Pomysłowy Dobromir, czyli jak zrobiłem mieszankę dla prosiąt!
Pomysłowy Dobromir, czyli jak zrobiłem mieszankę dla prosiąt!
Zanim przejdę do meritum sprawy, pozwólcie, że wrócę jeszcze do tematyki opisywanej w moim artykule z wydania czerwcowego traktującym o różnych ciekawych rozwiązaniach technologicznych w zakresie żywienia, pojenia i utrzymania świń (kongres EPP). Temat karmienia i pojenia trzody zawsze jest bardzo ważny.
Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam!
Taki tytuł nosi jedna z moich ulubionych polskich piosenek rockowych napisanych przez słynny team: Andrzeja Mogielnickiego (tekst) i Jana Borysewicza (muzyka) – późniejszych twórców Lady Pank, ale piosenka została wcześniej spopularyzowana przez Budkę Suflera (w której Jan Bo grał na gitarach). Nie wiem, dlaczego taki tytuł przyszedł mi teraz do głowy, może dlatego, że słuchałem tej piosenki w wersji koncertowej na słuchawkach podczas odkurzania chaty, ale wysnuć można z tego taki wniosek, żeby nie wierzyć nigdy całkowicie technologiom. One są dobre i pomocne, a nawet niezbędne, jednak zawsze musisz wykazać się zdrowym rozsądkiem i obserwacją tego, co dzieje się wokół. Jeśli wejdziesz do budynku i wieje, urywa Ci głowę, a Ty szczękasz z zimna zębami lub odwrotnie, pocisz się niemiłosiernie, to znaczy, że coś jest nie tak i pomimo automatyki sterującej w teorii tymi parametrami mikroklimatu, idź i sprawdź, co się dzieje.
Pomimo technologii musisz mieć na fermie kompetentny zespół, który potrafi działać we własnym zakresie, np. wykryć odpowiedni moment rui, inseminować, przejrzeć stado itp. Będąc w wielu krajach na fermach trzody często spotykałem się z supersystemami, które karmiły i poiły, ale zawsze w weekend dochodziło do awarii, bo rury się zapychały albo nawet łamały w drzazgi (na skutek działalności ciekawskich świń). I co z tego, że system zanotował awarię i wysłał Ci alert, a nawet wskazał obszar, gdzie to się wydarzyło? Serwis musi przyjechać, a w USA to trwało 2–3 dni (duże odległości). Ktoś musi fizycznie to naprawić, rozebrać część rurociągu, usunąć blokującą paszę lub wymienić odcinki paszociągu czy wodociągu, i pomyśleć co i jak. System tego nie zrobi! Bez kompetentnego człowieka będziesz ponosił straty pomimo systemów „smart”. W Irlandii z kolei wszechmocny system żywienia na mokro (ogarniał całe stado i rządził we wszystkich sektorach) zagłodził kilka świń, bo w dużych kojcach grupowych (ok. 120–130 loch) niektóre zgubiły swoje transpondery, które dawały dostęp do automatycznych stacji żywienia. Był alarm na monitorze, ale nie było komu szukać tych loch lub czasem uznawano takie komunikaty za błąd systemu. Każdy pracownik musi „czuć” niemalże komórkowo cały proces technologiczny i umieć się w nim odnaleźć, przewidywać, co i gdzie może się wydarzyć i przeciwdziałać lub właściwie reagować w razie kryzysu. System niech kontroluje fermę, ale Ty kontroluj system. Czasem wszystko sprowadza się do prostych czynności, ale niezbędnych.
Wiem, co to znaczy naprawiać rurę
Zepsuła się plastikowa rura z wodą na fermie w USA. Główna arteria wodna biegnąca pod stropem budynku, przesyłająca wodę do poszczególnych kojców. Wiadomo, że świnia musi pić. Jak nie pije, to nie je, nie je, to nie żyje. Taka prawidłowość. Wszelkie naprawy powinno robić się własnymi siłami na fermie, a jeśli się nie da, wtedy wzywać ekipę remontową z zewnątrz. Jednak koszty napraw obciążają wówczas budżet fermy. Rura przymocowana jest do stropu metalowymi uchwytami, ale kilka z nich się urwało. Wtedy rura pod ciężarem wody zaczęła się uginać, aż wreszcie nie wytrzymała jej naporu i pękła.
– My to naprawimy – stwierdził nasz manager fermy Robert – nikt nie będzie potem mówił, że Robert nie potrafi nic naprawić.
Nakazał udanie się za nim do budynku z pękniętą rurą. Wziął plastikowe złączki, mufki czy co tam potrzeba, kleje i różne duperele. Kazał nam wejść na drabiny i rękoma podtrzymywać dwa kawałki rury, ciężkiej jak jasna cholera. Ręce mieliśmy uniesione ku górze i bolały nas niemiłosiernie, a Robert kleił sobie rury, jakąś złączkę usiłował tam wmontować, coś nieźle kombinował. Robił przy tym zabawne miny i drapał się po tyłku. A czas płynął… inna robota leżała odłogiem, a rura wciąż nie działała.
– Boss, może wezwiemy maintenance guy? – czyli fachowca od tej roboty – powiedział nieśmiało Derrik obserwując poczynania szefa.
– Nie będziemy mu za to płacić – obruszył się Carter – za taki drobiazg? Żeby potem mówił, że ferma Lisbon nie umie nic załatwić.
Po dwóch godzinach ślęczenia nad kwestią pękniętej rury wreszcie udało się skleić dwa kawałki ze sobą. No i można było puścić wodę i dać wytchnienie omdlałym rękom.
Robert stał zadowolony pod rurą, a Derrik puścił wodę. Ciecz z impetem wleciała do rury, zabulgotała, zapiszczała w niej, a ciśnienie momentalnie rozsadziło misterną robotę Cartera. Związek wodoru i tlenu kompletnie nie przejął się wysiłkami naszego managera, który chciał wytyczyć mu drogę, jaką uznał za stosowną. Woda zaczęła sikać na wszystkie strony szerokimi strumieniami, aż wreszcie rura rozwaliła się na dobre. Pod wpływem uderzenia ciśnienia urwała się zupełnie i rozerwała, a jej kawałki spadły Robertowi na głowę. Teraz to już nie była pęknięta rura, po prostu w ogóle jej nie było. Koronkowa robota.
– Co teraz Boss? – ciekawie zagadnął Derrik.
– Teraz to wezwiemy fachowca, teraz mamy powód – machnął ręką Robert.
Nie mógł tak od razu? Trzeba zawsze oceniać siły na zamiary.
Dokarmianie prosiąt na porodówce
Ogólnie wiadomym jest, że już po pierwszym tygodniu życia w kojcu porodowym oseski powinny być dokarmiane paszą dodatkową, która uzupełni niedobory mleka (gorsza laktacja) lub poprawi słabszą kondycję prosiąt, ale przede wszystkim wzbudzi ich ciekawość. Wtedy zaczną pobierać udostępnioną paszę i tym samym rozwijać swoją mikroflorę w przewodzie pokarmowym. Wtedy jest szansa, że po odsadzeniu ich system trawienny będzie przygotowany do trawienia materiału roślinnego, który później jest głównym składnikiem wszystkich pasz dla trzody. Unikniesz w ten sposób wielu problemów, w tym wyniszczających ciało biegunek, które w tym wieku i przy stresie poodsadzeniowym powodują liczne upadki i straty. Rolą paszy podawanej do korytek jeszcze w kojcach porodowych jest więc nie tyle dodatkowe karmienie i uzyskanie większej wagi po odsadzeniu (choć to też byłoby pożądane), co przede wszystkim dostarczanie różnorodnej paszy: mlecznej i roślinnej, żeby rozwijać im przewód pokarmowy jak najszybciej. Ten z kolei musi mieć pożywkę do tego, aby zagościły w nim odpowiednie szczepy bakterii i rozpoczęły pozytywną dla zdrowia prosiąt fermentację jelitową. Od tego zależy też zdolność do trawienia i wchłaniania, a więc późniejszej konwersji paszy na przyrost tkanki mięśniowej. Mogą to być prestartery w formie drobnego granulatu i taki podawaliśmy na fermach w Stanach Zjednoczonych. Dodatkowo do granulatu dodawano materiał czekoladopodobny pochodzący z mielenia batoników, słodyczy, czekolad, a także kaszki mleczno-zbożowe (niespożyte przez dzieci) o wabiącym owocowym smaku i zapachu. W Irlandii z kolei dodawaliśmy mleko w proszku typu instant, które szybko rozpuszczało się w betoniarce w ciepłej wodzie. Żmudnym procesem było chodzenie wśród kojców porodowych, nalewanie mleka, a po jakimś czasie usuwanie jego resztek i czyszczenie specjalnych dozowników. Ale tak już jest, co jest dobre dla świni (dostaje dodatkową niezbędną paszę), nie jest dobre dla Ciebie (musisz chodzić, nachylać się i tracić czas na rozlewanie), tak w zasadzie jest ze wszystkim. Nie chce Ci się, chcesz sobie pofolgować i czegoś nie zrobisz, to zaraz odbije się to negatywnie na wynikach produkcyjnych.
Mieszanka mlekozastępcza uzupełniająca Lactaverde dla prosiąt
Jest taka znana polska firma Envipro w Opolu, która w ramach współpracy z renomowanymi koncernami spożywczymi pozyskuje sporą ilość surowców: mleko modyfikowane w proszku typu instant i kaszki mleczno-zbożowe o różnych smakach, a także wiele innych. Do tej pory surowce paszowe były dosłownie rozdrapywane przez lokalnych hodowców – dla cieląt i prosiąt, chociaż nie były to jeszcze w pełni zbilansowane pasze, dedykowane zwierzętom gospodarskim, w tym młodej trzodzie. Co więc było robić? Trzeba było zastanowić się, jak efektywnie wykorzystać takie surowce o doskonałej jakości i rozpuszczalności, które spadły z nieba. Powołaliśmy zespół roboczy i przysłowiowa „piłeczka” zaczęła skakać nam po kolei po głowie, jak u bohatera bajki – pomysłowego Dobromira – na znak procesu myślowego, który kończył się zawsze nowym projektem. I tak powstała mieszanka „Lactaverde” serii „Karmaverde” (seria zawiera również inne mieszanki i wypełniacze paszowe). Produkowana jest w kontrolowanym systemie zamkniętym, gdzie produktom pochodzącym z jednego segmentu rynku nadaje się nowe życie w innym. Mieszanka jest rewelacyjna zarówno dla cieląt, jak i prosiąt, a co najważniejsze może optymalizować koszt karmienia. Może być stosowana bezpośrednio jako baza wyjściowa dla prosiąt, a także mieszana z dodatkiem wypełniacza kaszkowego. Cena jest wówczas rozsądna w odniesieniu do jakości mieszanki, a także znośna dla kieszeni hodowcy, w porównaniu do cen innych podobnych produktów oferowanych na rynku.
Mieszanka zawiera zarówno duży udział mleka modyfikowanego w proszku (do 35%), jak i materiał roślinny w postaci mikronizowanej wysokobiałkowej mączki sojowej (48% białka) i mikronizowanej mączki z ekstrudatu pszenicy. Czyli mamy dwa w jednym, białko zwierzęce i roślinne, które okazuje się niezbędne do rozwoju przewodu pokarmowego prosiąt i przyzwyczajenia ich do pasz roślinnych. Mleko doskonale rozpuszcza się w wodzie, a soja i pszenica są dostępne dla prosiąt ze względu na ich wcześniejszą obróbkę termiczną. Pszenica była poddana ekstruzji, czyli krótkotrwałej obróbce pod wpływem temperatury, pary wodnej i ciśnienia, dzięki czemu struktura ziarna została rozbita i udostępniona dla mikroflory jelitowej. Podobnie rzecz ma się z soją, zawierającą niezbędne aminokwasy. Oba składniki poddano też mikronizacji, czyli procesowi polegającemu na działaniu promieniowania podczerwonego, które rozbija strukturę zbóż. Cząstki w przetwarzanym materiale wibrują i wzajemnie trą o siebie powodując wzrost temperatury i ciśnienia, co przynosi nieodwracalne, korzystne zmiany. Materiał staje się lekkostrawny i dobrze przyswajalny, a więc o wiele bardziej dostępny dla prosiąt w porównaniu do surowych śrut zbożowych. Świnia ma żołądek monogastryczny, a więc często ma problemy z trawieniem materiałów roślinnych (nie jest przeżuwaczem i nie trawi ścian komórkowych). Ekstruzja i mikronizacja pomagają przezwyciężyć tę barierę. Do mieszanki można dodać kaszkę mleczno-zbożową lub zbożową (do 25%, czyli stosunek mieszanki do kaszki jak 3:1) o wabiącym zapachu i smaku, która posiada właściwości żelujące, a prosięta uwielbiają ryć w takiej smakowitej masie. W kaszce znajdują się zmielone mączki: kukurydziana, owsiana, ryżowa lub pszenna, a więc prosię otrzymuje całą paletę wysokoprzetworzonych i potrzebnych składników. Mieszankę uzupełniają inne ważne komponenty: specjalistyczny premiks mineralno-witaminowy, probiotyk, czyli żywe bakterie z węglem aktywnym przeciwko mikotoksynom w paszy, sól warzoną, zakwaszacz, serwatkę natłuszczaną olejami: kokosowym i palmowym oraz permeat laktozowy. Proste, skuteczne i smakowite. Parametry mieszanki są bardzo dobre: białko w zakresie 21–22%, włókno 1,5%, laktoza na poziomie 25–35%, a tłuszcz 13–15%. Licząc, że jedno prosię wypije 300 ml mleka ekstra dziennie, to na jeden miot (18–20 prosiąt) potrzebujesz ok. 6 litrów mleka, a stosunek rozcieńczania wynosi 1:6 – 1:7. Wychodzi więc, że na jeden miot potrzeba 1 kg mieszanki mlekozastępczej (proszku) dziennie (co daje 30 kg miesięcznie). Proszek rozpuszcza się w ciepłej wodzie w temperaturze 42–45℃, a podaje do spożycia w 37–38℃. Żelik (kaszkę) z mieszanką można podawać w oddzielnych korytkach, miskach w kojcu porodowym, a także po odsadzeniu wraz z prestarterem – wymieszać razem lub Lactaverde nalać na końcu do karmidełek z paszą stałą. Prosięta rozpoznają ją i chętniej zaczną pobierać pokarm stały. Lactaverde jest doskonałe do dokarmiania słabszych sztuk w programie małych prosiąt (odsadzonych w oddzielnej grupie). Zapraszam do przejrzenia karty Lactaverde, a dzięki kodowi QR szybko przejdziesz na stronę www.karmaverde.pl i znajdziesz potrzebne informacje.
A o czym w następnym artykule? O kolejnej eskapadzie na Zachód USA i Hawaje. Zapraszam!
Piotr Włódarczak





