bannery_lawsonia_Trzoda Chlewna

Beata pyta: Czy warto dokarmiać prosięta ssące? Niestety, efekty dokarmiania nie zawsze są widoczne, a pasze specjalistyczne dla prosiąt bardzo drogie. Na co zwrócić większą uwagę, aby dokarmianie prosiąt ssących było skuteczniejsze?

Beata pyta: Czy warto dokarmiać prosięta ssące? Niestety, efekty dokarmiania nie zawsze są widoczne, a pasze specjalistyczne dla prosiąt bardzo drogie. Na co zwrócić większą uwagę, aby dokarmianie prosiąt ssących było skuteczniejsze?

 

Dokarmianie prosiąt ssących nie jest nowym problemem dla producentów trzody chlewnej, ale i tak rolnicy mają ciągle wiele pytań do specjalistów żywienia prosiąt, szczególnie w chwili, kiedy muszą je odsadzać, a ich kondycja nie jest w pełni zadowalająca. Rolnicy zastanawiają się wtedy między innymi nad tym, czy warto było wydać pieniądze na zakup stosunkowo drogiej paszy specjalistycznej, skoro efekt dokarmiania prosiąt nie zawsze jest tak bardzo widoczny.

Odpowiedź specjalistów jest prosta: zawsze warto dokarmiać prosięta ssące! Ale warto też pamiętać o kilku niezbędnych warunkach, dzięki którym to dokarmianie może być skuteczniejsze i bardziej opłacalne, a jego efekty lepiej widoczne. Zwróćmy uwagę na kilka z tych warunków.

Pierwszym z nich jest wiek prosiąt, w którym je odsadzamy. Aby uzyskać maksymalną korzyść z dokarmiania prosiąt ssących, każde z nich powinno zjeść przed odsadzeniem ok. 500 g specjalistycznej paszy.

Jeśli ze względów organizacyjnych musimy odsadzać prosięta w wieku ok. 21 dni, to specjaliści radzą, aby podczas laktacji w ogóle nie dokarmiać ich specjalistycznymi paszami sypkimi, ale podać im płynne preparaty mlekozastępcze, które świetnie poprawiają kondycję i zwiększają tempo wzrostu masy ciała prosiąt przed ich odsadzaniem, a także pozytywnie wpływają na rozwój przewodu pokarmowego.

Jeśli natomiast prosięta są odsadzane w wieku 25-28 dni, to z dużym prawdopodobieństwem powinny zjeść ok. 500 g specjalistycznej paszy, a ponadto łagodniej przejść okres dojrzewania przewodu pokarmowego i kształtowania zdolności do trawienia i przyswajania składników pokarmowych z nowych surowców paszowych. Takie prosięta nie tylko będą chętniej zjadały większe porcje sypkiej paszy, ale też wyraźniej zaczną przybierać na wadze, uzyskując w dniu odsadzania masę ciała nawet o jeden kilogram większą niż prosięta niedokarmiane. Dlatego też wielu specjalistów i doświadczonych rolników uważa, że prosięta odsadzane w wieku czterech tygodni powinny być zawsze dokarmiane w okresie ssącym sypką paszą specjalistyczną.

Skoro powiedzieliśmy sobie, że warto dokarmiać prosięta ssące, to następnym problemem będzie zakup odpowiedniej paszy specjalistycznej. Wbrew sugestiom i informacjom podawanym przez niektórych producentów, oferowane przez nich pasze nie zawsze są odpowiednie dla prosiąt ssących, których przewód pokarmowy nie jest jeszcze w pełni ukształtowany i dojrzały.

Bez wątpienia pasze zawierające wysoki udział surowców pochodzenia mlecznego są najbardziej właściwe, ale z powodu wysokiej ceny mniej chętnie kupowane przez rolników nastawionych głównie na zysk z produkcji. W takiej sytuacji potrzebny jest kompromis: maksymalna korzyść przy danych kosztach. Inaczej mówiąc, należy kupować najlepszą dostępną na rynku paszę w możliwie najkorzystniejszej cenie. Są to zwykle wieloskładnikowe pasze produkowane przez doświadczonych producentów, zawierające między innymi takie surowce, jak poddane wstępnej obróbce hydrotermicznej ziarna zbóż, wysokobiałkowe preparaty mleczne, łatwostrawne mączki rybne oraz dodatek plazmy krwi przy bardzo niskim udziale surowców pochodzenia sojowego i innych surowców zawierających czynniki antyżywieniowe. Dobrej jakości pasze powinny być zgranulowane, co zawsze dodatkowo świadczy o wysokich kwalifikacjach producenta!

Specjaliści uważają, że warto wydać na zakup doskonałej paszy dla prosiąt ssących nawet dużo pieniędzy, skoro zjedzą one najwyżej średnio 500 g na jedno prosię, a co w kosztach ogółem produkcji tucznika stanowi zaledwie kilka procent, dając ogromną gwarancję zdrowego i bezpiecznego przejścia trudnego okresu odsadzania oraz dodatkowy przyrost masy ciała. Bez wątpienia, akurat ta inwestycja ma naprawdę wielki sens! Z pewnością uda się potem wygospodarować dodatkowe oszczędności w odchowie bardzo dobrze przygotowanych do odsadzania prosiąt!

Jeśli powinniśmy dokarmiać i w tym celu kupiliśmy wysokiej jakości paszę, to przed nami pojawia się następny problemem, jak podawać tę paszę. Najlepiej zgodnie ze starą zasadą: podawać często w niewielkich porcjach! Wymaga to dodatkowej pracy? No cóż, prosię to żywy organizm i potrzebuje czasu na całkowite przyzwyczajenie się do zjadania, trawienia i przyswajania nowego pokarmu. Należy też bezwzględnie pilnować, aby prosięta miały ciągle świeżą paszę. Skwaśniała i nieświeża nie tylko stanowi ryzyko biegunki, ale także zniechęca prosięta do jej wyjadania. Bez żalu zatem usuwajmy niewyjedzoną do końca paszę, a już nie do pomyślenia jest pozostawianie niewyjedzonej paszy z dnia na dzień. Jeśli paszę podajemy w mniejszych porcjach, to mniej musimy usuwać tzw. niewyjadów.

Warto też zadbać o czystość karmnika, w którym codziennie podajemy prosiętom specjalistyczną paszę. Nie znam takich osób, które chciałyby zjeść kolejny posiłek na talerzu nieumytym po poprzednim posiłku. Proste, prawda? Niektórzy rolnicy uważają, że specjalistyczna pasza dla prosiąt ssących powinna być przechowywana w oddzielnym pomieszczeniu poza porodówką, aby nie pachniała specyficznym zapachem powietrza z tego sektora produkcji. Każdyszczegółmożemiećkapitalneznaczenie!

Na koniec jeszcze jedna ważna rada. Prosięta ssące dokarmiane sypką paszą specjalistyczną muszą mieć ciągły i łatwy dostęp do świeżej wody. Przy czym rolnik musi mieć pewność, że prosięta rzeczywiście piją wodę z poidła zainstalowanego w kojcu, a nie tylko oglądają je i ewentualnie bawią się nim. 

 

Opr.: ACONAR

Pomór kontratakuje

Piotr Kołodziejczyk, Iwona Stankiewicz, Marian Porowski, Karol Wierzchosławski, Marek Michalski, Marek Wałachowski

 

Pomór kontratakuje

 

No i stało się. Dwadzieścia ognisk u świń i 111 przypadków u dzików. Wszystko zaczęło się w lutym 2014 r. od znalezionego w lesie zamarzniętego dzika, u którego w badaniach w PIWet potwierdzono obecność wirusa afrykańskiego pomoru świń (ASF) w tkankach.

 

Jeszcze na spotkaniu w hali Arena w Łodzi podczas targów Ferma Świń i Drobiu (luty 2014 r.) naukowcy przekonywali, że ASF u dzików nie ma większego znaczenia, bo wszystkie zakażone dziki wkrótce po infekcji muszą zdechnąć. A zatem wirus ma małe szanse na przetrwanie, a jeśli nawet zakazi inne dziki, to te też przecież też muszą zdechnąć. Jeden z wybitnych specjalistów chorób świń stwierdził tego dnia, że największy autorytet w sprawie zwalczania pomoru w Europie profesor Jose Manuel Sanchez – Vizcaino z Hiszpanii wypowiedział się na spotkaniu z lekarzami weterynarii, które odbyło się poprzedniego dnia, że musimy natychmiast w Polsce zlikwidować produkcję świń najlepiej tak 100 km od naszej wschodniej granicy, w głąb kraju. Wszyscy zareagowaliśmy zdumieniem, mimo zdawania sobie sprawy z powagi sytuacji. I co? I cisza! Przez długi czas choroba obchodziła się z nami bardzo łagodnie. Niespotykanie łagodnie. Te trzy pierwsze ogniska u świń, w stadach liczących kilka osobników musiały się przydarzyć. Dla wszystkich nas było jasne, że świnie zostały zakażone, a wektorem zakażenia był człowiek pozbawiony PODSTAWOWEJ umiejętności obsługiwania zwierząt. TO ZNACZY ZMIEŃ BUTY WCHODZĄC DO CHLEWNI. Dla epizocjologa sprawa była jasna, że to człowiek dostarczył wirusa do chlewni. Stało się wówczas również jasnym, że te najmniejsze chlewnie, pozbawione jakichkolwiek zasad bioasekuracji i obsługiwane przez nieświadomych zagrożenia ludzi, będą w najbliższej przyszłości źródłem zakażenia dla kolejnych, powiązanych stad zwierząt, jak i dla wolno żyjących dzików. Mimo tego, przez półtora roku nie stało się nic wielkiego!

 

Źródła energii w żywieniu tuczników

Krzysztof Lipiński

Katedra Żywienia Zwierząt i Paszoznawstwa,

Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie

 

Źródła energii w żywieniu tuczników

 

Postęp w hodowli świń wiąże się z rosnącymi potrzebami zwierząt w zakresie energii, białka i składników biologicznie czynnych. Jednocześnie u nowoczesnych ras świń obserwuje się mniejsze pobieranie paszy. Powoduje to konieczność zwiększenia koncentracji energii w dawkach.

 

Podstawowym materiałem paszowym stosowanym w mieszankach paszowych dla tuczników jest ziarno zbóż. Jako komponent paszowy odznacza się wysoką strawnością substancji organicznej oraz dużą zawartością energii. Tradycyjnie jęczmień był podstawowym zbożem stosowanym w żywieniu świń. Ziarno jęczmienia w ostatnich latach jest z reguły relatywnie drogim zbożem, co powoduje, że jest często zastępowane innymi zbożami, szczególnie ziarnem pszenżyta. Ziarno jęczmienia jest chętnie pobierane przez świnie i wpływa korzystnie na zdrowie tych zwierząt oraz wartość rzeźną, szczególnie na jakość słoniny. Z tego względu bardzo często, pomimo niekorzystnych relacji cenowych, jest stosowane w mieszankach paszowych dla świń, aczkolwiek w ilościach mniejszych niż dawniej. 

Jęczmień ma relatywnie wysoką zawartość skrobi, chociaż mniejszą niż większość innych zbóż, z wyjątkiem owsa. Najbardziej skoncentrowanym źródłem energii jest tłuszcz surowy, którego ilość w ziarnie jęczmienia wynosi jednak tylko ok. 2%. Dzięki stosunkowo dużej zawartości kwasu palmitynowego i stearynowego wywiera on korzystny wpływ na smakowitość, konsystencję oraz trwałość produktów zwierzęcych (mięsa, słoniny). Włókno surowe, główny czynnik odpowiedzialny za mniejszą strawność składników pokarmowych w ziarnie zbóż, występuje w jęczmieniu w ilości powyżej 4,0%. Spośród zbóż jedynie owies charakteryzuje się większą zawartością włókna surowego. Ziarno jęczmienia odznacza się relatywnie małą strawnością składników pokarmowych. Ma to związek ze specyfiką składu chemicznego, a przede wszystkim z ilością i składem składników trudno strawnych związków, takich jak polisacharydy nieskrobiowe (NSP – non-starch polysaccharides).

Budowa chlewni czyli bieg z przeszkodami

Roman Wieczorkiewicz

 

Budowa chlewni czyli bieg z przeszkodami

 

Jednym z czynników hamujących rozwój produkcji trzody chlewnej są trudności, jakie napotykają inwestorzy chcący zbudować lub powiększyć chlewnię.

 

            Przytłaczająca większość nowych inwestycji w obiekty, w których ma być prowadzona hodowla trzody chlewnej napotyka trudności. Protestują mieszkańcy, szaleni ekolodzy, często trudności sprawiają także lokalne władze, mimo że chlewnia jako działalność gospodarcza będzie przynosić gminie przychód w postaci podatków i nowych miejsc pracy. Przeciw inwestycji protestują mieszkańcy sąsiednich miejscowości, którzy obawiają się nie tylko zapachu, ale przede wszystkim chorób i skażenia środowiska. Inwestor chcący zbudować nową chlewnię, szczególnie większą, musi pokonać szereg barier i problemów.

 

Formalności

            Przede wszystkim musi spełnić określone formalności, aby uzyskać pozwolenie na budowę chlewni. Jest to bardzo złożony proces inwestycyjny. Jak radzi mec. Piotr Włodawiec, który jest ekspertem Krajowego Związku Pracodawców Producentów Trzody Chlewnej, przed przystąpieniem do inwestycji trzeba określić liczbę DJP (duże jednostki przeliczeniowe). – Wielkość DJP przesądza o tym, czy planowana inwestycja oddziałuje na środowisko i w jakim stopniu. Chlewnia może być zaliczona do jednej z dwóch kategorii: jako przedsięwzięcie mogące zawsze znacząco oddziaływać na środowisko (grupa I) albo jako przedsięwzięcie mogące potencjalnie znacząco oddziaływać na środowisko (grupa II) – mówi mec. Piotr Włodawiec. Do grupy I zalicza się chów lub hodowlę zwierząt w liczbie nie mniejszej niż 210 dużych jednostek inwentarza, natomiast do grupy II zalicza się chów lub hodowlę zwierząt w liczbie nie mniejszej niż 60 dużych jednostek przeliczeniowych.

IGC: WYSOKIE PROGNOZY ZBIORÓW ZBÓŻ

IGC: WYSOKIE PROGNOZY ZBIORÓW ZBÓŻ

W najnowszym raporcie (z dnia 25 sierpnia br.) Międzynarodowa Rada ds. Zbóż podwyższyła szacunki zbiorów zbóż na świecie w bieżącym sezonie z wcześniejszych 2 046 mln ton do 2 069 mln ton. Obecne szacunki wskazują na rekordowe zbiory w skali globalnej – o 3% wyższe niż w poprzednim sezonie. Najbardziej na ostatniej korekcie zaważyło podniesienie prognoz zbiorów kukurydzy dla USA z 365,2 mln ton do 378,8 mln ton. Warto odnotować podniesienie prognozy zapasów końcowych zbóż ogółem w skali globalnej – z 488 mln ton do 492 mln ton. Przewidywana światowa produkcja pszenicy została skorygowana w górę w porównaniu z lipcowym raportem – z 735 mln ton do 743 mln ton. W przypadku pszenicy – ujemne korekty prognoz dla Unii Europejskiej (obniżenie szacunków produkcji pszenicy ogółem ze 149 mln ton do 145,2 mln ton), zostało z nadwyżką zrekompensowane poprawą prognoz dla Rosji (z 67,5 mln ton do 70 mln ton), Ukrainy (z 25 mln ton do 26,5 mln ton) oraz dla USA (z 61,5 mln ton do 63,2 mln ton). Prognozę zapasów pszenicy na koniec sezonu podwyższono o 1 mln ton do 229 mln ton. Zrewidowano również prognozę zbiorów kukurydzy – z wcześniejszych 1 017 mln ton do 1 030 mln ton. Ocena zapasów tego gatunku została podwyższona o 5 mln ton do 218 mln ton. Dodatnia korekta dotyczyła także soi. Prognoza światowych zbiorów tego gatunku została podwyższona o 4 mln ton do 325 mln ton. Korekta wynikała przede wszystkim z podwyższenia prognoz dla Brazylii oraz USA. Przewidywane zapasy końcowe soi zaś podniesiono o 2 mln ton do 32 mln ton.

Źródło: FAMMU/FAPA z wykorzystaniem Reuters i innych źródeł

bannery_lawsonia_Trzoda Chlewna