004 AG-PROJEKT 2025-04a

Salmonella – niewidzialny rezerwuar genów antybiotykooporności

dr Robert Burek
DPI Global Partner

Salmonella – niewidzialny rezerwuar genów antybiotykooporności

Czy kontrola Salmonella może wspierać ograniczanie antybiotykooporności w stadach świń?

Antybiotykooporność zaczyna się wcześniej niż podanie pierwszego antybiotyku

Antybiotykooporność (AMR, Antimicrobial Resistance) jest obecnie jednym z największych wyzwań współczesnej medycyny i weterynarii. Według szacunków World Health Organization (WHO) narastająca oporność bakterii na środki przeciwdrobnoustrojowe może w najbliższych dekadach stać się jedną z głównych przyczyn zgonów ludzi i zwierząt (WHO, 2023, Murray i wsp. 2022). Z tego względu ograniczanie stosowania antybiotyków stało się jednym z podstawowych celów strategii One Health, łączącej zdrowie ludzi, zwierząt i środowiska (WHO 2023, EFSA & ECDC 2024, EMA 2023).

W praktyce produkcji trzody chlewnej dyskusja na temat antybiotykooporności najczęściej koncentruje się na racjonalnym stosowaniu leków. Jest to oczywiście konieczne, jednak nie wyczerpuje problemu. Antybiotyk nie tworzy genów oporności – jedynie wywiera presję selekcyjną, sprzyjając namnażaniu bakterii, które już posiadają geny oporności lub nabyły je wcześniej w wyniku poziomego transferu genów (Andersson i Hughes 2010, Davies i Davies 2010). Oznacza to, że walka z AMR powinna rozpoczynać się znacznie wcześniej, poprzez ograniczanie liczby bakterii stanowiących rezerwuar genów oporności oraz ograniczanie możliwości ich przekazywania pomiędzy drobnoustrojami (Smillie i wsp. 2011, Carattoli 2013).

Coraz więcej badań wskazuje, że jednym z takich rezerwuarów może być Salmonella enterica. Dotychczas bakterię tę kojarzono głównie z zagrożeniem dla bezpieczeństwa żywności i stratami ekonomicznymi wynikającymi z ograniczeń handlowych. Obecnie wiadomo jednak, że wiele szczepów Salmonella izolowanych od świń zawiera mobilne elementy genetyczne – przede wszystkim plazmidy – przenoszące geny oporności na antybiotyki, które mogą być przekazywane innym bakteriom jelitowym, w tym Escherichia coli (Carattoli 2013, Rozwandowicz i wsp. 2018, EFSA & ECDC 2024).

Nie oznacza to, że każda pojedyncza bakteria Salmonella przenosi geny oporności, ani że jej eliminacja automatycznie ograniczy oporność Escherichia coli. Jednak zmniejszenie liczby bakterii zdolnych do przenoszenia mobilnych elementów genetycznych może ograniczać częstość transferu genów oporności w mikrobiomie jelitowym oraz zmniejszać ryzyko ich dalszego rozprzestrzeniania się w stadzie (Smillie i wsp. 2011, Partridge i wsp. 2018, EFSA & ECDC 2024).

Mikrobiom świń – miejsce intensywnej wymiany informacji genetycznej

Przewód pokarmowy świni jest jednym z najbardziej złożonych ekosystemów biologicznych. W jednym gramie treści jelitowej znajduje się od 10⁹ do nawet 10¹¹ komórek bakteryjnych reprezentujących setki gatunków drobnoustrojów (Gresse i wsp. 2017, Kim i Isaacson 2015). Większość z nich pełni korzystne funkcje, uczestnicząc w trawieniu składników pokarmowych, produkcji krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych (SCFA), syntezie witamin oraz rozwoju i regulacji układu odpornościowego gospodarza (Kim i Isaacson 2015, Bergamaschi i wsp. 2020). Jednocześnie mikrobiom stanowi środowisko intensywnej wymiany materiału genetycznego pomiędzy bakteriami (Smillie i wsp. 2011).

W takich warunkach bakterie nie tylko konkurują o składniki pokarmowe, ale również przekazują sobie geny odpowiedzialne za przeżycie. Szczególne znaczenie mają geny kodujące oporność na antybiotyki, ponieważ zwiększają szanse przetrwania bakterii w środowisku poddanym presji selekcyjnej wywieranej przez środki przeciwdrobnoustrojowe (Davies i Davies 2010, Andersson i Hughes 2010).

W ostatnich latach wykazano, że zarówno Salmonella enterica, jak i Escherichia coli izolowane od świń często zawierają identyczne plazmidy przenoszące geny oporności, co wskazuje na możliwość ich poziomego transferu pomiędzy bakteriami jelitowymi (Carattoli, 2013, Rozwandowicz i wsp. 2018, Tyson i wsp. 2021, EFSA & ECDC 2024). Dotyczy to między wielu genów (tab. 1).

Tabela 1. Geny antybiotykooporności wykryte u Salmonella enterica i Escherichia coli wyizolowane u świń

Gen opornościKodowany mechanizmAntybiotyki, których dotyczyWystępowanie u świńZnaczenie praktyczne
blaCTX-Mβ-laktamazy ESBLCefalosporyny III i IV generacji (cefotaksym, ceftiofur)Salmonella,
E. coli
Jeden z najczęściej wykrywanych genów ESBL; przenoszony głównie na plazmidach IncI1 i IncF.
blaCMY-2β-laktamaza AmpCCefalosporyny szerokiego spektrumSalmonella,
E. coli
Powoduje oporność na wiele β-laktamów; często związany z produkcją trzody chlewnej.
mcr-1Modyfikacja lipidu A (fosfoetanoloaminotransferaza)KolistynaSalmonella,
E. coli
Pierwszy opisany plazmidowy gen oporności na kolistynę; istotny z punktu widzenia medycyny ludzkiej.
qnrA, qnrB, qnrSOchrona gyrazy DNAFluorochinolonySalmonella,
E. coli
Zmniejsza wrażliwość na fluorochinolony i ułatwia rozwój oporności wysokiego stopnia.
tet(A)Pompa wypływu (efflux pump)TetracyklinySalmonella,
E. coli
Jeden z najczęstszych genów oporności na tetracykliny u bakterii jelitowych świń.
tet(B)Pompa wypływu (efflux pump)TetracyklinySalmonella,
E. coli
Występuje często razem z tet(A); przenoszony przez plazmidy i transpozony.
sul1/sul2Zmieniona syntetaza dihydropteroatuSulfonamidySalmonella,
E. coli
Często obecne w integronach klasy 1 wraz z innymi genami oporności.
aadAEnzym modyfikujący aminoglikozydyStreptomycyna, spektinomycynaSalmonella,
E. coli
Typowy element integronów odpowiedzialnych za wielolekooporność.
aac(3), aph(3′)Enzymy modyfikujące aminoglikozydyGentamycyna, neomycyna, kanamycynaSalmonella,
E. coli
Odpowiadają za oporność na aminoglikozydy stosowane w medycynie weterynaryjnej.
floRPompa wypływuFlorfenikol, chloramfenikolSalmonella,
E. coli
Często współwystępuje z genami ESBL na tych samych plazmidach.

Oznacza to, że bakterie obecne w jelicie mogą tworzyć wspólny „bank” genów oporności (ang. resistome), z którego – dzięki poziomemu transferowi genów – korzystają różne gatunki drobnoustrojów należące do rodziny Enterobacteriaceae (Smillie i wsp. 2011, Partridge i wsp. 2018).

Z punktu widzenia hodowcy ma to bardzo praktyczne znaczenie. Im większa liczba bakterii potencjalnie przenoszących mobilne geny oporności znajduje się w środowisku fermy, tym większe prawdopodobieństwo ich utrwalenia i rozprzestrzeniania w mikrobiomie stada, zwłaszcza w warunkach stosowania antybiotyków oraz wysokiej presji zakaźnej (EFSA & ECDC 2024, EMA 2023).

Jak Salmonella przekazuje geny E. coli?

Najważniejszym mechanizmem wymiany materiału genetycznego pomiędzy bakteriami Gram-ujemnymi jest koniugacja. W jej trakcie komórka dawcy i biorcy nawiązują bezpośredni kontakt za pośrednictwem pilusa koniugacyjnego (pilusa płciowego), a następnie dochodzi do przekazania plazmidu zawierającego określone geny, w tym geny antybiotykooporności (Frost i wsp. 2005, Smillie i wsp. 2011, Carattoli 2013). Mechanizm ten w uproszczeniu pokazany jest na rysunku 2.

Rysunek 2. Mechanizm koniugacji między Salmonella i E. coli

Proces ten może zachodzić wielokrotnie i obejmować różne gatunki bakterii obecne w przewodzie pokarmowym. Szczególnie sprzyjają mu wysoka liczebność drobnoustrojów, bliski kontakt komórek bakteryjnych, obecność biofilmu oraz presja selekcyjna wywołana stosowaniem antybiotyków (Smillie i wsp. 2011, Partridge i wsp. 2018, Hall i wsp. 2017).

Nie oznacza to jednak, że sam transfer plazmidów jest wystarczający do powstania problemu klinicznego. Aby doszło do utrwalenia oporności w populacji bakterii, konieczna jest również selekcja szczepów posiadających nowo nabyte geny pod wpływem ekspozycji na środki przeciwdrobnoustrojowe. Właśnie dlatego racjonalne stosowanie antybiotyków pozostaje jednym z najważniejszych elementów ograniczania antybiotykooporności (Andersson i Hughes 2010, Davies i Davies 2010, WHO 2023).

Coraz częściej zwraca się jednak uwagę, że równie istotne jest ograniczanie liczby bakterii stanowiących rezerwuar mobilnych genów oporności. W tym kontekście skuteczna kontrola Salmonella może przynosić korzyści wykraczające poza zmniejszenie ryzyka salmonellozy. Ograniczenie liczebności szczepów zdolnych do przenoszenia plazmidów oporności może zmniejszać potencjał poziomego transferu genów w mikrobiomie jelitowym i wspierać działania mające na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się antybiotykooporności w stadach świń (Carattoli 2013, Rozwandowicz i wsp. 2018, EFSA & ECDC 2024). Należy jednak zaznaczyć, że obecnie brakuje dowodów potwierdzających, iż sama eliminacja Salmonella prowadzi do bezpośredniego zmniejszenia częstości występowania opornych szczepów E. coli. Dostępne dane wskazują raczej na ograniczenie potencjalnego rezerwuaru mobilnych elementów genetycznych niż na prosty związek przyczynowo-skutkowy (EFSA & ECDC 2024, Tyson i wsp. 2021).

Higiena paszy – pierwszy etap ograniczania presji zakaźnej

W nowoczesnej produkcji świń bioasekuracja nie rozpoczyna się przy wejściu do chlewni, lecz już na etapie produkcji paszy. Każda partia surowców paszowych może stanowić potencjalne źródło bakterii chorobotwórczych, w tym Salmonella enterica, która od wielu lat uznawana jest za jeden z najważniejszych patogenów przenoszonych z paszą do stad świń (Davies i Wales 2019, Jones 2011, EFSA 2023).

Dlatego działania poprawiające higienę mikrobiologiczną pasz powinny być traktowane jako element kompleksowej strategii ograniczania presji zakaźnej. Ich celem nie jest wyłącznie redukcja liczby bakterii obecnych w paszy, lecz również zmniejszenie ryzyka kolonizacji przewodu pokarmowego świń oraz ograniczenie krążenia mobilnych genów oporności w środowisku fermy poprzez zmniejszenie liczby potencjalnych rezerwuarów bakterii opornych (WHO 2023, EFSA & ECDC 2024, EMA 2023).

Obecny stan wiedzy nie pozwala stwierdzić, iż konkretny produkt lub dodatek paszowy ograniczający Salmonella bezpośrednio zmniejsza antybiotykoodporność Escherichia coli. Brakuje badań wykazujących taki bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy. Można natomiast uznać, że skuteczna kontrola Salmonella stanowi jeden z elementów programu ograniczania rozprzestrzeniania bakterii zdolnych do przenoszenia mobilnych genów oporności oraz wspiera działania zmniejszające potrzebę stosowania antybiotyków poprzez ograniczanie presji zakaźnej w stadzie (Carattoli 2013, EFSA & ECDC 2024, EMA 2023).

Na tle tradycyjnych preparatów opartych wyłącznie na kwasie mrówkowym i propionowym, Keitex™ 121 (L/C) opracowany przez firmę Eastman, a oferowany na rynku polskim przez firmę DPI Global Partners wyróżnia się składem opartym na synergistycznej kombinacji krótko- i średniołańcuchowych kwasów tłuszczowych, monoglicerydów kwasów tłuszczowych oraz dodatkiem związków bioaktywnych. Takie połączenie ma zapewniać nie tylko wysoką skuteczność wobec Salmonella, ale również bardziej równomierne rozmieszczenie substancji aktywnych na powierzchni paszy oraz dłuższe utrzymywanie efektu ochronnego.

Istotną cechą preparatu jest również bardzo niskie napięcie powierzchniowe, dzięki któremu produkt łatwiej rozprowadza się po cząstkach paszy, zapewniając ich bardziej jednorodne pokrycie. Producent wskazuje ponadto na znacznie niższą korozyjność wobec elementów stalowych w porównaniu z klasycznymi mieszaninami kwasów organicznych, mimo wysokiej zawartości substancji aktywnych.

W badaniach przedstawionych przez producenta preparat wykazywał skuteczne ograniczanie liczby Salmonella już przy stosunkowo niskich dawkach oraz pomagał chronić paszę przed wtórnym skażeniem podczas magazynowania i transportu. Zgodnie z tymi danymi Keitex™ 121 (L/C) może być stosowany zarówno w paszach sypkich, granulowanych, jak i kruszonych, stanowiąc element programu higieny pasz i bioasekuracji fermy. Chociaż skuteczność preparatu w ograniczaniu Salmonella została udokumentowana, obecnie nie ma dowodów naukowych pozwalających stwierdzić, że stosowanie Keitex™ 121 (L/C) bezpośrednio zmniejsza częstość występowania antybiotykoopornych szczepów Escherichia coli. Jego wpływ na ograniczanie antybiotykooporności należy rozpatrywać pośrednio – poprzez zmniejszenie presji zakaźnej i ograniczenie liczby bakterii mogących stanowić rezerwuar mobilnych genów oporności, a w konsekwencji stabilizację poprawionych wyników produkcyjnych i ekonomicznych w stadzie.

Wnioski

Narastająca antybiotykooporność wymaga spojrzenia na zdrowie stada w sposób kompleksowy. Racjonalne stosowanie antybiotyków pozostaje fundamentem, ale nie jest jedynym narzędziem ograniczania AMR. Coraz więcej danych wskazuje, że znaczenie mają również bioasekuracja, higiena paszy i kontrola patogenów obecnych w przewodzie pokarmowym.

Salmonella nie jest jedynie czynnikiem ryzyka salmonellozy. Może również stanowić rezerwuar mobilnych genów oporności przekazywanych innym bakteriom, w tym E. coli. Ograniczanie jej obecności w paszy i środowisku fermy może więc wspierać szerszą strategię zdrowotną, której celem jest zmniejszenie presji zakaźnej, ograniczenie stosowania antybiotyków oraz poprawa bezpieczeństwa produkcji trzody chlewnej.

Więcej

Kiedy warto pozostawić lochę w stadzie i jak zwiększyć jej produktywność?

Dr Christof Rapp, Główny specjalista ds. trzody chlewnej w Zinpro Corporation
Lisbeth Ulrich Hansen, Główny specjalista ds. trzody chlewnej, SEGES, Dania

Kiedy warto pozostawić lochę w stadzie i jak zwiększyć jej produktywność?

Niska długowieczność loch jest jednym z głównych czynników wpływających na koszty produkcji i wydajność stad. Kluczowym powodem jej obniżenia jest przedwczesne brakowanie loch z powodu kulawizn.

Lochy ze słabymi racicami pozostają w stadzie krócej, co skutkuje mniejszą liczbą prosiąt urodzonych w ciągu życia oraz wyższym kosztem przypadającym na jeden miot.

Ponadto, gdy locha jest usuwana ze stada zbyt wcześnie, na przykład po pierwszej lub drugiej laktacji, nie osiąga wtedy maksymalnej wydajności produkcyjnej, odsadzane są od niej mniejsze i lżejsze prosięta, co prowadzi do spadku rentowności produkcji.

Lochy bez kulawizn pozostają dłużej w stadzie

Badania przeprowadzone w Hiszpanii, obejmujące 137 000 loch ze 134 gospodarstw, wykazały, że lochy bez kulawizn pozostawały w stadzie dłużej i odsadzano od nich więcej prosiąt w ciągu życia w porównaniu do loch z kulawiznami (rys. 1; Iida i in. 2020).

Dłuższe utrzymywanie loch w stadzie obniża koszt produkcji jednego prosięcia, ponieważ koszty odchowu loszki rozkładają się na większą liczbę prosiąt. Dodatkowo długowieczne lochy osiągają wyższą marżę zysku.

Według badań duńskich naukowców lochy powinny wydać co najmniej pięć miotów, aby zmaksymalizować rentowność (rys. 2; SEGES 2024).

Zdrowe racice i prawidłowa budowa kończyn zwiększają długowieczność

Kulawizny mogą być spowodowane zmianami w obrębie racic, problemami ze stawami i kośćmi, złamaniami oraz czynnikami zakaźnymi, takimi jak Mycoplasma hyosynoviae.

Złamania kości występują rzadko. Czynniki zakaźne można skutecznie leczyć antybiotykami, dlatego kulawizny zakaźne mają charakter przejściowy, a nie trwały. Zaburzenia chrząstek, takie jak osteochondroza, dotykają loszek i młodych loch, ale nie starszych; można im częściowo zapobiegać poprzez selekcję genetyczną knurów.

Natomiast zmiany w racicach są bardzo powszechne. Ich występowanie w stadach komercyjnych przekracza 90%.

Ciężkie uszkodzenia racic, czyli takie, które odsłaniają żywą tkankę (corium), powodują ból i skutkują kulawizną. Łagodne i umiarkowane zmiany nie zawsze wywołują kulawiznę, jednak mogą się pogłębiać, dlatego powinny być monitorowane i w miarę możliwości ograniczane.

Kulawizna jest również istotnym czynnikiem śmiertelności loch. Badania SEGES Innovation wykazały, że 55% loch poddanych eutanazji zostało wybrakowanych z powodu problemów z racicami i kończynami, co czyni kulawiznę główną przyczyną uboju z konieczności.

Środowisko i zarządzanie stadem mają kluczowe znaczenie

Utrzymanie loch prośnych w grupach wspiera ich naturalne zachowania i jest istotnym elementem zarządzania stadem. Ma jednak również silny wpływ na agresję, ryzyko urazów i kulawizny, jeżeli nie jest właściwie prowadzone.

Mieszanie loch powoduje ustalanie hierarchii, głównie w ciągu pierwszych 24 godzin, kiedy dochodzi do największej liczby walk i pogryzień. Po ustabilizowaniu hierarchii dostęp do zasobów (pasza, woda, miejsce do leżenia) wyrównuje się, a agresja maleje.

Z tego względu zaleca się utrzymywanie stabilnych grup z jednokrotnym mieszaniem w cyklu. Podczas mieszania należy zapewnić minimum 3,0 m² na lochę (w porównaniu do wymaganego prawnie poziomu ok. 2,0-2,3 m² w ciąży), aby umożliwić ucieczkę przed osobnikami dominującymi.

Młode lochy i loszki, które zajmują niższą pozycję w hierarchii, korzystają z grupowania według wieku i wielkości oraz wcześniejszej socjalizacji.

Ryzyko kulawizn jest najwyższe podczas tworzenia grup – dane wskazują, że w tym okresie może kuleć 20-30% loch, a 80-90% zabiegów leczniczych w sektorze loch prośnych dotyczy problemów kończyn i racic.

Dlatego kluczowe znaczenie mają działania krótkoterminowe:

  • zwiększenie dawki pokarmowej w pierwszych dniach po mieszaniu,
  • stosowanie diet niskoenergetycznych z dodatkiem włókna rozpuszczalnego (błonnika), co zwiększa uczucie sytości i ogranicza walki.

Podłogi powinny być równe i antypoślizgowe, a w przypadku rusztów szerokość szczelin nie powinna przekraczać 20 mm, a elementy nośne powinny mieć co najmniej 80 mm szerokości. Strefy odchodowe powinny być codziennie czyszczone, aby ograniczyć problemy z racicami i ekspozycję na amoniak.

Regularna kontrola loch, szczególnie w pierwszych 1-2 tygodniach po mieszaniu, umożliwia wczesne leczenie. W razie potrzeby kojce szpitalne powinny obejmować 3-5% loch i zapewniać suche oraz miękkie miejsce do leżenia, aby przyspieszyć rekonwalescencję.

Strategiczne wykorzystanie żywienia w zapobieganiu kulawiznom

Zbilansowane składniki odżywcze odgrywają kluczową rolę w utrzymaniu zdrowia skóry, racic, stawów i kości. Odpowiednia podaż makro- i mikroelementów, w tym pierwiastków śladowych w formie biologicznie dostępnej, jest niezbędna dla prawidłowej budowy kończyn i poprawnej lokomocji świń.

Tradycyjne nieorganiczne i organiczne formy mikroelementów mają swoje ograniczenia. Zinpro Performance Minerals to związki, w których metal (np. cynk, miedź lub mangan) jest związany z pojedynczym aminokwasem, co zapewnia lepsze wchłanianie i wykorzystanie metaboliczne.

Dzięki temu zwierzęta otrzymują optymalne wsparcie żywieniowe, co poprawia jakość rogu racicowego i pomaga zapobiegać oraz leczyć zmiany chorobowe.

Badania naukowe oraz obserwacje terenowe wielokrotnie wykazały, że stosowanie tych dodatków w żywieniu świń prowadzi do:

  • poprawy zdrowia racic,
  • lepszej kondycji stawów,
  • poprawy jakości tkanki kostnej.

Efekty te przekładają się na lepszą ruchliwość, a w konsekwencji długowieczność i większą produktywność loch.

Aby osiągnąć maksymalne korzyści, zmiany w żywieniu należy wprowadzać jak najwcześniej, najlepiej tuż po odsadzeniu (nacisk na stawy i kości), a najpóźniej przy masie ciała 25-30 kg (główne ukierunkowanie na zdrowie racic).

Długowieczność loch wspiera zrównoważoną produkcję wieprzowiny

Lochy pozostające w stadzie przez minimum pięć miotów przynoszą korzyści zarówno producentowi, jak i zwierzęciu. Rosnące oczekiwania społeczne dotyczące dobrostanu zwierząt sprawiają, że jego utrzymanie na wysokim poziomie jest kluczowe.

Poprawa dobrostanu w gospodarstwach jest niezbędna, aby branża utrzymała akceptację społeczną oraz maksymalizowała rentowność i zrównoważony rozwój. Dobre warunki ograniczają kulawizny i zwiększają wydajność.

Wnioski

Spadek długowieczności loch, w dużej mierze spowodowany kulawiznami wynikającymi z problemów z racicami i kończynami, zwiększa koszty produkcji i obniża wydajność życiową oraz rentowność.

Dowody wskazują, że lochy bez kulawizn pozostają w stadzie dłużej. Poprawa środowiska utrzymania, zarządzania oraz zastosowanie wysoko przyswajalnych mikroelementów, takich jak Zinpro Performance Minerals, ogranicza występowanie przypadków kulawizny, poprawia dobrostan oraz zwiększa rentowność i zrównoważenie produkcji.

Rysunek 1. Wpływ kulawizny na długowieczność loch oraz ich wydajność życiową

Rysunek 2. Wpływ liczby miotów lochy w momencie brakowania na marżę zysku

Rysunek 3. Wpływ czasu stosowania dodatku Zinpro Performance Minerals w dietach loch na częstość występowania wszystkich zmian chorobowych oraz zmian ciężkich u loch

Więcej

Gryzące fakty na temat kanibalizmu

Lek. wet. Wojciech Bukała,
specjalista chorób trzody chlewnej
MSD Animal Health

Gryzące fakty na temat kanibalizmu


Kiedy świnia gryzie świnię – problem, który hodowcy wolą przemilczeć

Jest taki moment w chlewni, który każdy doświadczony hodowca zna. Wchodzisz rano do tuczarni i widzisz krew na podłodze. Jedna sztuka stoi w rogu kojca, ogon – a właściwie to, co z niego zostało – wisi jak krwawy strzęp. Pozostałe świnie kręcą się wokół niej z wyraźnym zainteresowaniem. I już wiesz, że jeśli teraz czegoś nie zrobisz, za kilka godzin będziesz miał problem, który wymknie się spod kontroli.

Kanibalizm u świń to temat, o którym branża hodowlana mówi ciszej i rzadziej niż powinna. Nie dlatego, że jest wstydliwy, ani dlatego, że trudno go rozwiązać. Głównie dlatego, że wiele osób wciąż traktuje go jako wypadek przy pracy – coś losowego, czego nie da się przewidzieć, ani systemowo kontrolować. To poważny błąd. Kanibalizm u świń niemal zawsze jest objawem i sygnałem alarmowym dla hodowcy – informacją, że w stadzie coś nie funkcjonuje prawidłowo.
Ten artykuł to próba zrozumienia, dlaczego świnia w ogóle gryzie inną świnię, co się wtedy dzieje w jej głowie i w chlewni, i co naprawdę działa, kiedy już masz problem.


Ewolucja kontra ferma

Żeby zrozumieć kanibalizm u świń domowych, trzeba spojrzeć na ich bliskich krewnych. Dzik europejski żyje w małych, luźno powiązanych grupach rodzinnych, które zasiedlają rozległe terytoria. W ich granicach zwierzęta znajdują pokarm, odpoczywają i realizują pełne spektrum właściwych gatunkowo zachowań. Dzik może ustalić hierarchię bez konieczności walki – wystarczą sygnały zapachowe, wokalizacje, rytualne demonstracje siły. W ostateczności może po prostu odejść, bo ma gdzie.

Świnia fermowa praktycznie nie może prezentować żadnego z tych zachowań. Żyje w grupie nierzadko kilkudziesięciu osobników, ma mocno ograniczoną przestrzeń, stały harmonogram karmienia i często żadnych możliwości eksploracji środowiska. Świnia jest najbardziej inteligentnym zwierzęciem hodowlanym. Zdolności poznawcze mózgu świń są porównywalne ze zdolnościami psami, a nawet 3-4-letnich dzieci. Badania behawioralne nie pozostawiają nam wątpliwości, że te ograniczenia możliwości prezentowania naturalnego behawioru na fermie zwierzę, przetwarza całą dobę i poziom stresu zwiększa się z dnia na dzień.

Gdy napięcie w grupie rośnie i nie ma możliwości naturalnego rozładowania, dochodzi do przekierowania emocji, w tym przypadku agresji, na inne swinie w kojcu. Świnia nie atakuje źródła stresu, bo często nie jest w stanie go zidentyfikować ani zlokalizować. Atakuje to, co ma przed oczami – dosłownie i w przenośni. Ogon sąsiada, ucho, bok, niezdarne nowo narodzone prosię. I tu zaczyna się lawina, bo krew przyciąga inne sztuki. Mechanizm jest prosty: w naturze krew oznacza słabość, a słabość okazję, którą należy wykorzystać. Instynkty, uśpione przez 9 tysięcy lat udomawiania, budzą się błyskawicznie.


Różne twarze kanibalizmu. Nie wszystkie wyglądają tak samo

Kanibalizm bywa postrzegany przez hodowców jako jeden problem. W rzeczywistości obejmuje kilka odrębnych, często współwystępujących zjawisk, które wymagają odmiennego podejścia.
Gryzienie ogonów to najczęstsza i najbardziej rozpoznawalna forma. Zaczyna się subtelnie: lekkie zainteresowanie, węszenie, manipulacja, pierwsze delikatne ugryzienia. Jeśli nikt nie interweniuje, eskaluje błyskawicznie. Uszkodzone tkanki i krew przyciągają kolejne sztuki. W ciężkich przypadkach dochodzi do odsłonięcia kręgów ogonowych, posocznicy i upadków.

Gryzienie uszu często pojawia się już u prosiąt i warchlaków, szczególnie tych odsadzonych zbyt wcześnie. Ucho jest miękkie, łatwo dostępne, silnie unaczynione. Rana wygląda jak z niskobudżetowego horroru z lat dziewięćdziesiątych; dużo krwi, ale rokowanie jest zwykle lepsze niż przy ogonie, o ile zareaguje się szybko.

Gryzienie boków, czyli belly nosing, polega na intensywnym, powtarzalnym trącaniu, a później podgryzaniu brzucha innych zwierząt i jest najczęściej zaburzeniem behawioralnym wynikającym głównie z przedwczesnego odsadzania, braku możliwości ssania oraz niedojrzałości behawioralnej zwierząt. Gryzienie przepuklin to bardziej niepokojąca forma kanibalizmu. Ofiarami są zazwyczaj sztuki z przepuklinami pępkowymi lub mosznowymi – uwypuklona tkanka jest dla zwierząt dość atrakcyjna. Kończy się to często tragicznie, bo wnętrzności eksponowane na zewnątrz nie pozostawiają czasu na reakcję.

Agresja przy porodzie to osobny rozdział. Lochy mogą zagryzać własne prosięta tuż po porodzie – szczególnie jeśli poród był trudny, matka jest pierwiastką albo warunki środowiskowe były złe (chłód, brak materiałów do budowy gniazda). To nie patologia charakteru – to reakcja na stres i ból, ewolucyjny mechanizm „nie inwestuj w potomstwo, którego nie jesteś w stanie wychować”.


Czynniki ryzyka. Co tak naprawdę powoduje, że świnia gryzie świnię?

Gdyby kanibalizm miał jeden, konkretny powód, byłoby łatwo. Problem w tym, że to zjawisko wieloczynnikowe – i właśnie dlatego tak trudno jest je kontrolować w sposób wyrywkowy. Jest wiele czynników, które powodują agresję i kanibalizm – obecnie mówi się nawet o 80 lub więcej.

Zagęszczenie jest numerem jeden na liście czynników ryzyka. Badania są tu jednoznaczne: powyżej pewnego progu obsady na metr kwadratowy agresja rośnie nieproporcjonalnie – nie liniowo, lecz wykładniczo. Świnia potrzebuje przestrzeni nie tylko fizycznej, ale też wizualnej i węchowej. Kiedy każdy ruch jednego osobnika jest natychmiast wyczuwalny przez wszystkie świnie wokół, napięcie nie spada nigdy do zera.

Mieszanie grup to drugi wielki wyzwalacz. Każde wprowadzenie nowych sztuk do istniejącej grupy resetuje hierarchię. Świnie muszą od nowa ustalić, kto jest kim – a ten proces, w warunkach fermowych i bez możliwości ucieczki poza zasięg wzroku, bywa brutalny.
Żywienie to kolejny element układanki, i to w kilku wymiarach. Niedobór lizyny, tryptofanu czy witamin z grupy B może bezpośrednio przekładać się na wzrost agresywności. Tryptofan jest prekursorem serotoniny – hormonu „szczęścia”, który tłumi impulsywną agresję. Świnia z jego niedoborem jest dosłownie biochemicznie bardziej skłonna do ataku. W przebiegu zakażeń jelitowych tj. np. adenomatozy, wskutek uszkodzenia nabłonka jelit i zaburzeń wchłaniania, niedobory te mogą się pogłębiać, dodatkowo obciążając metabolizm zwierząt. Ponadto każde zaburzenie na poziomie jelit, które jest głównym miejscem produkcji serotoniny, powoduje, że w zakażeniach jelitowych dochodzi do obniżenia progu reakcji na stres. Istotną rolę odgrywa też witamina B12, uczestnicząca w tworzeniu krwinek czerwonych i wspierająca prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego. Żywienie to jednak także logistyka: za mała liczba stanowisk paszowych, zbyt krótki dostęp do karmy, rywalizacja o paszę i wodę – każdy z tych elementów generuje napięcie i konflikt.

Mikroklimat jest czynnikiem, który jest nagminnie niedoceniany. Wysoka temperatura i wilgotność – szczególnie latem – nasilają agresję. Świnia w upale jest rozdrażniona, ma wyższe zapotrzebowanie na wodę, gorzej śpi i jest bardziej reaktywna. Paradoks polega na tym, że właśnie latem wentylacja rzadko jest postrzegana jako czynnik behawioralny – przecież kurtyny są podniesione, w budynku wręcz czuć, że wieje. Pamiętajmy jednak, że przeciągi to też jest element, który może powodować agresję u zwierząt.

Monotonia środowiska to problem nowoczesnych, „czystych” chlewni. Im bardziej sterylne i pozbawione bodźców otoczenie, tym bardziej świnia szuka stymulacji – i często znajduje ją w pobratymcu z kojca. Wzbogacenie środowiskowe to dziś nie luksus, ale narzędzie produkcyjne pozwalające realnie kontrolować zachowanie stada.

Ból i choroba mogą wyzwolić zarówno agresję u sprawcy, jak i uczynić ofiarę bardziej podatną. Świnia z kulawizną porusza się inaczej – to wystarczy, by grupa uznała ją za słabą i zaczęła testować jej granice. W praktyce osobnikami często atakowanymi są te najsłabsze i stojące najniżej w hierarchii.


Co czuje ofiara i dlaczego to ważne?

Przez długie lata w hodowli funkcjonowało milczące założenie, że zwierzęta gospodarskie nie odczuwają bólu ani stresu w sposób, który ma znaczenie produkcyjne. Dziś wiemy, że to nieprawda – i to nie jest kwestia sentymentalizmu, lecz nauki potwierdzonej wieloma badaniami.
Świnia ugryziona w ogon lub ucho odczuwa ostry ból. Ten ból powoduje wzrost poziomu kortyzolu, co pogarsza konwersję paszy, obniża odporność i upośledza sen. Ofiara kanibalizmu – jeśli przeżyje – jest przez kolejne dni lub tygodnie wyłączona z optymalnej produkcji. Ale jest też coś więcej: chroniczny stres grupowy, nawet bez widocznych urazów, podnosi bazowy poziom kortyzolu u wszystkich sztuk w kojcu. Cała grupa jest wtedy mniej wydajna, bardziej podatna na choroby, stres, co pogarsza przyrosty.

Kanibalizm ma więc namacalny wymiar ekonomiczny, który wychodzi daleko poza koszt leczenia czy upadku jednej sztuki. To problem, który ciągnie w dół cały kojec, a często całe gospodarstwo.

Interwencja w trakcie. Co robić, kiedy już się dzieje?

Pierwsza zasada: działaj szybko, ale nie panikuj.Kiedy widzisz krew i aktywne gryzienie, pierwszym krokiem jest izolacja sprawcy. Może to brzmieć kontrlogicznie – intuicja podpowiada, żeby ratować ofiarę – ale usunięcie agresora z grupy zapobiega przekierowaniu agresji na inną sztukę.

Zabezpieczenie rany to priorytet. Krew musi zniknąć z pola widzenia jak najszybciej. Używa się do tego preparatów o odpychającym smaku i zapachu, które maskują ranę i zniechęcają do dalszego obgryzania.

Ocena reszty grupy: czy to incydent jednorazowy, czy masz już kilka pogryzionych sztuk? Jeśli więcej niż dwie-trzy – to sygnał, że problem jest systemowy i wymaga interwencji w środowisko, nie tylko leczenia ofiar.

Tymczasowe wzbogacenie jest obowiązkowe. Wrzuć do kojca coś, co odciągnie uwagę zwierząt: łańcuchy zakończone gumowymi zabawkami, sznury, kawałki drewna. Cokolwiek, co da świniom alternatywny obiekt do eksploracji i żucia, które obniżą napięcie i pomogą rozładować stres świń. Ważne, żeby każda sztuka miała łatwy i możliwy dostęp do takich obiektów i żeby zabawki były regularnie wymieniane – inaczej szybko przestają być atrakcyjnym bodźcem. Świnia jako zwierzę inteligentne szybko się nudzi.

Sprawdź parametry, tj.: temperaturę, wilgotność, dostęp do wody i paszy. Często właśnie wtedy hodowca odkrywa, że automat paszowy od trzech dni działa na pół gwizdka albo że jedno z poideł jest zatkane.


Prewencja. Czyli jak nie dopuścić do pierwszego ugryzienia

Tu jest sedno sprawy – i tu jest też największa przestrzeń do działania.

Obsada: Nie ma jednej magicznej liczby, bo wiele zależy od rasy, fazy produkcji i systemu utrzymania. Jeśli regularnie masz problemy z agresją, zacznij od przeglądu obsady. Często okazuje się, że „zawsze tak było” nie oznacza „zawsze tak powinno być.”

Zarządzanie grupami: Im mniej mieszania, tym lepiej. Jeśli musisz łączyć grupy, rób to w neutralnym terenie – w kojcu, który nie należy do żadnej z grup. Daj świniom czas na adaptację w warunkach, które nie faworyzują żadnej ze stron.

Wzbogacenie środowiskowe: Badania jednoznacznie potwierdzają, że świnie mające dostęp do materiałów do rycia i eksploracji rzadziej się gryzą. Słoma jest idealna – daje zajęcie, jest jadalna, można w niej ryć. Tam, gdzie słoma jest niemożliwa (systemy rusztowe), sprawdzają się łańcuchy, gryzaki, sznury jutowe czy konopne lub gałęzie drzew. Kluczowe: materiał musi być nowy, interesujący i możliwy do zniszczenia. Łańcuch wiszący od pół roku przestaje być bodźcem.
Żywienie: Dobrze dobrany poziom tryptofanu i lizyny – skonsultowany ze specjalistą żywienia – przekłada się na wymierne korzyści już w jednym cyklu produkcyjnym. Sprawdź też liczbę stanowisk paszowych: normy mówią o minimum jednym na 8-12 sztuk, ale to minimum, nie optimum.

Monitoring: Regularne, spokojne obserwacje w różnych porach dnia pozwalają wychwycić eskalację napięcia, zanim dojdzie do urazu. Wczesne oznaki to wzmożone węszenie okolic ogonów i uszu, krótkie gwałtowne ugryzienia bez ran oraz wyraźna hierarchizacja przy paszy.

Oświetlenie: Zbyt intensywne lub zbyt długie oświetlenie nasila agresję. Przepisy dobrostanowe wymagają co najmniej 8 godzin światła dziennie o natężeniu nie mniejszym niż 40 luksów. W praktyce wiele chlewni ma oświetlenie włączone znacznie dłużej – i bywa to cichy sprawca problemów, którego łatwo przeoczyć.


Dokowanie ogonów – temat delikatnie pomijany

Skracanie ogonów u nowo narodzonych prosiąt przez lata było najprostszą odpowiedzią na problem gryzienia. Krótszy ogon – mniejszy problem. Skuteczność jest potwierdzona. Problem w tym, że Unia Europejska traktuje ten zabieg jako ostateczność, dozwoloną wyłącznie wtedy, gdy inne metody prewencji zawiodły, i wymaga udokumentowania, dlaczego były niewystarczające. W praktyce wiele krajów i sieci handlowych idzie dalej, żądając chowu zwierząt bez chirurgicznego skracania ogonów, jako warunku współpracy. Jest jeszcze jeden aspekt, o którym praktycznie się nie mówi. Badania histopatologiczne wykazały, że w kikucie ogona, który zostaje po zabiegu dokowania często rozwijają się nerwiaki urazowe, które mogą powodować zwiększoną wrażliwość na ból, a potencjalnie również ból spontaniczny. Oznacza to, że świnia, u której taki nerwiak się rozwinął, może przez całe życie odczuwać przewlekły ból czy dyskomfort w kikucie ogona. Chroniczny ból zaś, jak wiadomo, przekłada się bezpośrednio na poziom stresu i agresywności zwierzęcia oraz jego obniżoną produkcyjność. Skracanie ogonów może więc paradoksalnie współtworzyć ten sam problem, któremu miało zapobiegać.

To zmienia układ sił, ponieważ hodowca, który przez lata rozwiązywał problem elektrycznym lub gazowym nożem, musi teraz zmierzyć się z nim merytorycznie – przez zarządzanie środowiskiem, żywieniem i obsadą. I często okazuje się, że jest to możliwe. Wymaga pracy i nowych inwestycji, ale jest możliwe.


Kiedy wezwać lekarza weterynarii – i co mu powiedzieć?

Wielu hodowców wzywa weterynarza dopiero wtedy, kiedy mają upadki lub ciężko ranne sztuki. To stanowczo za późno.

Lekarz weterynarii powinien pojawić się w chlewni, gdy:

– problem nawraca w tym samym miejscu lub grupie wiekowej, mimo standardowych interwencji,
– liczba poszkodowanych sztuk przekracza 3-5% grupy w ciągu tygodnia,

– pojawia się forma kanibalizmu, której wcześniej nie widziałeś,

– podejrzewasz tło chorobowe — kulawizny, infekcje, niedobory.

Żeby wizyta była efektywna, przygotuj konkretne dane: kiedy problem się pojawił, w której grupie wiekowej, jaka jest obsada, jak wygląda schemat żywienia, jaka temperatura i wentylacja panuje w budynku. Lekarz weterynarii bez tych informacji jest jak generał bez zwiadu – może coś zrobić, ale działanie będzie bardziej intuicyjne niż systemowe.


Świnia nie jest problemem – środowisko jest problemem

Kanibalizm u świń ma opinię problemu nieuchronnego. „Świnie są agresywne, takie są, nic nie poradzisz.” To nieprawda; potwierdza to coraz więcej hodowców, którzy traktują ten temat bardzo poważnie.

Świnia jest zwierzęciem inteligentnym, bardzo społecznym i ciekawskim. W odpowiednich warunkach jest też zaskakująco spokojnym zwierzęciem – znacznie mniej skłonnym do agresji, niż można by sądzić patrząc na warunki, które wiele chlewni wciąż uznaje za standard. Kanibalizm niemal zawsze zaczyna się od środowiska: od zbyt małej przestrzeni, zbyt monotonnego otoczenia, zbyt dużego napięcia przy paszy, zbyt wysokiej temperatury, zbyt intensywnego światła.

Zmień środowisko, a zmienisz zachowanie

To nie jest miękka, sentymentalna filozofia. To twarda ekonomia: mniej urazów, mniej leków, lepsza konwersja paszy, niższy wskaźnik upadków. Świnia, która nie gryzie i nie jest gryziona, rośnie lepiej. A ta dobrostanowa zmiana wzmacnia również reputację wśród odbiorców, którzy coraz częściej uzależniają współpracę od standardów dobrostanu zwierząt.

Więcej

Zdrowie racic: wskaźnik wydajności loch

Dr Stefan Langer,
specjalista ds. żywienia trzody chlewnej,
Zinpro

 

Zdrowie racic: wskaźnik wydajności loch

Zakrojona na szeroką skalę analiza danych przeprowadzona przez ZINPRO® pokazuje, że zmiany chorobowe racic są ściśle powiązane z wydajnością rozrodczą loch oraz ich długowiecznością. Wyniki te jasno wskazują, dlaczego wczesna interwencja ma kluczowe znaczenie dla produktywności stada.

Zmiany chorobowe racic u loch od dawna uznawane są za istotny problem dobrostanowy, często powiązany z występowaniem kulawizn oraz przedwczesnym brakowaniem zwierząt. Znacznie mniej poznany pozostawał jednak stopień, w jakim stan racic wpływa na wyniki rozrodu, a także to, czy obserwacje te można przełożyć na praktyczne narzędzie możliwe do wykorzystania bezpośrednio w warunkach produkcyjnych.

Analizując dane dotyczące zdrowia racic i wyników produkcyjnych ponad 18 000 loch z ferm towarowych, naukowcy opracowali Indeks Jakości Loch – Zinpro, który wykracza poza sam opis zmian chorobowych. Narzędzie to umożliwia przewidywanie wyników rozrodu oraz utrzymanie loch w stadzie przez dłuższy okres produkcyjny, dzięki czemu ocena stanu racic staje się praktycznym narzędziem wspierającym podejmowanie decyzji hodowlanych, a nie jedynie elementem obserwacji.

Zastosowanie analizy klastrowej pozwoliło na naturalne wyodrębnienie dwóch grup loch:

  1. Lochy o słabym stanie racic i niższej wydajności rozrodczej,
  2. Lochy o dobrym stanie racic i lepszych wynikach produkcyjnych.

Chociaż w początkowej fazie użytkowania lochy z obu grup mogły osiągać porównywalne poziomy produkcji, zwierzęta o słabym stanie racic szybciej dochodziły do momentu, w którym ich wydajność przestawała rosnąć, a jej spadek następował szybciej, mimo że potencjał produkcyjny mógłby pozwalać na dalszy wzrost. Z kolei lochy z lepszym zdrowiem racic utrzymywały wysoką wydajność przez dłuższy czas.

Istotną rolę w stanie racic odgrywała także liczba miotów. Wartości indeksu (L-Index) wzrastały wraz z wiekiem loch. Starsze lochy (mioty 4-6) wykazywały istotnie gorszy stan racic w porównaniu z młodszymi zwierzętami. Przerost piętek oraz ich erozja nasilały się wraz z kolejnymi miotami i były silnie powiązane ze zmianami w linii białej – schorzeniami związanymi z bólem, stanem zapalnym oraz obniżeniem wydajności.

Wiele rodzajów zmian chorobowych racic połączono w jeden wskaźnik syntetyczny, określany jako L-Index. Niższe wartości indeksu oznaczają lepszą ogólną jakość racic, natomiast wyższe wskazują na większe nasilenie zmian chorobowych. Gdy wartości L-Index zestawiono z kluczowymi wskaźnikami efektywności rozrodu w podzbiorze danych obejmującym 6300 loch, ujawniły się wyraźne zależności: lochy z wyższym L-Index konsekwentnie rodziły mniej prosiąt żywo urodzonych oraz charakteryzowały się wyższym odsetkiem martwych urodzeń.

Wniosek dla producentów jest jednoznaczny: stan racic bezpośrednio wpływa na wyniki produkcyjne loch, a im wcześniej problemy zostaną zidentyfikowane i rozwiązane, tym większa jest szansa na ochronę produktywności w całym okresie użytkowania zwierzęcia oraz na poprawę zwrotu z inwestycji.

Opisy rysunków

Lochy podzielono na dwie grupy na podstawie ogólnego nasilenia zmian chorobowych racic (L-Index).
Grupa 1 (czarny wykres) reprezentuje gorszą jakość racic i niższą wydajność, natomiast grupa 2 (szary wykres) – lepsze zdrowie racic i lepsze wyniki rozrodcze.

Rysunek 1. Wyniki porodowe w grupach loch – liczba prosiąt żywo urodzonych

Rysunek 2. Wyniki porodowe w grupach loch – odsetek martwych urodzeń

Aby uzyskać darmowy dostęp do pierwszego w branży hodowli trzody chlewnej systemu oceny jakości loch, opartego na praktycznych danych, skontaktuj się z naszym przedstawicielem, Grzegorzem Jeleniewskim: gjeleniewski@zinpro.com.

Więcej

Nietypowe pożytki ze świń


Czesław Klocek, Marta Basiaga, Jacek Nowicki
Uniwersytet Rolniczy w Krakowie

Nietypowe pożytki ze świń

Terminem „pożytki” określa się korzyści (materialne i niematerialne) czerpane z różnych działań, także z chowu zwierząt. Podobno ze świń można wykorzystać wszystko z wyjątkiem kwiku, chociaż i to nie jest pewne (o czym dalej). Pożytki naturalne to płody powstałe w naturalnym procesie gospodarowania, a więc również produkty materialne i niematerialne, pozyskiwane od zwierząt.

O tym, że ze świń można przeznaczyć na pokarm prawie wszystko, wiemy nie od dziś. I nie ma co przypominać kiełbas, schabów, szynek, boczków i innych frykasów. Smaki dzieciństwa kojarzone ze wspaniałościami tradycyjnej kuchni polskiej, w której wieprzowina odgrywa znaczącą rolę, zna prawie każdy. Okazuje się, że to nie wszystko. Wieprzowinę można przyrządzić na wiele sposobów, a niektóre potrawy wydają się zaskakujące.

Tkanki głowy (która nie jest wliczana do tuszy) stanowią surowiec wykorzystywany na wywary, galarety, duszone policzki czy wkładki do zup (np. kapuśniak, grochówka). Głowizna to mięso, tłuszcz, skóra, chrząstki i tkanki łączne pozyskiwane z głowy zwierząt rzeźnych (po usunięciu mózgu, oczu, uszu i języka) bogate w kolagen i chrząstki, co czyni ją idealną do tradycyjnych potraw takich jak salcesony, galarety, buliony, zupy i wędliny. Produkt ceniony jest za unikalny smak i konsystencję, uzyskiwaną przez długie gotowanie, które sprawia, że mięso staje się delikatne. Kolagen nadaje potrawom wyjątkową, kleistą konsystencję korzystnie wpływającą na funkcjonowanie przewodu pokarmowego.

Innym sposobem wykorzystania tych części tuszy wieprzowej może być na przykład potrawa o nazwie świńskie uszy z kapustą” – i nie ma co się obruszać. Nasi dziadkowie podobno chętnie zjadali się taką potrawą, a dziś na samą myśl większość mogłaby grymasić. Obecnie świńskie uszy kojarzą się głównie z przekąską dla psów. A dziś wracają do łask potrawy przygotowane wg starych przepisów z wykorzystaniem tych niezwykle aromatycznych części mięsa. W wielu regionach Polski uszy wieprzowe gotuje się lub dusi, by wydobyć ich kolagenową miękkość i głęboki smak, doskonale komponujący się z kapustą, ziemniakami czy nawet grochem. W kuchni polskiej takie potrawy mają swoje miejsce od wieków. Dawniej nic się nie marnowało, wykorzystywano wszystko, co nadawało się do gotowania i spożycia, „od ryjka po ogonek”. Dziś takie receptury znów wracają do łask, a nawet zyskują popularność jako przedsmak dawnych kulinarnych tradycji.

Jednym z przepisów, który idealnie oddaje ten powrót do korzeni, jest pomysł Joanny Krzewińskiej z bloga „Królestwo garów”. Autorka proponuje prostą potrawę świńskie uszy z kapustą i ziemniakami, przygotowaną z dodatkiem gęsiego tłuszczu i doprawioną klasycznymi przyprawami. Jest to danie, które rozgrzewa, syci i pachnie jak w kuchni babci. Jest to przykład dania, które pokazuje, jak niewiele potrzeba, by z prostych składników stworzyć coś wyjątkowego. W czasach, gdy coraz częściej szukamy autentycznych smaków i powrotu do natury, przepis blogerki brzmi jak kulinarna lekcja szacunku dla tradycji.

            Czasem niektóre potrawy wydają się dziwne i zaskakujące, inne mogą stanowić ekstremalne doświadczenie dla podniebienia i dla nosa. Potocznie uważa się, że te dziwne, egzotyczne potrawy pochodzą z krajów dalekiej Azji. Okazuje się, że nie tylko. Podstawową cechą wspólną tych dawnych potraw jest często potrzeba wykorzystania każdej części z ubitego zwierzęcia. Jedną z takich potraw jest cukas galva, do niedawna główne danie tradycyjnej łotewskiej Wigilii. Brzmi egzotycznie, a jest to gotowana głowa prosięcia, faszerowana jęczmieniem, czasem także grochem i fasolą, uprzednio zamarynowana, a w Wigilię upieczona.

            A wieprzowina jako mięso kaloryczne, bogate w składniki dające siłę i energię była też chętnie i często jadana w starożytnym Cesarstwie Rzymskim. Nie powinno zatem nikogo dziwić, że starożytni Rzymianie wieprzowinę jadali powszechnie. Nie będzie nawet przesadą stwierdzenie, że Imperium Romanum na wieprzowinie stało. Wieprzowina była mięsem dostępnym dla osób z wszystkich warstw społecznych. Jadali ją zarówno plebejusze, ekwici, jak i patrycjusze. Przedstawiciele klasy niższej i średniej jadali wieprzowinę w postaci gulaszu czy też w gotowanych kawałkach, natomiast bogatsi lubowali się w tym mięsie dodatkowo podsmażanym i odpowiednio przyprawianym. W schyłkowym okresie Cesarstwa Rzymskiego na ucztach bogatych patrycjuszy delektowano się potrawami ze świń dość nietypowymi, można rzec fanaberyjnymi. Petroniusz w dziele „Satyricon” (I w. n.e.) informuje o luksusowym daniu rzymskim, tzw. świni trojańskiej – była to świnia wypełniona kiełbaskami. Przystępując do uczty cielsko zwierzęcia rozcinano, z jego brzucha wypadały kiełbaski, imitujące jelita. Inną kontrowersyjną dla dzisiejszych konsumentów potrawą byłoby zapewne wymię lochy przyprawione migdałami, miodem i winem. Wymiona świńskie były potrawą spożywaną w starożytnym Rzymie, serwowaną na luksusowych ucztach jako przysmak i danie pokazowe. W opisie uczty cesarza Heliogabala jest to jedna z wyszukanych potraw wyrafinowanej kuchni starożytnej.

            Ostatnio w literaturze naukowej i popularnej przewijają się informacje o znaczących postępach w eksperymentach nad wykorzystaniem świńskich narządów do usprawnienia funkcjonowania lub uratowania życia ludzi. Okazuje się, że w minionych czasach zdarzały się również pomysłowe sposoby doraźnego, niekulinarnego wykorzystania organizmów świń. Oto 1 lipca 1506 roku przyszedł na świat Ludwik, syn króla Kazimierza Jagiellończyka. Urodził się jako tzw. wcześniak. Utrzymanie takiego noworodka przy życiu w owych czasach dla medyków było ogromnym wyzwaniem. Aby zapewnić dziecku szansę na przeżycie, przysposobiono prowizoryczny „inkubator” wykonany ze świńskich wnętrzności. Dziś może się to wydawać szokujące, ale rozwiązanie to okazało się skuteczne, umożliwiające noworodkowi przeżycie w pierwszych, najtrudniejszych tygodniach życia. Po różnych późniejszych perypetiach Ludwik został królem Węgier. W wieku niespełna 20 lat musiał podjąć walkę z napierającymi na Bałkany Turkami Sulejmana. W sierpniu 1526 roku armia węgierska usiłująca powstrzymać nacierających Turków starła się z nimi w bitwie pod Mohaczem. Oddziały węgierskie zostały niemal doszczętnie rozbite przez znacznie liczniejsze i lepiej zorganizowane siły tureckie. Sam Ludwik, młody i niedoświadczony, walczył dzielnie, po klęsce uciekając z pola bitwy utonął w bagnach przygnieciony przez upadającego wierzchowca.

No i jeszcze kilka słów o kwiku świń. Obecnie dość dużo wiemy o dźwiękach wydawanych przez świnie w różnych okolicznościach i o ich znaczeniu. Wiemy, że jest to sposób porozumiewania się i wyrażania emocji u tych zwierząt. W sytuacjach krytycznych odgłosy wydawane niemal równocześnie przez wszystkie osobniki danej grupy bywają bardzo uciążliwe. Ogłuszający, przenikliwy kwik tuczników oczekujących z niecierpliwością na zadanie paszy do koryta znany jest zapewne wielu osobom pracującym w wielkotowarowych tuczarniach. Ten budzący niepokój, wręcz strach, harmider świń bywał wykorzystywany w starożytności w działaniach wojennych do płoszenia słoni bojowych. Wykorzystywali ten element jako broń starożytni Grecy i Rzymianie. Jednak losy świń i ludzi przeplatają się w różnych okolicznościach. W 1838 r. George Sand z dziećmi i chory Fryderyk Chopin popłynęli na Majorkę do Valdemossy. Zmiana klimatu miała służyć poratowaniu zdrowia artysty i dzieci Sand (Solange i Maurycego). Jednak ich oczekiwania bardzo różniły się od barwnych opisów i kwiecistych wyobrażeń. Wyspa powitała ich wyjątkowo nietypową, chłodną i deszczową pogodą. Kłopoty socjalne i aprowizacyjne oraz pogłębiająca się choroba Fryderyka spowodowały, że postanowili po kilku miesiącach wrócić do Paryża. Niestety droga powrotna okazała się dodatkowym koszmarem. Okazyjnie zaokrętowali się na statek przewożący świnie (żywy towar eksportowy Majorki) do uboju we Francji. Na wzburzonym morzu załoga statku, (jak pisze we wspomnieniach Sand) „okładała pejczami wieprze”, by zmusić je do ruchu, „co miało zapobiec u nich mdłościom”. Harmider i kwik katowanych tuczników był dodatkowym akcentem dźwiękowym kilkunastogodzinnej podróży po nieudanych wakacjach.Ta kakofonia dźwięków z pewnością nie była miłym akcentem końca podróży na Majorkę, ani inspiracją do nowych kompozycji mistrza.

Życie stawia przed nami ciągle nowe, intrygujące wyzwania. Także przed świniami. Biorąc pod uwagę wyjątkową i często zaskakującą różnorodność informacji, w których świnie pojawiają się w różnych aspektach działalności człowieka, można by powiedzieć, że świnie są dobre na wszystko. Czy te zwierzęta są w stanie jeszcze czymś nas zaskoczyć. Z pewnością nie jest to rozdział zamknięty.

Więcej

arbocel


1200x250_baner_topigs
Trzoda Chlewna - Ogólnopolskie czasopismo dla producentów trzody, zootechników i lekarzy weterynarii
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.