń.

 Klasycznymi chorobami związanymi ze złymi warunkami środowiskowymi są: kanibalizm i wrzody żołądka.

Czynnikami, które w szczególny sposób wpływają na ujawnienie się wymienionych wyżej chorób są: temperatura, w tym przede wszystkim duża dobowa amplituda temperatury w pomieszczeniu, co ma miejsce przede wszystkim jesienią i na wiosnę oraz wysoka wilgotność.

Niezwykle ważnym czynnikiem jest nadmierne zagęszczenie zwierząt, co uwidacznia się przede wszystkim w końcowym okresie tuczu. Warto zdawać sobie sprawę, że przy takiej samej liczbie zwierząt w kojcu na początku tuczu warunki środowiskowe mogą być bardzo dobre. W końcowej fazie tuczu m.c. świń przebywających w kojcu jest niekiedy trzykrotnie większa niż było to w pierwszej fazie tuczu. Bardzo niekorzystnie na organizm zwierząt wpływają niedoceniane, występujące w określonych regionach kojca czy budynku chlewni, przeciągi. W tuczarniach powszechnym problemem jest wprowadzanie zakupionych – najczęściej z Danii – warchlaków do niedogrzanych pomieszczeń, co ma miejsce przede wszystkim w okresie jesienno-zimowym. Biorąc pod uwagę fakt, że umieszczane w kojcach zwierzęta są zmęczone i zestresowane długotrwałym zazwyczaj transportem, należy przyjąć, że nałożenie się na siebie wymienionych niekorzystnych uwarunkowań prowadzi z reguły – w okresie 3-5 dni po zasiedleniu tuczarni – do wystąpienia problemów oddechowych. W przypadkach, w których do wymienionych dwóch niekorzystnych czynników dołącza się zmiana paszy, problemem są biegunki połączone niekiedy z zaburzeniami oddechowymi. Konsekwencją opisanego zjawiska jest bardzo częste, prawie że rutynowe, stosowanie antybiotyków w okresie pierwszych kilku lub kilkunastu dni po wprowadzeniu zakupionych warchlaków do tuczarni. Kolejną przyczyną pojawiania się chorób układu oddechowego, w przebiegu których decydującą rolę odgrywa niski dobrostan jest jakość powietrza. Pod pojęciem tym mieści się przede wszystkim nadmierne stężenie szkodliwych gazów (siarkowodór, amoniak). Powyższe powoduje podrażnienie błon śluzowych i dysfunkcję nabłonka rzęskowego, kichanie, niepokój, spadek apetytu i uszkodzenie bariery pęcherzykowo-włośniczkowej. Należy uznać, że wymienione zmiany przyczyniają się zdecydowanie do ujawnienia się mykoplazmowego zapalenia płuc i zakaźnego zanikowego zapalenia nosa. Oczywistym jest, że choroby te nie mogłyby wystąpić, gdyby w środowisku nie było zakaźnych czynników etiologicznych tych chorób, czyli drobnoustrojów Mycoplasma hyopneumoniae czy toksynotórczych szczepów Pasteurella multocida.

Kolejnym elementem procesu produkcyjnego mogącym negatywnie wpływać na dobrostan świń są częste przemieszczenia i „mieszanie” zwierząt. Błędy w tym zakresie popełniane są już w pierwszych dniach życia prosiąt w przypadku nadgorliwego „meblowania” miotów. Błędem jest przesadne przemieszczanie noworodków między lochami. Postępowanie takie jest niejednokrotnie konieczne, nie mniej przede wszystkim nie powinno być nadużywane i po drugie może być wykonywane jedynie przez bardzo doświadczonych pracowników. Niekorzystnie na szerzenie się chorób wpływają wszelkie przemieszczania prosiąt czy warchlaków. Oczywistym jest, że muszą być one wykonywane. Ważne jest jednak, by były realizowane w sposób możliwie bezstresowy oraz tak rzadko jak to jest możliwe.

Świnie będą mogły wyrażać swój normalny behawior tylko wtedy, gdy spełnione zostaną wobec nich wymagania odnośnie do powierzchni legowiskowej. Warto zauważyć, że każde kolejne regulacje w tym względzie ukierunkowane są na zwiększenie parametrów powierzchni legowiskowej. Ogromne znaczenie odgrywa świadomość odnośnie do wpływu światła na zachowanie się zwierząt i na ich kondycję zdrowotną. Należy zdawać sobie sprawę, że inne wymagania mają w tym zakresie lochy odsadzone od prosiąt, u których cykl płciowy zmierza ku owulacji, a zupełnie inne tuczniki. Oświetlenie ma duży wpływ na cykl rujowy i płodność loch. W okresie, o którym mowa natężenie światła powinno wynosić co najmniej 40-50 luksów, a czas takiego oświetlenia powinien wynosić około 14 godzin na dobę. Zbyt słabe oświetlenie, wynikające często z powodu nieoczyszczania żarówek, lub zbyt krótki „dzień świetlny” mogą być przyczyną opóźnionego wystąpienia objawów rujowych czy mniej skutecznej inseminacji.

Warto pamiętać, że analizując przyczyny niskiej plenności loch w pierwszej kolejności pod uwagę należy wziąć wspomniany czynnik środowiskowy. Z kolei w przypadku tuczników natężenie światła nie powinno przekraczać 40 luksów. Najlepiej jest zapewnić im naturalny rytm dobowy – część dnia z oświetleniem, część w półmroku.

Nadmierne oświetlenie i zbyt długi jego czas są jedną z ważnych przyczyn kanibalizmu. Innymi przyczynami kanibalizmu mogą być nadmierny hałas i przeciągi w pomieszczeniach dla warchlaków i tuczników oraz nuda (brak zajęcia).

Omawiając wpływ dobrostanu na stan zdrowotny zwierząt i wyniki produkcyjne należy podkreślić, że poza czynnikami już wymienionymi ważną rolę odgrywają elementy, na które niejednokrotnie nie zwracamy uwagi. W tym zakresie wymienić należy źle ustawione karmiki, źle działające lub niewłaściwie umocowane poidła (za nisko lub za wysoko), zbyt wolny lub zbyt szybki przepływ wody w poidłach, ograniczony dostęp do wody lub paszy. Niezwykle ważne jest podłoże, na którym przebywają zwierzęta (zbyt twarde, śliskie, zbyt wąskie lub zbyt szerokie szczeliny). Ważne jest stworzenie takich warunków, które pozwalają świniom na stworzenie przez nie w kojcu części legowiskowej oraz „części brudnej”.

Niezwykle poważnymi czynnikami stresowymi dla świń, mającymi przede wszystkim wpływ na tworzenie się wrzodów żołądka, są nieprzestrzeganie stałej pory karmienia, częste zmiany paszy i niewłaściwa wielkość granulatu. Stresem może być zbyt zimny pokarm w przypadku żywienia na mokro.

Myśląc o zdrowiu i dobrostanie zwierząt należy zwracać uwagę na zawartość mikotoksyn w paszy. Ich wysoki poziom niesie za sobą wiele niekorzystnych konsekwencji dla zdrowia świń.

Oceniając dobrostan świń na podstawie stanu zdrowotnego stada zwierząt należy mieć świadomość, że każda chlewnia i każde stado zainfekowane jest wieloma różnymi bezwarunkowo i warunkowo chorobotwórczymi drobnoustrojami. Są jednak stada, w których, mimo krążenia w środowisku szeregu różnych patogenów, nie dochodzi do ujawnienia się klinicznych objawów choroby i strat z tego powodu. Z drugiej strony są chlewnie, gdzie sytuacja zdrowotna jest w takich okolicznościach katastrofalna, a zużycie antybiotyków przekracza wszelkie normy.

Odpowiedź na pytanie skąd tak różne konsekwencje niekorzystnej sytuacji epidemiologicznej porównywanych stad jest prosta. W chlewni, w której zapewniony jest dobrostan zwierząt, w tym warunki środowiskowe, możliwości replikacji (namnażania się) drobnoustrojów są istotnie ograniczone i ich ilość w środowisku jest np. milion razy niższa niż tam, gdzie tych zasad się nie przestrzega. Jednym słowem, dawka zakaźna jest na tyle mała, iż nie jest w stanie wywołać klinicznej postaci choroby. Warunkiem jest zapewnienie takiego dobrostanu zwierząt, przy którym ich komfort psychiczny i fizyczny powoduje, że układ odpornościowy sprawnie reaguje na każde wtargniecie patogenu do organizmu. A jeżeli już do tego dojdzie, szybko go eliminuje.

Mając na uwadze powyższe należy przyjąć, że tam, gdzie stan zdrowotny zwierząt jest kiepski, a wyniki produkcyjne niezadawalające, poziom dobrostanu zwierząt musi być niski. Dowodem na powyższe są częste wizyty lekarza weterynarii w gospodarstwie i nadmierne zużycie leków. Z drugiej strony, istniejące w fermie te same niekorzystne uwarunkowania decydują o niskim dobrostanie zwierząt i, co się z tym wiąże, obniżeniem sprawności układu odpornościowego. Ostateczną konsekwencją wymienionych dwóch uwarunkowań jest występowanie zaburzeń zdrowotnych w stadzie świń i wszystkie związane z tym konsekwencje.

Podsumowując, niezadawalający stan zdrowotny stada, kiepskie wyniki produkcyjne oraz mnogość zapisów w książce leczenia są dowodem na to, że organizacja produkcji i zarządzanie nią powodują, że warunki środowiskowe, w których przebywają zwierzęta nie spełniają wymagań, które powinny gwarantować wysoki dobrostan zwierząt. Dlatego, po doraźnym opanowaniu problemów zdrowotnych, należy podjąć działania umożliwiające długoterminową naprawę niekorzystnego stanu rzeczy. W tym celu w pierwszej kolejności należy określić wszystkie przyczyny niskiego dobrostanu.

W ślad za tym konieczne jest wdrożenie działań naprawczych, przede wszystkim w obszarze organizacji i zarządzania produkcją, ukierunkowanych na zapewnienie świniom wysokiego dobrostanu fizycznego i psychicznego.

Dowodem na prawidłowość podjętych działań powinna być, osiągnięta po kilku miesiącach, zdecydowana poprawa stanu zdrowotnego stada oraz wyników produkcyjnych. Ważnym sygnałem trafności „nowej” filozofii postępowania (nie tylko leki, a przede wszystkim dobrostan) będzie zmniejszenie się liczby interwencji lekarskich w gospodarstwie oraz wyraźny spadek zużycia leków.

Oczywistym jest, że powyższe odnosi się do chorób o etiologii wieloczynnikowej, w których warunki środowiskowe, w tym poziom dobrostanu, odgrywają bardzo ważną rolę.

W przypadku chorób monoetiologicznych np. afrykańskiego pomoru świń (ASF) czy pryszczycy (FMD) wprowadzenie do chlewni wirusów będących czynnikami etiologicznymi tych chorób, nawet przy najlepszym dobrostanie nie uchroni zwierząt przed zachorowaniem i likwidacją populacji. W tych przypadkach jedynym skutecznym postępowaniem jest przestrzeganie wszystkich znanych zasad bioasekuracji.

Więcej

arbocel


bannery_lawsonia_Trzoda Chlewna
Trzoda Chlewna - Ogólnopolskie czasopismo dla producentów trzody, zootechników i lekarzy weterynarii
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.